Odpowiedzi

2010-03-28T11:22:24+02:00
Czesław Miłosz

Ogrodnik


Adam i Ewa nie na to zostali stworzeni,

Żeby kłaniać się księciu i władcy tej ziemi.


Inna, słoneczna, ziemia poza czasem trwała.

Im obojgu na wieczną szczęśliwość oddana.


Siwobrody ogrodnik drzew na niej doglądał,

Chociaż świat nie stał w blasku, tak jak tego żądał.


Na dni i wieki patrzył niby przez lunetę

Na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte,


Które z winy poznania obrócić się miało

W nienasycenie duszy i ranliwe ciało.


Ostrzegł ich, ale wiedział, że to nie pomoże,

Bo byli już gotowi i tak jakby w drodze.


Niewidoczny w listowie, dumał, zasmucony,

Widział ognie i mosty, okręty i domy,


Samolot w nocnym niebie migający iskrą,

Łoża z baldachimami i pobojowisko.


O biedne moje dzieci, więc tak wam się spieszy

Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy?


Do zamykania bioder w majtki, krynoliny,

Do odkrywania ciągów skutków i przyczyny?


Oto zbliża się wróg mój i zaraz wam powie:

Spróbujcie, a staniecie się jako bogowie.


Lokaje samolubnej miłości i zbrodni,

I zaiste bogowie, tylko że ułomni.


Nieszczęsne moje dzieci, jaka długa droga,

Nim zrujnowany ogród zakwitnie od nowa,


I lipową aleją wrócicie przed ganek,

Gdzie na rabatkach pachną szałwia i tymianek.


I czy było konieczne nurzać się w otchłani,

Systemata układać, zamiast mieszkać w baśni,


Nad którą nieustanna jest moja opieka?

Bo prawdę mówi Pismo, że mam twarz człowieka.



prosze:)
1 5 1
2010-03-28T11:22:31+02:00
Czesław Miłosz

Ogrodnik


Adam i Ewa nie na to zostali stworzeni,

Żeby kłaniać się księciu i władcy tej ziemi.


Inna, słoneczna, ziemia poza czasem trwała.

Im obojgu na wieczną szczęśliwość oddana.


Siwobrody ogrodnik drzew na niej doglądał,

Chociaż świat nie stał w blasku, tak jak tego żądał.


Na dni i wieki patrzył niby przez lunetę

Na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte,


Które z winy poznania obrócić się miało

W nienasycenie duszy i ranliwe ciało.


Ostrzegł ich, ale wiedział, że to nie pomoże,

Bo byli już gotowi i tak jakby w drodze.


Niewidoczny w listowie, dumał, zasmucony,

Widział ognie i mosty, okręty i domy,


Samolot w nocnym niebie migający iskrą,

Łoża z baldachimami i pobojowisko.


O biedne moje dzieci, więc tak wam się spieszy

Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy?


Do zamykania bioder w majtki, krynoliny,

Do odkrywania ciągów skutków i przyczyny?


Oto zbliża się wróg mój i zaraz wam powie:

Spróbujcie, a staniecie się jako bogowie.


Lokaje samolubnej miłości i zbrodni,

I zaiste bogowie, tylko że ułomni.


Nieszczęsne moje dzieci, jaka długa droga,

Nim zrujnowany ogród zakwitnie od nowa,


I lipową aleją wrócicie przed ganek,

Gdzie na rabatkach pachną szałwia i tymianek.


I czy było konieczne nurzać się w otchłani,

Systemata układać, zamiast mieszkać w baśni,


Nad którą nieustanna jest moja opieka?

Bo prawdę mówi Pismo, że mam twarz człowieka.