Odpowiedzi

2010-04-01T11:52:16+02:00
Polski październik 1956 roku
Fakt, że w okresie stalinizmu tak w samym ZSRR, jak w krajach znajdujących się pod dominacją Moskwy, represjami objęci byli także komuniści, rodził przekonanie, że zło systemu spowodowane zostało nie istotą systemu, a jedynie jego zbrodniczymi wypaczeniami. Obserwowane po śmierci Stalina tendencje liberyzacyjne w polityce PZPR wobec społeczeństwa mogły więc wskazywać, że w partii znajdują się uczciwi komuniści, którzy szczerze pragną naprawić zaistniałe nieprawidłowości i doprowadzić do politycznej reformy systemu.
Ludzie przychylający się do takich interpretacji nie zmienili swoich poglądów nawet w następstwie wydarzeń, jakie miały miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 roku, gdy pokojowy protest niezadowolonych ze swego wynagrodzenia robotników zakładów im. Cegielskiego zamienił się krwawo stłumione przez władzę rozruchy.
28 czerwca 1956 roku robotnicy tych zakładów, noszących wówczas oficjalną nazwę "Zakłady im. Józefa Stalina", rozpoczęli strajk, do którego wkrótce przyłączyły się inne poznańskie zakłady pracy. Na Placu Wolności miała miejsce olbrzymia manifestacja. Domagano się tam nie tylko poprawy warunków ekonomicznych ludzi pracy, lecz także swobód politycznych. Brak reakcji władz na żądania robotników doprowadził do radykalizacji tłumu. Zniszczono stację zagłuszającą zagraniczne audycje radiowe, zdobyto więzienie i uwolniono przebywających tam więźniów. Wobec pogłoski o zatrzymaniu robotniczej delegacji tłum otoczył gmach partii i wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa. Właśnie z okien tego budynku padły pierwsze strzały z broni maszynowej do manifestujących ludzi. Wśród ofiar były kobiety i dzieci.
Widok rannych i zabitych zwiększył tylko gniew tłumu. Zbudowano barykady i na zbrodnicze strzały odpowiedziano ogniem z broni zdobytej w gmachu poznańskiego więzienia. Do walki z cywilną ludnością skierowano wówczas oddziały wojskowe z miejscowej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmotoryzowanych. Zareagowały też władze centralne. Do Poznania przylecieli z Warszawy premier Józef Cyrankiewicz, sekretarz KC Edward Gierek i gen. Stanisław Popławski, który objął ogólne dowództwo nad akcjami wojskowymi przeciwko ludności. Ściągnięto dodatkowe jednostki, m.in. oddziały Dywizji Pancernej IV Korpusu Armijnego Śląskiego Okręgu Wojskowego oraz 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej. Czołgi obsadziły wszystkie ważniejsze punkty miasta. Walki trwały od rana 30 czerwca. Liczba ofiar śmiertelnych jest trudna do oszacowania. Źródła zachodnie oceniły liczbę zabitych na prawie 200 osób, rannych zaś blisko 1000. Po latach skorygowano te liczby. Dziś wiadomo, że zginęły 57 osoby; kilkaset osób było rannych.
Natychmiast po zdławieniu niepokojów władze przystąpiły do odwetu na mieszkańcach Poznania. Setki aresztowanych poddawano brutalnemu śledztwu. Bito i znęcano się nad zupełnie przypadkowo zatrzymanymi ludźmi. Równocześnie prasa partyjna informując opinię publiczną o wypadkach określała je jako prowokację imperialistycznych ośrodków i reakcyjnego podziemia. Na partyjnych masówkach organizowanych w kolejnych dniach w zakładach pracy mówcy domagali się surowego ukarania przywódców i organizatorów zajść. Premier Cyrankiewicz, który 29 czerwca wygłosił transmitowane przez radio przemówienie, grodził obcięciem rąk tym, którzy odważą się podnieść je na władzę ludową.
Niebawem jednak zaczęły pojawiać się też inne, bardziej realistyczne interpretacje wydarzeń. Określały inne robotnicze wystąpienia w Poznaniu jako słuszny protest przeciwko nadużyciom i błędom władzy. Wiadomo, że w czasie obrad VII plenum KC PZPR (18-28 lipca 1956 roku), które odbyło się wg obecności "gości" rosyjskich Bułganina i Żukowa, choć ich przebieg pozostał nieznany dla szerszej opinii społecznej, wystąpiły poważne rozbieżności co do dalszej taktyki politycznej.
W kierownictwie partyjnym ukształtowały się dwie odmienne orientacje, które miały dać rozwiązanie istniejącego kryzysu politycznego. Wokół pierwszej z tych orientacji, zakładającej "demokratyzację" systemu, przede wszystkim wewnątrz partii, skupiła się grupa jako "puławska" (kilka członków tej grupy mieszkało przy ulicy Puławskiej w Warszawie). Drugą orientację reprezentowała grupa "natolińska" (nazwa pochodziła od rządowego pałacyku w Natolinie pod Warszawą, gdzie grupa ta organizowała swoje spotkania). "Natolińczycy", popierani przez Chruszczowa, pragnęli uniknąć poważniejszych reform systemu, społeczeństwo zaś uspokoić informacjami o nadużyciach poprzedniego okresu, za które odpowiedzialnością obciążali komunistów pochodzenia żydowskiego. Koniecznym warunkiem uzyskania przewagi przez którąś z tych grup i przeforsowania własnej koncepcji było znalezienie odpowiedniego przywódcy. Rolę taką w aktualnej sytuacji politycznej najlepiej mógł spełniać Władysław Gomułka, uwolniony z więzienia i zrehabilitowany były I sekretarz PPR. Represje, jakie spadły na niego za rządów Bieruta, przesłoniły pamięć o zbrodniarzach, za które był odpowiedzialny w pierwszym okresie komunistycznej dyktatury w Polsce.
Zarówno więc grupa "puławska", jak i "natolińska" starały się pozyskać Gomułkę do swoich planów. Sam Gomułka, którego ambicją była zawsze większa samodzielność w działaniu polskich komunistów, nie pozwalała na to Moskwa, zbliżał się coraz do grupy "puławskiej". Zdołała ona zresztą, głównie dzięki obietnicom reform, zdobyć znaczne wpływy w zakładowych organizacjach partyjnych, a także wśród studentów i pracowników wyższych uczelni. Ostateczne rozwiązanie miało przynieść, wyznaczone na 19 października 1956 roku, kolejne VIII plenum KC PZPR. Poprzedzające to plenum posiedzenie Biura Politycznego partii wskazywało, że popierana przez Moskwę grupa "natolińska" zostanie pozbawiona wpływów.
Społeczeństwo, które jeszcze kilka tygodni wcześniej przyglądało się komunistycznym, frakcyjnym rozgrywkom z niewielkim zainteresowaniem, w momencie rozpoczęcia obrad przejawiało niespotykaną od 1945 roku polityczną aktywność. W pierwszych tygodniach października w całym kraju odbywały się spontaniczne wiece i zebrania pracowników zakładów pracy oraz studentów. Samorzutnie powstawały rady robotnicze, domagano się demokratyzacji, samorządności gospodarczej i terytorialnej, wolności słowa. Ta niebezpieczna z punktu widzenia Moskwy atmosfera, a także groźba wyeliminowania grupy "natolińskiej", zachęciły Chruszczowa do podjęcia konkretnych kroków, mających na celu utrzymanie zagrożonych radzieckich wpływów w Polsce. W godzinach rannych w dniu rozpoczęcia obrad plenum polskiej partii pojawił się on niespodziewanie wraz Kaganowiczem, Mikołajnem i Mołotowem. Do Polski przybył także marszałek Koniew głównodowodzący wojskami Paktu Warszawskiego. Równocześnie stacjonujące w Polsce jednostki Armii Radzieckiej, a także ludowego Wojska Polskiego otrzymały rozkaz marszu w kierunku Warszawy. Wiadomości o ruchach wojsk radzieckich wokół stolicy Polski pogłębiły społeczną wolę oporu i patriotycznej jedności narodowej. Za sprawą członków grupy "puławskiej" robotnicy niektórych zakładów pracy otrzymali broń, dowodzone zaś przez wypuszczonego z więzienia gen. Wacława Komara oddziały wojsk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zdecydowane były bronić Warszawy przed radziecką interwencją.
Obrady plenum zostały jednak przerwane i członkowie Biura Politycznego KC wraz z pozostającym jeszcze bez funkcji Gomułką udali się na spotkanie z radzieckim kierownictwem. Przebieg rozmów został otoczony tajemnicą. Wiadomo jednak, że wysunięta przez Chruszczowa groźba zbrojnej interwencji nie odniosła oczekiwanego skutku. Przypuszczalnie Gomułka, którego wybór na I sekretarza KC wydawał się być przesądzony, potrafił zapewnić przywódców Kremla o swojej zdecydowanej woli utrzymania w Polsce komunizmu i niedopuszczenia do poważniejszych zmian mogących godzić w istotę systemu. Uspokojony Chruszczow wrócił do Moskwy, wojska radzieckie zostały wycofane do swoich baz.
W trakcie wznowionych obrad plenum powołano nowe kierownictwo partyjne. Pierwszym sekretarzem partii wybrany został, zgodnie z przewidywaniami, Władysław Gomułka. W skład Biura Politycznego nie wszedł z jego dotychczasowych członków m.in. Konstanty Rokossowski, którego powrotu do ZSRR domagano się powszechnie na wiecach w Warszawie i innych miastach Polski. W najwyższych władzach partyjnych pozostali jednak: Józef Cyrankiewicz, Roman Zambrowski, Aleksander Zawadzki i Edward Ochab.
24 października na Placu Defilad przed Pałacem Kultury w Warszawie odbył się wiec, na którym wzięło udział niemal pół miliona mieszkańców stolicy. Owacyjnie witano przemawiającego Władysława Gomułkę, mimo że słowa, które wypowiedział na wiecu, dalekie były od oczekiwanych. Powszechnie i na ogół bezkrytycznie widziano w nim gwaranta wracającej do Polski demokracji, wolności i niepodległości.
Kolejne posunięcia władz, jak wypuszczenie na wolność ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz zwolnienie ze stanowiska ministra obrony narodowej Konstantego Rokossowskiego i mianowanie Mariana Spychalskiego, dawały nadzieję, że zmiany w Polsce zmierzają w pożądanym przez społeczeństwo kierunku.
Już niebawem okazało się jednak, że zaufanie, jakim obdarzono kierowaną przez Gomułkę partię, było przedwczesne.