Odpowiedzi

2010-04-06T16:50:10+02:00
Na pierwszy rzut oka politykę od moralności dzieli przepaść. O ile postępowanie moralne oznacza zasadniczo skierowanie ku dobru, o tyle działanie polityczne kojarzy się ze wszystkim, co najgorsze: z kłamstwem, zdradą, oszustwem, manipulacją, korupcją... Mówiąc krótko: polityka to brudne ręce, moralność to czyste sumienie. Polityka nie tylko przepełniona jest działaniami, które podlegają moralnej dezaprobacie, lecz, co gorsza, dokonuje się w niej etyczna nobilitacja występku. To, co na poziomie zwykłych stosunków międzyludzkich uchodzi powszechnie za zbrodnię, na poziomie polityki przedstawiane jest często jako cnota i powód do chwały. Już dawno zauważono: drobnych rzezimieszków zamyka się do więzień, wielkim zbrodniarzom buduje się pomniki. Wydaje się oczywiste, że polityka rządzi się własnymi regułami, które z moralnością nie mają nic wspólnego.

Wbrew temu warto jednak zapytać, czy rzeczywiście mamy dostateczne podstawy, aby sferę polityki traktować jako obszar szczególnie pod tym względem wyróżniony. Przecież we wszystkich innych dziedzinach ludzkiego życia spotykamy się nieustannie z przypadkami naruszania zasad moralności, ale takie przykłady nie skłaniają nas raczej do uogólniających twierdzeń, że na przykład małżeństwo polega na zdradzie, służba zdrowia na braniu łapówek, uniwersytet na propagowaniu kłamstw, a działalność gospodarcza na oszustwie i kradzieży. (Ten ostatni przykład wydaje się zresztą stosunkowo najbliższy polityce - również w dziedzinie ekonomii słyszy się często głosy, że moralność jest dla niej jedynie szkodliwym balastem.) Dopóki zatem nie uda nam się pokazać specyficznie amoralnego charakteru polityki, nie widać powodu, by odrzucać stanowisko, które broni uniwersalnego charakteru moralności i w konsekwencji wszystkie bez wyjątku ludzkie czyny, w tym także i działania polityczne, nakazuje oceniać w perspektywie dobra i zła.
4 3 4