Poprawisz błędy, zdania ? Poprawisz błędy, możesz coś dopisać ;] Mam napisać dziennik i on powinien być robiony w piątek ;]] Charakterystyczne cechy dziennika można poszukać w necie ;| to jest ten tekst:

Piątek, 02.04.2010 r.
Dzisiaj ścisły post, o którym zupełnie zapomniałam i bym się sięgnęła do chipsów, których miałam nie jeść. Wstałam bardzo wcześnie, mimo że jest wolne od szkoły. Mama mnie obudziła, ponieważ miałyśmy jechać do babci. Chyba pierwszy raz tak szybko się ubrałam. Okazało się, że babci w ogóle nie ma w domu i nasza droga była bez sensu. Byłam trochę zła, bo chciałam się nareszcie porządnie wyspać. Gdy wróciłyśmy od razu wzięłyśmy się za sprzątnie podwórka (już wolę zamiatać niż sprzątać swój pokój, więc narzekać nie mogłam). Potem poszłam do Marcina po płyty ze zdjęciami z wakacji. Niezbyt długo rozmawialiśmy, bo go babcia zmusiła do pracy w ogródku. Południe nie było zbyt ciekawe, bo spędziłam je na nauce angielskiego z siostrą. Dobrze, że szłam do kościoła do się wymigałam od innych obowiązków. Naturalnie tak jak wczoraj szłam z Anią. Po drodze przyłączył się do nas Marcin, ale on na mszę akurat nie miał zamiar iść, tylko do sklepu. Przed kościołem spotkałam się z Kasią i weszłyśmy razem. Msza była czasowo długa, bo większość osób całowała krzyż, ja również. Chociaż mi się nie wydawało, że jest długo. Był to mój pierwszy wielki Piątek, gdy poszłam do kościoła. Z Kasią bardzo oczekiwałyśmy na kładzenie się księży krzyżem, ale się nie doczekałyśmy. Czas w kościele umilała nam pani, która obok nas usiadła. Gdy nie śpiewała zachowywałyśmy powagę, ale gdy zaczynała to nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Starałyśmy chować się za siebie, żeby nie było widać, że się śmiejemy. Postanowiłyśmy, że po komunii usiądziemy za nią. I tak ten czas zleciał.
Nawet stwierdziłam, że msza powinna trwać dłużej.
Gdy wróciłam do domu, mama piekła z siostrą ciasto. Postanowiłam, że do nich się dołączę, mimo że nie mam zbyt zdolności kulinarnych.
Dzień mimo, że trochę pracowity można zaliczyć jak najbardziej do udanych.

2

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-04-03T12:32:39+02:00
Dzisiaj JEST ścisły post, o którym zupełnie zapomniałam i O MAŁO SIĘGNĘŁABYM PO PACZKĘ chipsów, których miałam nie jeść. Wstałam bardzo wcześnie, mimo że jest wolne od szkoły. Mama mnie obudziła, ponieważ miałyśmy jechać do babci. Chyba pierwszy raz tak szybko się ubrałam. Okazało się, że babci w ogóle nie ma w domu i nasza droga była bez sensu. Byłam trochę zła, bo chciałam się nareszcie porządnie wyspać. Gdy wróciłyśmy od razu wzięłyśmy się za sprzątnie podwórka (już wolę zamiatać niż sprzątać swój pokój, więc narzekać nie mogłam). Potem poszłam do Marcina po płyty ze zdjęciami z wakacji. Niezbyt długo rozmawialiśmy, bo babcia zmusiła GO do pracy w ogródku. Południe nie było zbyt ciekawe, bo spędziłam je na nauce angielskiego z siostrą. Dobrze, że szłam do kościoła do się wymigałam od innych obowiązków. Naturalnie, tak jak wczoraj szłam z Anią. Po drodze przyłączył się do nas Marcin, ale on NIE MIAŁ ZAMIARU IŚĆ NA MSZĘ, tylko do sklepu. Przed kościołem spotkałam się z Kasią i weszłyśmy razem. Msza była długa, bo większość osób całowała krzyż, ja również. Chociaż mi się nie wydawało, że jest długo. Był to mój pierwszy wielki Piątek, gdy poszłam do kościoła. Z Kasią bardzo oczekiwałyśmy na kładzenie się księży krzyżem, ale się nie doczekałyśmy. Czas w kościele umilała nam pani, która obok nas usiadła. Gdy nie śpiewała zachowywałyśmy powagę, ale gdy zaczynała, to nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Starałyśmy chować się za siebie, żeby nie było widać, że się śmiejemy. Postanowiłyśmy, że po komunii usiądziemy za nią. I tak ten czas zleciał.
Nawet stwierdziłam, że msza powinna trwać dłużej.
Gdy wróciłam do domu, mama piekła z siostrą ciasto. Postanowiłam, że do nich się dołączę, mimo że nie mam zbyt zdolności kulinarnych.
Dzień mimo, że trochę pracowity można zaliczyć jak najbardziej do udanych.


Całkiem ciekawie napisałaś ;)
2010-04-03T12:38:35+02:00
Kolejny dzień wolny od szkoły. Z przyzwyczajenia wstałam bardzo wcześnie i chciałam się zacząć ubierać do szkoły. Spojrzałam w kalendarz patrze 2 kwietnia zastanawiam się co to za dzień. No tak piąta rocznica śmierci Jana Pawła II i Wielki Piątek. Wstałam z łóżka, zaspana poszłam do kuchni coś przekąsić; już miałam zamiar sięgnąć po paczkę chipsów, których miałam nie jeść. Po chwili przychodzi mama, budzi mnie z drzemki i mówi, że mam się pospieszyć bo jedziemy do babci jej pomóc w przygotowaniach do świąt. Chyba pierwszy raz tak szybko się ubrałam. Kiedy dojechałyśmy do domu babci nikt nam nie otwierał, okazało się że babcia poszła na zakupy. Byłam trochę zła, bo chciałam się nareszcie porządnie wyspać. Gdy wróciłyśmy od razu wzięłyśmy się za sprzątnie podwórka (już wolę zamiatać niż sprzątać swój pokój, więc narzekać nie mogłam). Potem poszłam do Marcina po płyty ze zdjęciami z wakacji. Kiedy wróciłam do domu obejrzałam zdjęcia, a następnie zabrałam się do nauki angielskiego z siostrą. Dobrze, że poszłam do kościoła to wymigałam się od innych obowiązków. Naturalnie tak jak wczoraj szłam z Anią. Po drodze przyłączył się do nas Marcin, ale on na mszę akurat nie miał zamiar iść, tylko do sklepu. Przed kościołem spotkałam się z Kasią i weszłyśmy razem. Msza była czasowo długa, bo większość osób całowała krzyż, ja również. Chociaż mi się nie wydawało, że jest długo. Był to mój pierwszy Wielki Piątek, gdy poszłam do kościoła. Z Kasią bardzo oczekiwałyśmy na kładzenie się księży krzyżem, ale się nie doczekałyśmy. Czas w kościele umilała nam pani, która obok nas usiadła. Gdy nie śpiewała zachowywałyśmy powagę, ale gdy zaczynała to nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. Starałyśmy chować się za siebie, żeby nie było widać, że się śmiejemy. Postanowiłyśmy, że po komunii usiądziemy za nią.
Nawet stwierdziłam, że msza powinna trwać dłużej.
Gdy wróciłam do domu, mama piekła z siostrą ciasto. Postanowiłam, że do nich się dołączę, mimo że nie mam zbyt wielkich zdolności kulinarnych, ale w tym momencie liczyła się moja chęć do pracy.
Dzień mimo, że był pracowity mogę go zaliczyć jako najbardziej udany.