Odpowiedzi

2010-04-06T08:51:23+02:00
"Barwy odgrywają ważna rolę w naszym życiu. Fale świetlne oddziaływując na nasz wzrok powodują widzenie barwne. Każdy ze znanych nam zasadniczych kolorów posiada określoną długość fali świetlnej i jako taki przenosi określoną dawkę energii. Nic wiec dziwnego, że różne kolory czy raczej różne barwy światła wywierają różny wpływ na człowieka. Ja sama, będąc przez 9 lat niewidomą, wyraźnie odczuwałam w swej podświadomości to specyficzne działanie".

Czerwień zawiera tajemnicę bezgranicznej energii. Używana jest przy psychotronicznyrn leczeniu chorób krwi.

Zieleń jest źródłem niezastąpionej energii, potrzebnej dla odnowy systemu nerwowego, serca i układu krążenia.

Błękit niesie wyciszenie i głęboki spokój. Oddaje ogromne usługi przy psychotronicznyrn leczeniu wszelkich form infekcji organizmu.

Oranż zawiera nie zastąpioną energię potrzebną do trwania i asymilacji. Ta specyficzna energia obejmuje także asymilowanie tlenu przez system oddechowy. Jest specjalnie korzystna przy leczeniu astmy i chorób płuc.

Żółć posiada bezcenną energię potrzebną dla oczyszczenia organizmu. Jest ona specjalnie korzystna przy leczeniu takich chorób jak cukrzyca, choroby jelit i nerek.

Indygo zawiera ogromną siłę leczniczą przy chorobach w obrębie głowy, a więc: oczu, uszu, nosa, gardła oraz przy zaburzeniach umysłowych i psychicznych.

Fiolet jest źródłem energii szczególnie korzystnej przy leczeniu chorób systemu nerwowego, przy zaburzeniach umysłowych spowodowanych urazami mózgu, przy chorobach i uszkodzeniach samego mózgu, przy bezsenności i okaleczeniach oczu.

Biel jest ogromnie pomocna przy leczeniu ciała i umysłu jako całości. Jest specjalnie pomocna w wypadku, gdy szczegółowa diagnoza choroby, czy obrażeń cielesnych nie została postawiona, czy nie może być ustalona.

"Scotty od trzeciego roku życia cierpiał na astmę. W wieku 5 lat ataki nasilały się i męczyły go dwa, a nawet trzy razy dziennie. Leczyli go najlepsi specjaliści, rodzice kupowali najdroższe lekarstwa, ale wyniki były znikome. Dziecko cierpiało nadal. Gdy Janet przyprowadziła do mnie swego 6-letniego synka, uderzyła mnie powaga w tej dziecinnej, miłej twarzyczce. Nie ulegało wątpliwości, że życie Scoltiego było bardzo smutne. Poleciłam w przypadku Scoltiego oranż. Wypisałam na arkuszu papieru technikę psychotronicznego leczenia i prosiłam o kontaktowanie się ze mną. Przy końcu tygodnia była już wyraźna poprawa, a po następnych 6-ciu dniach Janet doniosła mi, że synek już od kilku dni biega bez żadnych objawów astmy i że właśnie idzie z nim do lekarza na kontrolne badanie. Umówiłyśmy się, że bezpośrednio stamtąd przyjdą do mnie. Uśmiech Scotliego byl wesoły, szczery, dziecięcy. Dziecko było całkowicie zdrowe. - "Szkoda, że nie widziała pani twarzy lekarza. Był zaszokowany" - opowiadała Janet wesoło. Obecnie Scotty ma już 8 lat. Dawno zapomniał o atakach astmy, zapisał się na piłkę wodną".


INSTRUKCJA PRZY LECZENIU ASTMY Z ZASTOSOWANIEM KOLORU

Ćwiczyć trzy razy dziennie.

1. Wybierz spokojne miejsce...

2. Zamknij oczy...

3. Zanim wciągniesz przez nos powietrze wywołaj w swej świadomości barwę oranżu. Stwierdź wewnętrznym okiem, że wszystko dokoła ciebie jest w pięknym odcieniu jasnego oranżu oraz, że taki jest kolor samego powietrza. Wdychając głęboko wyobraź sobie łagodne światło koloru pomarańczowego, pulsujące długimi strumieniami. Uświadom sobie przepływ przez twe ciało tego pomarańczowego powietrza. Powtórz głębokie oddechy trzy razy, za każdym razem uświadamiając sobie jasno oranżowy kolor. Powtarzaj w myśli następujące słowa: "Przez cudowną moc mojej Nadświadomości i najwyższą inteligencję mego "wyższego Ja" zarządzam, aby uniwersalny archetyp oranżu, niosący bezkresną siłę został wchłonięty przez mój system oddechowy. Niech przeniknie całkowicie moje ciało i umysł, uwalniając mnie od astmy i wszelkich jej objawów, przenosząc mnie w stan doskonałego zdrowia fizycznego i psychicznego. Przez potęgę mojej Nadświadomości i nieskończoną energię archetypu oranżu jestem wyleczony z astmy. Ataki astmy nigdy więcej nie będą wprowadzać dysharmonii w stan mego doskonałego zdrowia".

Następne punkty - według zwykłego schematu.

Oczywiście lecząc kogoś, wstawia się imię tej osoby we wszystkich punktach środkowej części instrukcji.

"Oczywistym jest, że żaden kolor nie jest sam w sobie ani zły, ani dobry, lecz każdy z nich może być wykorzystany dla dobra człowieka i może szkodzić w okolicznościach czy stanach zdrowia nieodpowiednich".

Czerwień nie jest kolorem korzystnym dla osoby psychicznie podnieconej, rozhisteryzowanej czy krańcowo wyczerpanej. Energia witalna zawarta w czerwieni utrudni pożądane uspokojenie.

Szarość w ubraniu czy otoczeniu powinna unikać osoba z depresją psychiczną oraz w negatywnych sytuacjach życiowych.

Błękit nie jest wskazany dla osób odczuwających zanik energii fizycznej czy umysłowej. Ogromna siłą wyciszająca archetypu błękitu wzmocniłaby jeszcze odczucie braku sił witalnych.


TECHNIKA PSYCHOTRONICZNEGO LECZENIA ZA POMOCĄ BŁĘKITU

Dla uspokojenia wewnętrznego w sytuacjach krytycznych, jak również przy depresjach chronicznych.

1. Wybierz spokojne miejsce...

2. Zamknij oczy...

3. Wciągając głęboko powietrze, wyobraź sobie, że sączysz w siebie blękitłie światło, że rozchodzi się ono po całym ciele, uspakajając cię nerwowo. Stwierdź w umyśle, że wszystko wokół ciebie przesycone jest błękitem, że błękit ten wypełnia każdy zakamarek twego umysłu, wnosi spokój i ciszę. Powtórz trzy razy.

4. Powtarzaj w umyśle: "Jestem pogrążony w całkowitym spokoju, w doskonalej harmonii z całą naturą. Nigdy przedtem nie odczuwałem głębszego spokoju i żadne zewnętrzne okoliczności nie mogą go naruszyć".

5. Znowu oddychaj głęboko przez nos, upajając się ciszą panującą w całym twym organizmie. Powtórz to ćwiczenie trzy razy, za każdym razem głębiej odczuwając błogi spokój w ciele i umyśle.

6. Obserwuj swój oddech nie kontrolując go...

7. Otwórz oczy i idź...


"Ilekroć spotykam osobę, która narzeka na brak energii, muszę myśleć o Marcie D. Od lat czuła w sobie pustkę. Wiele rzeczy ją interesowało, ale nie miała energii zająć się nimi. Mąż jej był czynnym przemysłowcem i zapalonym sportowcem. - "Wydaje się, że im bardziej jest zajęły, tvm więcej ma energii. Gorąco pragnę dotrzymać mu kroku".

Wytłumaczyłam Marcie, że każdy człowiek może mieć nieskończone zasoby energii, musi tylko umieć po nie sięgnąć. Przedstawiłam technikę psychotronicznego leczenia i prosiłam o kontaktowanie się ze mną. Po trzech tygodniach zadzwoniła z dalekiej Bahamy, gdzie kibicowała mężowi w jego sportowych wyczynach. Sama zaczęła uprawiać sport, pomagała mężowi w prowadzeniu przedsiębiorstwa, zwiedzała wiele krajów, tryskała energią.

Bez względu na to, jaka była twoja energia w przeszłości, wiedz, że możesz mieć nieskończone zapasy energii i nigdy nie doświadczyć uczucia wyczerpania i bezsilności".


TECHNIKA UŻYCIA CZERWIENI CELEM ZWIĘKSZENIA ENERGII ORGANIZMU

1. Wybierz spokojne miejsce...

2. Zamknij oczy...

3. Wdychając głęboko przez nos pozwól swej świadomości napełnić się uniwersalnym archetypem czerwieni i obserwuj w umyśle, jak wypełnia on twój umysł i ciało. Wyobrażaj sobie, że wdychasz czerwień jako taką, obserwuj, jak czerwień ta przenika wszystkie komórki twego ciała i umysłu. Powtórz to ćwiczenie trzy razy i za każdym razem uświadamiaj sobie rosnącą w tobie energię.

4. Powtarzaj w myśli następujące słowa: "Przez moc mojej Nadświadomości jestem w stanie przyjąć bezgraniczną energię, archetypu czerwieni. Mój umysł i ciało nasycone są teraz ogromną energią, opuściło mnie wszelkie zmęczenie i wyczerpanie. Pragnę, aby moje "wyższe Ja" utrzymało we mnie na stałe ten niewyczerpany zapas energii".

5. Znowu zrób głęboki wdech przez nos, rozciągając przeponę. Obserwuj wewnętrznym okiem przenikanie czerwieni przez każdą komórkę twego ciala. Powtórz trzy razy, za każdym razem coraz bardziej uświadamiając sobie przenikającą cię energię.

6; Obserwuj swój wdech...

7. Otwórz oczy...

Ćwiczyć trzy razy dziennie


"Józef W. cierpiał na 8 różnego typu alergii. Był niemal na wszystko uczulony oprócz powietrza, oczywiście powietrza czystego, w przeciwnym bowiem razie i ono dawało reakcję alergiczną. W czasie naszego spotkania Józef ciągle kichał, pociągał nosem, wycierał łzawiące oczy. Nie pamiętał siebie zdrowego. "Jeśli rodzice się nie mylą, to moja pierwsza alergia wystąpiła, gdy miałem trzy tygodnie życia. Matka miala 16 różnych typów alergii, ojciec - 14, więc ja i tak wyszedłem z tego obronną ręką" -próbował żartować". Jak tylko sięgam pamięcią dom nasz był zawsze istną apteką. Może mi pani wierzyć lub nie, ale nawet skutki nadmiaru leków musieliśmy łagodzić pigulkami. To brzmi jak żart, ale proszę mi wierzyć, to jest smutną prawdą. Błagam o pomoc, nie znajdzie pani nikogo bardziej zainteresowanego w odzyskaniu zdrowia. Niezwłocznie przystąpiłam do wyjaśnienia metody psychotronicznego leczenia, a Józef nie odwracał ode mnie swoich czerwonych, podpuchnięiych oczu.

Po pięciu tygodniach zadzwonił: "Właśnie wracam od dwóch specjalistów schorzeń alergicznych. Żaden z nich nie stwierdził śladu alergii. Bardzo, bardzo dziękuję. Chciałbym, by wszyscy dowiedzieli się o tej cudownej technice. Może pewnego dnia zdecyduje się pani napisać o tym książkę".

"Wszyscy jesteśmy wspaniałymi istotami. Fakt, że Stwórca uczynił naszym naturalnym prawem doskonałe zdrowie, napełnia mnie zachwytem i nieustannym pragnieniem celebrowania radości życia. To, że choroby, które nas trapią są smutną rzeczywistością, nie ma tu nic do rzeczy. Kiedy stwierdzam następnie, że ten sam Stwórca obdarzył nas zdolnością przywracania i zachowywania tego zdrowia oraz zapobiegania chorobom - staję w wielkim podziwie przed wspaniałą, bezkresną Potęgą".

,,Leczenie psychotroniczne jest niezastąpioną pomocą w nagłych nieszczęśliwych wypadkach. Jean B. była moją słuchaczką. Ogromnie interesował ją problem psychotronicznej pomocy przy nagłych wypadkach. W osiem miesięcy po ukończeniu kursu odwiedziła mnie, by opowiedzieć wypadek, w którym miała możność sprawdzić swoje umiejętności. Otóż pewnego dnia ona wraz dwiema swymi siostrami przygotowywała w pośpiechu uroczysty obiad. Gwoździem przyjęcia miał być rzadki rarytas - homary. Nikt nie zauważył, że do kuchni wślizgnęła się 4-letnia siostrzenica Jean - Brenda i zaglądała do wszystkich garnków. Na nieszczęście nie trzeba było długo czekać, dziecko wylało na siebie rondel wrzątku, parząc sobie ramiona, piersi i brzuszek. Brenda wrzeszczała w niebogłosy, matka jej dostała szoku, jedna z ciotek trzymała nieszczęsne dziecko pod kranem z zimną wodą, a Jean głośno recytowała slowa instrukcji psychotronicznego leczenia w nagłych wypadkach. W ciągu 25 minut Brenda znalazła się już w szpitalu. Gdy lekarz po opatrzeniu ran małej wyszedł do poczekalni uspokoił rodzinę, że dziecko szybko dojdzie do zdrowia i spytał jak to się właściwie stało - "Gdy mu opowiedziałam - opowiadała Jean - patrzył na mnie w osłupieniu z widocznym niedowierzaniem. - "To dziecko jest za słabo poparzone jak na to, że wylało na siebie garnek wrzątku. Chcę ja zatrzymać trzy dni i to raczej dla obserwacji, niż leczenia".


INSTRUKCJA PSYCHOTRONICZNEGO LECZENIA W NAGŁYCH WYPADKACH

Powtarzaj głośno lub w myśli:

"Przez mądrość mego "wyższego Ja" i potęgę mojej Nadświadomości rozkazuję, żeby wszystkie objęte wypadkiem komórki ciała X... zostały uleczone lub zastąpione nowymi. Żądam, by ciało X... odrzuciło wszelkie objawy zniszczenia, a cieszyło się doskonałym zdrowiem". Weź głęboki oddech przez nozdrza. Powtórz trzy razy. Nigdy w podobnych wypadkach nie należy zaniedbać pomocy lekarskiej.

"Phyllis C. zapisała się na mój kurs psychotronicznego leczenia po ciężkim przeżyciu, jakim był dla niej atak serca męża. Była przekonana, że już nigdy nic podobnego się nie powtórzy, tym niemniej zapragnęła nieść pomoc w takich wypadkach nawet osobom obcym. Po 7-miu miesiącach historia się jednak powtórzyła, z tą tylko różnicą, że tym razem atak jej męża był dużo groźniejszy. Natychmiast przewieziono go do szpitala i umieszczono w separatce reanimacyjnej. Lekarze nie dawali mu nawet 50% szansy przeżycia. Phyllis od samego początku stosowała technikę psychotronicznego leczenia i ku ogromnemu zdziwieniu lekarzy mąż jej szybko powracał do zdrowia. Teraz nie widzieli już niebezpieczeństwa życia i twierdzili, że po 6 tygodniach wróci do domu, a po 4 miesiącach - do pracy. Phyllis słuchała, milczała i rygorystycznie kontynuowała psychotroniczne leczenie.

W tydzień później lekarze znowu zmienili zdanie. James tak szybko powracał do zdrowia, że miał opuścić szpital nie po 8-miu, a po 4-ch tygodniach. W rezultacie wrócił do domu już po trzech tygodniach hospitalizacji, a do pracy - po czterech tygodniach (nie miesiącach) od dnia wystąpienia ataku. Lekarz wypisujący go ze szpitala nie ukrywał ogromnego zdziwienia: - "Jestem kardiologiem od 15 lat i w ciągu mojej praktyki nigdy jeszcze nie widziałem, żeby kłoś tak szybko wracał do zdrowia po ciężkim ataku serca. Ma pan wiele szczęścia, że pańska wola życia jest tak silna i że pańskie ciało ma tak ekstremalną zdolność szybkiej regeneracji. Biorąc to pod uwagę nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego po pierwszym ataku, dużo przecież lżejszym, dochodził pan do zdrowia tak powoli".

Szczególowe kontrolne badanie, przeprowadzone w niedługim czasie, nie wykazało żadnej choroby serca, niczego, co by mogło tłumaczyć uprzednie dwa ataki".

"Żaden pesymista nie może wieść życia szczęśliwego, nie może być również pożądanym towarzyszem życia. Może zdziwi was fakt, że negatywne myśli są realną chorobą nie tylko dla ich nosiciela lecz jakże często i dla otoczenia. Myśl jest potężną formą energii i jeśli myśli twoje są smutne, negatywne, możesz oczekiwać, że i życie twoje będzie podobne. Osoba, która myśli negatywnie, przyciąga różne rodzaje negatywnych okoliczności. A przecież człowiek jest zwycięzcą, przez naturę przeznaczonym do radości.

John M. byl instalatorem dużego hydrogazowego przedsiębiorstwa. Marzyło mu się założenie wlasnego punktu usługowego, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. John był wybitnym pesymistą i w gruncie rzeczy nie wierzył w spełnienie się jego marzeń.

- "Moja żona i przyjaciele twierdzą, że jestem pesymistą, a ja jestem tylko realistą. Mam chodzić z uśmiechniętą gębą jak jakiś idiota, gdy wiem, że sprawy nie układają się dla mnie pomyślnie?"

- "Dlaczego jest pan zawsze pewien tego najgorszego?"

- "Nie jestem geniuszem, żeby zmienić ten uklad. Ostatecznie nigdy mi się dobrze nie układało, dlaczego miało by się to stać teraz?"

- "Przecież pan sam prowokuje swój los, sam sprowadza niepowodzenia. Jak mogą panu wierzyć inni, skoro pan sam sobie nie wierzy".

Omówiłam z nim technikę psychotronicznego leczenia i zobowiązałam do kontaktu ze mną. Po trzech tygodniach zadzwonił, powiedział, że czuje się szczęśliwy i idzie mu na ogół lepiej. Po dalszych czterech tygodniach zadzwonił znowu.

- "Stało się, stało się to dziś!" - krzyczał radośnie w słuchawkę - "Od dziś jestem właścicielem własnego zakładu. Wie pani, początkowo myślałem, że pani jest trochę kopnięta twierdząc, że myśli człowieka tworzą okoliczności życiowe. A jednak ma pani całkowitą rację. Ćwiczymy tę technikę z całą rodziną".

Po kilku miesiącach odwiedzili mnie oboje z żoną. Otworzyli jeszcze jedną usługową placówkę, interes szedł doskonale. W najbliższej przyszłości miała powstać trzecia filia.

Janet B. z powodzeniem mogła by dostać nagrodę za pesymizm, gdyby tylko takie nagrody w ogóle rozdzielano. Uważała, że nic dobrego nie spotkało jej w życiu i że nic takiego nie przytrafi się jej w przyszłości. Rzeczywiście nie wesołe było jej życie. Jednym ze smutnych skutków negatywnego myślenia była uporczywa choroba skóry. Leczyła się u pięciu dermatologów, nie wierząc zresztą, by cokolwiek mogli jej pomóc. Wydała na leczenie mnóstwo pieniędzy, a poprawy nie było. W końcu zdecydowała się żyć z tą egzemą do końca życia. Najstarsza córka również zaczęła narzekać na to samo schorzenie.

"Powiedziałam Karolinie, że pewnie i ona będzie musiała podzielić mój los. Lekarze nie są w stanie pomóc ani jej, ani mnie. No cóż musimy żyć dalej z tą straszną chorobą. Następną ofiarą na pewno będzie moja najmłodsza córka Donna".

Powiedziałam Janet, że przede wszystkim musimy leczyć jej pesymizm. Ostro zaprotestowała. Przyszła do mnie jedynie w sprawie tej uporczywej egzemy u siebie i u Karoliny. Byłam dla niej po prostu śmieszna z propozycją leczenia pesymizmu, podczas gdy ona sama ani trochę nie uważa się za pesymistkę.

Po półtoragodzinnej dyskusji uległa wreszcie, przyrzekła rygorystycznie ćwiczyć i zawiadamiać mnie o wynikach w leczeniu. Po trzech tygodniach zjawiła się u mnie. Byla nie do poznania: twarz - łagodna i uśmiechnięta, skóra czysta, głos - przyjemny, wesoły. Egzema znikła również ze skóry Karoliny . - "Cały nasz dom stał się szczęśliwszy. Mąż dostał awans, a Karolinę wybrano do Rady Uczniów w jej szkole. Wszystko teraz idzie lepiej".