Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-04-06T14:18:26+02:00
Około godziny 16 na luksusowym statku płynącym do Hiszpanii wybuchł pożar. Co chwila ktoś przebiegał obok mnie z krzykiem, matki szukały po pokładzie swoich dzieci, ojcowie poszukiwali żon. Cała załoga statku starała się opanować sytuację, ale już było za późno na zagaszenie pożaru. Szukałam cały czas kamizelki ratunkowej, które miały znajdować się w kabinach pasażerskich pod każdym łóżkiem. Pobiegłam do najbliższej kabiny i zaczynam poszukiwania, lecz nic nie znalazłam. Wszędzie dym, wiele szalup ratunkowych już zostaje spuszczanych do wody. Usłyszałam cichy szloch gdzieś w pokoju. Rozejrzałam się i zobaczyłam małą brunetkę zwiniętą w kłębek. Natychmiast zabrałam ją na górę statku. Sytuacja była tragiczna. Każdy z krzykiem skakał do wody, lub starał się dostać do przepełnionych już szalup. Duszący zapach rozprzestrzeniał się. Płomienie wiły się po całym już statku. Z każda chwilą coraz więcej ludzi biegało w płomieniach. Założyłam dziewczynce kamizelkę ratunkową i ubłagałam jedną z kobiet aby zabrała ze sobą dziecko. Sama zaś zaczęłam szukać miejsca dla siebie. Zostały 2 szalupy. Ludzie się dosłownie zabijają aby do nich wsiąść, statku ratowniczego dalej nie widać za horyzontem. Strach, panika i krzyki. Nie ma co liczyć na miejsce w małej łódce. Najrozsądniej byłoby znaleźć koło ratunkowe. Na tak dużym statku powinno być ich od groma. Jedno wisiało tuż koło mnie. Wzięłam po czym szukałam odpowiedniego miejsca do skoku do wody. Statek był strasznie wysoki, każdy skok mógł zakończyć się śmiercią. Pomógł mi młody kamerdyner ze statku. Oboje wyskoczyliśmy. Widziałam z daleka jak statek tonie w płomieniach. Szalup nie było już widać w pobliżu. Woda nie była zbyt zimna, ale po długim oczekiwaniu na pewno, źle by się to skończyło. Po paru godzinach wyłowiła mnie ekipa ratunkowa. Od razu na statku zemdlałam. Później po prostu obudziłam się w szpitalu z wieloma poparzeniami.



Mam nadzieję, że to wystarczy ; )
2 5 2