Odpowiedzi

2010-04-06T09:33:12+02:00
Wstałem rano do szkoły. Był to kwiecień i pogoda dopisywała. Zjadłem szybko śniadanie i pobiegłem do szkoły. Zawsze w czwartki starałem się być przed czasem, ponieważ zaczynaliśmy lekcją matematyki. Spóźnienie byłoby katastrofą, bo gdybym jeszcze tym podpadł to aż strach pomyśleć. Jedynka na koniec roku murowana, biorąc pod uwagę moje zdolności matematyczne. Stałem na korytarzu sam i czekałem na Kamila, kolegę z klasy. Kamil również nie był Pitagorasem... Na szczęście lub niestety. Długo nie czekałem, bo Kamil pojawił się kilka minut po mnie.
- Cześć - zawołał z drugiego końca korytarza.
- Siema, masz może zadanie? - spytałem z nadzieję w głosie.
- No właśnie nie bardzo...
-Kurcze, to fatalnie... znowu zarobimy pały... - powiedziałem zrezygnowany. Po chwili rozdźwięczał dzwonek obwieszczający rozpoczęcie lekcji. Z minami skazańców powędrowaliśmy pod klasę. Michalski od matmy nie spóźniał nie nigdy... Niestety... Usiedliśmy w ostatniej ławce, siedząc jak myszy pod miotłą. On jednak i tak nas zauważył.
- Abramski, do odpowiedzi - rozległo się od biurka wołanie nauczyciela. Byłem utopiony. Zerknąłem na równanie zapisane na tablicy. Cóż...
- Na co tak patrzysz, wziąłbyś się za rozwiązywanie - powiedział Michalski. Nie wiem na kogo byłem bardziej wściekły. Na siebie za ten brak talenty matematycznego, czy na nauczyciela, który ewidentnie chciał mnie upokorzyć przy całej klasie.
- Nie umiem, proszę pana... - stwierdziłem cicho.
-Może w końcu poprosił byś kogoś w klasie, żeby Ci pomógł, bo inaczej zobaczymy się w przyszłym roku w tej samej klasie - powiedział Michalski, a ja skinąłem głową. Gdyby to było takie proste już dawno bym kogoś poprosił. Nieśmiałość dawała mi się we znaki tak samo, jak brak talentu do matematyki.
Wróciłem do ławki. W piórniku zobaczyłem kartkę od Magdy. "O 15:00 na stołówce, pomogę Ci z matmą". Byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem, co powiedzieć. Magda? Przecież ona nawet mi "cześć" na korytarzu nie mówiła... W każdym razie zgłosiłem się punkt 15:00 na stołówce. Magda już na mnie czekała.
- Siadaj, zobaczysz, że to bardzo proste - powiedziała z uśmiechem
Usiadłem obok i słuchałem tłumaczenia. Potem rozwiązaliśmy wspólnie przykład i okazało się, że to rzeczywiście nie jest trudne. Kolejny obliczyłem już sam i nie mogłem w to uwierzyć. Magda uśmiechnięta siedziała na krześle.
- Dzięki wielkie! Naprawdę mi pomogłaś - powiedziałem.
- Nie ma sprawy... - odparła - teraz już chyba nie będziesz potrzebował pomocy, co? - spytała po chwili. Trochę zaskoczyło mnie to pytanie.
- Raczej nie... - powiedziałem - ale wiesz, może moglibyśmy zostać przyjaciółmi, jeżeli tylko się zgodzisz. Bardzo miło mi sie z Tobą rozmawia - dodałem i sam nie mogłem uwierzyć, że zdobyłem się na odwagę i coś takiego powiedziałem.
- Jasne - zawołała Magda i uśmiechnęła się. Wyszliśmy razem ze stołówki i udaliśmy się do pobliskiej kafejki na duży deser i pyszny sok.
W ten sposób udało mi się wyjść z opresji matematycznych. Michalski śmieje się, że będę drugim Pitagorasem, bo teraz zamiast o dwóje walczę o szóstkę z matematyki. A poza tym zyskałem przyjaciółkę. i wygrałem więcej niż mogło mi się wydawać...


xD Może się przyda.
4 3 4