Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-10-31T20:48:14+01:00
Wybieram: "A jednak się wydarzyło"

To było najzimniejszy dzień w moim życiu. I jeden z najgorszych, tak na marginesie. Zaczął się dość przeciętnie, wstałem punkt 7 rano. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, zapakowałem do tornistra książki i zeszyty. Byłem zupełnie nieprzygotowany z każdego możliwego przedmiotu, to był mój standard. Przed zejściem na dół uchyliłem okno i zaciągnąłem się dwa razy. Nie ma to jak L&M. Zacząłem rozmyślać nad nową gadką dla pedagog. Tak, wizyty w jej gabinecie to również mój standard. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. To Marta, moja siostra. Ściślej mówiąc, ćpunka. Lubię ją tylko i wyłącznie dla tego, że jako jedyna z tej nienormalnej rodziny jest w stanie mnie zrozumieć. No i pomaga mi jako tako zaliczyć każdy semestr, a ja w zamian trzymam język za zębami. Taki mały kompromis, na którym obydwoje wychodzimy cało.
- Otwarte - krzyknąłem, zaciągając się po raz kolejny.
- Dawid... - zaczęła.
- Zamknij drzwi. O co znów chodzi?
- No bo... Chodzi o to, że... - bawiła się nerwowo guzikami przy bluzce.
- Dziewczyno, opamiętaj się. Albo zaczniesz mówić, o co chodzi, albo ja wychodzę. Stasiak już czeka na mnie przed domem - warknąłem, rzucając niedopałek przez okno.
- Adam ma dostarczyć dziś moją działkę. O 20.00 pod "Jasnym Bykiem". Widzisz, ja nie mogę iść, bo obiecałam mamie pomóc w tych świątecznych przygotowaniach. Obiecuję, że to ostatni raz. Już za wszystko zapłaciłam, wystarczy tylko odebrać...
- Ile razy mówiłem, żebyś wydostała się z tego gnoju, co? Zresztą, to twoje zasrane życie - schowałem papierosy do kieszeni spodni i złapałem plecak. Wychodząc z pokoju rzuciłem na odchodne:
- O 20.00 pod "Jasnym Bykiem".
Zbiegając po schodach usłyszałem jej piskliwy głosik. Krzyknęła, że mnie kocha, przeklęta ćpunka.
Dzień w szkole zleciał nie wiadomo kiedy. Wracając ze szkoły wdałem się w bójkę. Oczywiście zaraz wylądowałem u dyrki. Dyrka to nasza anorektyczna dyrektorka. Jej kazanie przyprawiało mnie o mdłości. Myślałem, że nic gorszego nie może się już dziś wydarzyć. A jednak. O 20.00 byłem pod "Jasnym Bykiem". Adam stał jak kołek w wyznaczonym miejscu. Żwawo podszedłem do niego, chciałem mieć to już za sobą. Kiedy wręczał mi woreczek tego białego świństwa, nie wiadomo kiedy i gdzie, do baru wpadły psy. Policja, ściślej mówiąc. Chyba nie muszę mówić, gdzie jestem i co tam robię? Skazali mnie, za rozprowadzanie narkotyków, na 15 lat do kicia. A wszystko przez tą przeklętą ćpunkę, Martę.