Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-04-06T08:03:56+02:00
Andegrandia cz.I "Nowy władca."

Dawno, dawno temu w czasach gdy Król Artur wysłał swoich rycerzy na poszukiwania Świętego Graala, a o Ameryce wiedzieli tylko Wikingowie, istniało królestwo Andegrandia (swoją drogą tak naprawdę było to miasto, a do królestwa było mu daleko, ale pozory trzeba zachować)...
W Andegrandii rządził sędziwy król Greg zwany Grzesiem
(tak naprawde do króla było mu daleko, nawet korony nie miał). Pewnego pięknego dnia (który wcale pięknym nie był), gdy Król jak zwykle płakał nad pustym skarbcem, na jego
dworze (któremu do prawdziwego dworu było dalej niż Andegrandii do Królestwa) zjawił się rycerz w lśniącej zbroi na swym kasztanowym koniu słusznie nazywany rZYGA, gdy tylko stanął on przed obliczem Króla rzekł:
-"Królu Grzesiu przybywam na Twój dwór jako błędny rycerz,
słyszałem, że Twoje królestwo nawiedził smok niegodziwy, wielka bestia pustoszy wielkie obszary Macierzy Twojej dlatego chciałbym, abyś dał mi błogosławieństwo do walki, a gdy pokonam potwora, abyś mi dał rękę pięknej Twojej Córy, o cudownej Małej-Baśki" Wielki władca siegając po butelkę przecudnej zamorskiej Staropolanki zamyślił się wielce, widać było w jego oczach męczącego go kaca utrudniającego myślenie... Po dłuższej chwili, z widocznym trudem chrypnącym głosem rzekł.
-"słuchaj se panie waćpanku, bestyja nawiedziła nasze króljestwo djawnymi czasy, od tjej pory nie mjam że ja spokoju... Krójlewski skarbiec pustjoszeje..."-tutaj Grzesiu przerwał, każde słowo widocznie sprawiało mu wielki problem, sięgnął jeszcze po raz kolejny po cudowną zamorską Staropolankę i ponownie rzekł, już ostatkiem sił:
"krójlewna będzie Twjoja..." Wspaniały rycerz ze szczęścia rzygnął niechcący na Jego Wysokość Grega, który na szczęście już był w ramionach piaskowego dziadka... Gdy tylko rZYGA opuścił 'wspaniały' dwór, wpadł w zadumę "skąd z ja mam wiedzieć gdzie jest smok"-pomyślał, a że nie miał w zwyczaju plebsu o pomoc prosić, to i mieszkańców andegrandi (zwanych userami) nie miał zamiaru się pytać, zadumiał sie więc długo...
Zostawmy na razie naszego bohatera w tej zadumie, a wy drodzy słuchacze nie przejmujcie się jego losem, zbroja mu nie zardzewieje jako, że była ona wyrabiana u wielkiego szkutnika Hammeraida...

Koniec część I

Druga część będzie mniej śmieszna od razu uprzedzam ;P



Część II "Nowy Władca"

-"Panie przesuń Twoją kobyłe! Pozamiatać chcę!" wyrwał naszego bohatera z wielkiego wysiłku myślowego wysoki, chodź wyraźnie męski głos... Wspaniały, o rZYGA rycerskim zwyczajem sięgnął do pochwy po swego największego przyjaciela Excalipura (swoja drogą,
wyprodukowanego na Tajwanie), już chciał machnąć nim w stronę odważnego zamiatacza ulic, gdy ten zdążył zapisnąć:
-"Co Ty szlachcica ciąć będziesz?"Zdziwiło to o rZYGE i zapytał się nieznajomego "Jakiś Ty
szlachcic skoroś ulice czyścisz"
-"Kolego..."pisnął zamiatacz -"u króla Grzesia tylko tak zarobić można grosza, bo wojenek on nie prowadzi. Grabieży sąsiednich grodów również, a dziewic tutaj nie ma ostatnie wyginęły to i ratować kogo nie ma...(swoja drogą smoki są a dziewic nie ma?! andegrandia nowoczesne królestwo!)Tutaj o rZYGA wpadł na świetną myśl by zapytać sie nieznajomego gdzie smoka znaleźć można... Nieznajomemu w oczach zabłysnęły *****iki (jak u Leppera) i machnął tylko ręką dając znak by o wielki rZYGA ruszył za nim... O dziesiątke różańca drogi (swoja drogą po co rycerzowi różaniec? To przecież rycerz nie egzorcysta!) nasz bohater zauważył wielki napis:
"Park Narodowy: Ostatni Smok: Dziedzictwo Świata-UNESCO)
Zdziwiło go to niepomiernie, rzekł do swojego przewodnika
-"Ładafak, zamiataczu co to ma być"
"Mów mi thetłuk"rzedł waćpan, "a to jest smok o którego prosiłeś"
"Ale ja go mam pokonać, ku chwale Bożej i by poślubić przecudną o małą-baśkę!" warknął o rZYGA. Thetłuk zaśmiał się i powiedział:
"Grzesiu znowusz był po Staropolance? Swoja drogą to ten ruski spirytus go kiedyś zgubi, słuchaj nie jesteś pierwszym który tutaj przybywa, ale smoka nikt Ci zabić nie da, jak myślisz z czego utrzymają się Userzy? strugają drewniane smoki, smoczki sprzedają jako lokalne pamiątki. Jak myślisz, skąd pochodzi napój 'Pysio'? Co się stanie z marką jak zabijesz jej maskotkę!...
Zbliż się do smoka z mieczem, a zostanie z Ciebie tylko Twoja przezardzewiała zbroja (widocznie na długo musieliśmy zostawić naszego bohatera, oj długo na nas czekał, długo...)
-"Ale o thetłuku skądś musze wziąć głowe smoka aby ją królowi pokazać, matka powiedziała mi, ze jak nie znajde sobie za żony jakieś księżniczki, a co najmniej hrabiówny to będę jak
mój brat klechą!"
Zamyślili się więc obydwaj wielce, bo problem był niezykle poważny, thetłuk wiedział, że być księdzem to gorzej niż być kierowcą gównołazika (chociaż swoja drogą najgorzej jest być żydem)...
Jednak co dwie głowy to nie jedna, i nie musieliśmy naszych przyjaciół zostawiać na tak długo...
Poboczem drogi szła KroVa i to nie byle jaka, mordę miała iście krzywą i odbiegała od normalności jak "Komandos" od wytrawnego wina...
Na twarzy thetłuka pojawił się uśmiech...
-"Zarżnij tą KroVe, mordę ma podobną do smoczej, a król będzie pewnie jak zwykle po przecudownej Staropolance, pomalujesz mordę tej oto KroVy, król warknie i księżniczka
Twoja :D" Jak zaproponował z kpiącym uśmiechem kompan, tak wielki o rZYGA zrobił, wyciagnął swego przyjaciela (prosze sobie nie kojarzyć!!!) Excalipura i jednym silnym zamachem zmiażdżył dziwnej KroVie kręgosłup (pewnie udałoby się nawet i głowe odciąć, gdyby miecz nie był drewniany!) o wielki rZYGA był dumny ze swojego ciosu, chciał się zaśmiać swoim grzmiącym basem jednak rzygnął sobie niemiłosiernie na to co kiedyś cieszyło się ze życia mianem KroVy...
"Może nawet to i dobrze"-zaskrzypiał wielce zdziwiony thetłuk - "Nie będziesz musiał jej malować" (chociaż swoją droga nie wiem co lepsze - malować KroVe czy ją czyścić?!)
Nasi bohaterowie zaczęli więc ciągnąć to co zostało z KroVy (nikt by już teraz nie poznał co to było za zwierzę, bo natura przecież wymiocinami nie śmiedzi) na dwór króla Grzesia...Gdy się tam zjawili, trafili akurat na służbę wnoszącą skrzynki o przecudnej zamorskiej Staropolanki do królewskiej siedziby... Zaś sam władca zbierał siły pod drzewem w swoim wspaniałym ogrodzie (który swoją drogą bardziej przypominał działkę emeryta niźli królewską włość)zbierał siły przed
zbliżającą się kolacją (po ludzku mówiąc przesadził z przecudowną Staropolanką, ale my tu gadu gadu a król już zaczyna odzyskiwać przytomność...) rZYGA postanowił wykorzystać chwilę przebudzenia władcy tych ziem i rzekł:
"O królu, w niebywale szybkim czasie pokonałem smoka-bestię, pokazując tym samym jakim odważnym jest..."
"Sfiefdalaj..."przerwał mu monarcha (którym jak wiemy był tyllko z nazwy) "sfirfdalaj i bjerz waćpanku tją bestyjeje. Smjoka pokonjałeś tjo i zniją sjobie radje dasz."
Doświadczony przez życie przyjaciel naszego bohatera, thetłuk, wypisnął następujące słowa "Panie, a może by tak pół Królestwa"!
"Weźcije i całe krójlestwo tyjlko sje zamknijcie i djajcie mi spjokój!" były to ostatnie słowa monarchy (przynajmniej dopóki, dopóty nie wytrzeźwiał).
Była to opowieść o rycerzu żebraku, szukającym przygody i zarobku (a tak na serio ru**** mu się chciało), co jednak zdarza się niezwykle rzadko znalazł to czego szukał (głupi ma zawsze szczęście!)...
Wielu z was powiedziałoby, że to koniec historii (ale na szczęście nie macie nic do powiedzienia).
Jednak spośród pięciopalczastych zielonych krzaków wydostał się słynny w całej andegrandi mag Writerka (w Andegrandii to jak na wsi - wszyscy się znają...). Nasz bohater zdziwił się wielce, w życiu nie widział tak dziwnie ubranego człowieka (ale cóż jak się człowiek naćpa....).

Koniec części II

Co czeka naszych Bohaterów w kolejnej przygodzie dowiecie się w części 3 zatytułowanej "Techno jest zawsze techno...je**** disco polo.."


------------------------------------------------------------------


Prosze państwa dość już owijania w bawełne, zapewne państwa zaczeła nudzić już ta na wpół legendarna historia
w której zapewne więcej jest mitów niż prawdy... Cóżjednak począć na to że ludzie jednak podziwiają mitycznych bohaterów tworząc z ich zachowania wzorce i stereortypy, dlatego mam propozycje kilku nowych przysłów specjalnie dla Ciebie drogi czytelniku ! Przedstawie je jednak w swoim czasie... Teraz zaś czas na:

Część III

TO WSZYSTKO WYDARZYŁO SIĘ DNIA 23 LIPCA, 5405 LATA PO ZAŁOŻENIU RZYMU...
Jedyne uczucie, jakie w tej chwili mnie ogarnia to ból, nie jest to byle jaki ból, wiąże się z nieuleczalną chorobą na jaką jestem chory... Już nawet mamusia mi mówiła nie pij tyle... Jednak ja jej nie posłuchałem... Staram się otworzyć oko, ryzykowne to zadanie. Promień światła, jaki dociera do moich oczu oślepia mnie całkowicie, postanawiam zrezygnować z tej trudnej czynność na rzecz prośby o pomoc... Jako, że nie wiem gdzie jestem i czy ktokolwiek przy mnie jest postanowiłem zawołać po prostu:
-Pomocy, pomóżcie mi wody... - była to nie tyle prośba co zbiór dziwnych dźwięków "pomocy" brzmiało niczym sopran, "pomóżcie" zostało wypowiedziana altem zaś wody w ogóle nie wydostało się na świat boży... Nie doczekałem się odpowiedzi, postanowiłem nie tracić czasu, poruszyłem palcami u lewej nogi... dowiedziałem się tym samym, że mam na sobie skarpetki i buty... Pozwoliło mi to wyedukować, iż jestem raczej przyodziany...(chociaż już tyle w życiu przeżyłem, że nie zdziwiłbym się, jakby było inaczej). Skoro już do takich wniosków dochodzę to czas przypomnieć sobie.. JAK JA SIĘ NAZYWAM... gdy tylko zacząłem sięgać do tak głębokich obszarów pamięci od razu ból głowy się wyostrzył.. poczułem jakby ktoś wbijał szpilkę w moją głowę... W tym momencie usłyszałem śmiech oraz poczułem znajomy zapach... tak to było to tajemnicze lekarstwo znane już przez starożytnych i stosowane od wieków przez wybitnych przodków i myślicieli... niektórzy z was pewnie wiedzą co to jest był to proszę państwa zapach chmielu, unoszący się z pełnego pienistego kufelczka... Zmotywowało mnie to do otworzenia w końcu powiek... Zobaczyłem dziwną rzecz młodziana siedzącego w wyraźnie za dużym jak dla niego fotelu, obok stoliczek, a na nim jak dobrze wydedukowałem kufelek złocistego napoju... Nie wypowiadając słowa przyjrzałem się chłopakowi, wyglądał wyraźnie dziecięco, odzianym z typowym dla dzieci brakiem gustu... Chłopak widział, że badam go wzrokiem i zapytał się...
-Może browarka...
Byłem w stanie w którym żadnych lekarstw się nie odmawia, a nadzieja na wyzdrowienie jest w każdym leku niezależnie od jego pewność, przytaknąłem więc głową... Dzieciak szybko zgarnął się na nogi i przyskoczył do mnie z pełniusieńkim kufelkiem... Kufel szybko zrobił się pusty... lecz gdy go odstawiłem zaraz napełnił się znowuż. Oczy zrobiłem jak cytryny coś tu nie gra... No ale jestem tutaj tylko gościem, a obowiązkiem gościa jest się gościć... Drugi kufel opróżniłem więc równie szybko... W tym czasie chłopiec powiedział:
-Witam przybyszu w Andegrandii, w krainie mlekiem i miodem płynącą, w krainie rycerzy, wytwornej sztuki i wielkiego forum filozofów..." Zdziwiłem się i zastanawiałem co to za kraina już chciałem się chłopka zapytać o to gdy uprzedził mnie, wypowiadając szybko "Pij ostrożnie każde napełnienie magicznego płacisz dwie srebrne andegrandówki..."
To było ostatnie chwile, jakie tam spędziłem, zapłaciłem czym miałem, trudno, chłopak wymagał dość dużo, ale twardym przeciwnikiem nie był i negocjacje poszły szybko...do niczego potrzebne... Szybko opuściłem teren karczmy, w której się obudziłem... Musze przyznać, że piwo, jakie tam wypiłem dodało mi dość sporo sił... A skoro już siły mam to pewnie drogi czytelniku domyślasz się, że moja pamięć również dział sprawniej niż jeszcze chwile temu... Nazywam się Most, jestem... przepraszam byłem rycerzem. Jednak nie czas na sentymenty, na rozdrapywanie ran przeszłość czas zwiedzać, proszę państwa, zwiedzać! Co jednak mnie zdziwiło? Myśląc o chłopaku w karczmie jako o kimś młodym niemile się zaskoczyłem, tutaj każdy jest kurduplem, karzełkiem, liliputem... Co to za dziwna kraina? czemu tutaj są same dzieci! Włócząc się po ulicach dotarłem do wielkiego budynku, piękne (jezus maria jak w gwiezdnych wojnach albo Titaniku) drzwi (nie dość że drewniane to elektrycznie rozsuwane ;P). Świecący się zbudowany z neonów napis ...::FoRUm::... szybko zniknął za moimi plecami... ciemny tunel, multum drzwi, wszędzie drzwi z jakimiś napisami, a za nimi kolejne i kolejne, a za nimi kolejne! Spanikowałem, rzuciłem się do wyjścia tak szybko jak tylko potrafię, jednak źle zapamiętałem szlak mojej wędrówki... (Jezus maria!) wszędzie ciemno, nie widzę nic nawet czubka własnego nosa, czerń... Biegłem dalej, jednak nie zdążyłem się nawet zmęczyć cos twardego stanęło mi na drodze (dlatego w szkołach się nie bieg po korytarzach!), były to wielkie wrota, wielkie zamknięte wrota, wielkie zamknięte wrota z małym zamkiem, powtórzę jeszcze raz: wielkie zamknięte wrota z małym zamkiem a ja mam wytrych (domyślacie się czemu nie jestem rycerzem ;]). Cóż ma się już swoje lata, doświadczenie, więc z problemem uporałem się szybko... Wchodząc do ogromnej pozłacanej sali, zauważyłem piękny pozłacany napis '' Forum Moderatorskie: TOP SECRET". Brzmiało to ciekawie, naprawdę. Wtem usłyszałem dźwięki zbliżających się kroków. Sala była naprawdę wielka, nie było żadnych wnęk, całą sale wypełniały dzięki bogu szafy to mnie uratowało otworzyłem pierwszą lepszą-była pusta, kilka papierów, jednak na szczęście była pusta... Kroki stawały się coraz głośniejsze, zacząłem też słyszeć rozmowę dwóch wyraźnie męskich głosów(choć jeden z nich wysoki i piszczący)....
thetłuk:-Tak nie może być codziennie wchodzi na ...:::FoRUm:::... i podaje inne imię powinniśmy stworzyć jakąś identyfikację userów...
rZYGA:-Nie! Dzisiejsze zabezpieczenia są dobre, a to, że wchodzi nikomu nie przeszkadza...
thetłuk:-Panie, powinniśmy...
rZYGA:-NIE!
Po tym krzyku nastąpiła chwila ciszy... do sali wszedł ktoś jeszcze była to kobieta (pewnie się zastanawiacie skąd to wiem skoro siedzę w szafie? obcasy proszę państwa obcasy)... Gdy stukot ucichł, słychać było dziwny dźwięk, coś upadło na podłogę, wiem, że wymaga się ode mnie jako od narratora jakichś dokładniejszych faktów. Dlatego też postanowiłem wyjrzeć z szafy co to jest... Ujrzałem męża wielkiego wzrostu z mieczem przy boku (taki fajny metalowy i wogóle) obok niego stała kobieta... cud kobieta... pasowała do męża jak ulał widać było, że jej piersi idealnie pasują w jego wielkie dłonie (już się tłumacze z tego nie pasującego do historii zdania-to opowiadanie to takie porno tylko pod przykrywką)... Kobieta jednak Krzyknęła: masz wypełnić tą stertę raportów banowych(to chyba tego dźwięk zaciekawił mnie i wyjrzałem z szafy). Tymczasem ona rzuciła się w ramiona drugiemu mężczyźnie wyraźnie niższemu od pierwszego bohatera z wielkim drewnianym mieczem (u boku! Bez skojarzeń, w tym opowiadaniu był tylko jeden erotyczny moment więcej już nie będzie!... Z większą częścią czytelników tutaj się na pewno żegnamy... ave!) a wiec ten mężczyzna miał taki długiiii miecz, ale za to był w pełnej zbroi widać zawsze gotowy do walki. Rozmowa, w jaką się wdali, dotyczyła tej sterty papierów i tego co wpisywać w dane pola. Pewnie nikt by mnie nie zauważył gdyby nie dziwna rzecz, otóż obok mnie w szafie pojawiła się kobieta (!) ubrana bardzo dziwnie, a wzrok miała mętny, popatrzyła się na mnie uśmiechnęła się krzywo i wyleciała z szafy z wielkim krzykiem... Ominę tutaj tą scenę, przepraszam Cię słuchaczu kimkolwiek jesteś, ale nie dlatego to robię, żeby coś przed Tobą ukryć o nie, po prostu pamiętam tutaj tylko szybki doskok mniejszego z rycerzy (później dowiedziałem się, że ma na imię rZYGA) i uderzenie, pamiętam również światło, zieloną wielką łąkę oraz dużo gwiazd no i nic więcej nie pamiętam...

Jedyne uczucie, jakie w tej chwili mnie ogarnia to ból, mam jednak w tym temacie pewne doświadczenie. Postanowiłem więc szybko otworzyć oczy by sobie oszczędzić szoku świetlnego... Wielki Most wyciąga wnioski z poprzednich doświadczeń... jednak co dziwne, praktycznie żadnego światła nie uraczyłem skromna świeca paliła się za KRATAMI! Co to za zwyczaj chować świece za kratami, wydało mi się to dziwne i miałem racje gdy podniosłem głowę, zauważyłem, że to ja jestem ZA KRATAMI!
Współwięzień okazał się dobrym przyjacielem, zostawił mi bieliznę, dzięki temu nie było mi tak zimno. Uwierzcie mi to był naprawdę dobry człowiek. Opowiedział mi, gdzie jesteśmy, dowiedziałem się też, kim się stałem - przestępcą (ciężko się było domyślić-prawda? Ale cóż z siniakiem na pół głowy wielu rzeczy jest ciężko się domyślić...), dowiedziałem się również, że znajdujemy się w podziemiach zamku Andegrandii oraz kim jest mój oprawca, a mój przyjaciel nazywa się aVorK, cóż dziwne imię i zdziwiłbym się gdybym sam nie miał na imię Most, a mój przyjaciel nie wyglądał jak zmasakrowany zwierz...
3 3 3