Odpowiedzi

2010-03-30T17:16:20+02:00
JA: Dzień dobry.
Sumienie: Witaj. Dla mnie wcale taki dobry nie jest.
JA: Dlaczego? Biorąc pod uwagę coraz to zwiększającą się populacje ludzi na Ziemi powinieneś cieszyć się z kariery zawodowej, która wraz z licznikiem ludności ciągle wzrasta.
S.: Ohh, właśnie wręcz przeciwnie. Nie mam z czego żyć.
J.: ?
S.: Ludzie już nie pytają mnie o zdanie, nie interesują ich moje racje. Zakłamują sami siebie.
J.: Naprawdę jest aż tak źle?
S.: Jest tragicznie!!!
J.: Co się takiego stało, że ludzie tak się zachowują?
S.: Już ci mówię. Otóż kiedyś (w średniowieczu, a nawet w starożytności) ludzie wierzyli w wiele bóstw. Wtedy to żyli zgodnie ze mną. Moją pracą jest bowiem mówić ludziom co jest dobre, co źle zrobili i co powinni naprawić lub za co przeprosić.
J.: I nikt już nie potrzebuje tej wiedzy?
S.: Ależ potrzebuje, jak najbardziej, z tą jedynie różnicą, że teraz wygodniej człowiekowi nie wierzyć w nic. Zupełnie. Odkłada te wybory na potem, a potem okazuje się, że jest już za późno. Mi jest naprawdę obojętne w co oni wierzą. Ważne to że zostałem bez pracy.
J.:Hmmm. Widać, że kryzys dopadł też twój świat. A można wiedzieć kto jest twoim szefem?
S.:Ma na imię Bóg. Jest wyrozumiały, ale jeśli będzie tak dalej chyba mimo wszystko zostanę bez pracy.
J.: Oj, to możliwe... Mam pomysł. Porozmawiam o twoim problemie z księdzem. Może ogłosi na Mszy jakieś kazanie, które ci pomoże. Może tak być?
S.:Dziękuję. W mojej sytuacji łapię się każdej deski ratunku.
J.: W takim razie spotkamy się jutro w tym samym miejscu i o tej samej porze. Będę już bardziej zorientowany w temacie.
S.: Ach, nawet nie wiesz jak jestem ci wdzięczny!
1 5 1