Odpowiedzi

2010-04-06T17:06:08+02:00
Był ciepły poranek. Razem z rodziną i przyjaciółmi wpadliśmy na pomysł abyśmy wybrali się na wyspę, gdzie znajduje się latarnia.
Zaczęliśmy więc przygotowania do odpływu naszą łodzią znalezioną niegdyś przy brzegu jako wrak, który razem odbudowałem z przyjaciółmi. Zabraliśmy dużo potrzebnych rzeczy, w końcu jest to wyjazd na całe wakacje.
-Wyruszamy późnym popołudniem - Oznajmiliśmy.
Panowała znakomita pogoda na żeglugę. Gdy płynęliśmy, ujrzeliśmy razem z innymi potężny statek który płynął prosto na nas.
Doznaliśmy uczucia strachu, nie wiedzieliśmy co robić.
-Wszyscy na Ziemię! - Krzyknął mój tato.
Czekaliśmy modląc się, aby wyjść z tego cało. Nagle widzieliśmy jak statek odpływa już w oddali, a nasza łódź była cała!
Z dala było widać tylko poszarpane maszty, oraz samo-obracające się stery! Według naszych przypuszczeń był to statek duchów.
Następnego dnia, było widać wyspę na której znajdowała się latarnia. Głowiliśmy się dlaczego nie było tej nocy widocznego światła latarni. Ujrzeliśmy łódkę, a w niej rybaka i jego młodego syna. Domyśliliśmy się, że mieszkają na tej wyspie. Pytaliśmy ich dlaczego w nocy nie paliła się latarnia, oni oznajmili, że latarnik jest ciężko chory i leży w szpitalu hen daleko stąd. Zdziwiliśmy się nieco jak to możliwe, że nie ma latarnika. Postanowiliśmy wszystko dokładnie zbadać na miejscu i faktycznie w latarni ani żywej duszy. Gdy z przyjaciółmi obchodziliśmy wyspę, przypadkowo natknęliśmy się na cichą rozmowę starca i rybaka którego wcześniej widzieliśmy. Stali oni przy brzegu, my schowaliśmy się nieopodal za skałami.
Pod-słyszeliśmy, że rybak mówił coś o dzieciakach i ich rodzicach, którzy tu przyjechali i szukają latarnika. W rozmowie wyszło, że latarnikiem był ten ojciec. Gdy obaj się rozeszli poszedłem do chatki gdzie był ojciec rybaka, który nazywał się Toft. Starzec nie wyglądał na schorowanego. Zapytałem :
- Dlaczego latarnia się nie pali?
A on mi odpowiedział :
- Straciłem pracę.
Jak to możliwe? Jak to możliwe, że to mogło się stać? . Nie odpowiadał, w ogóle nie słuchał.
Wróciliśmy do domu i opowiedzieliśmy to rodzicom. Byli również zdumieni jak my gdy się dowiedzieliśmy bolesnej prawdy. Latarnik stracił pracę!
Po kilku tygodniach, gdy jedliśmy obiad w domku w latarni przybiegł do nas wnuk Tofta i oznajmił, że jego dziadek nie żyje! Okazało się to niestety prawdą. Pogrążony w rozpaczy syn nie mógł tego przeżyć. Nie chadzał już nawet łowić ryby.
Postanowił, iż dotrzyma on tradycji i on zostanie latarnikiem.
Miał on doświadczenie, nie raz widział jak robił to jego ojciec.
Wszyscy byliśmy zadowoleni z faktu, iż gdy odpłyniemy będziemy widzieć światło latarni.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Gdy wracaliśmy światło rozświetliło nam drogę.

O matko ale się napisałem :D.
Liczę na naj.