Odpowiedzi

2010-04-06T18:14:10+02:00
Pewnego słonecznego dnia Ania zadzwoniła do mnie z propozycją spotkania. Umówiłyśmy się o jedenastej w parku obok naszej szkoły. Ania spóźniła się pół godziny, ponieważ musiała chwilę dłużej zaopiekować się młodszym bratem, a jej rodzicom coś wypadło.
Tymczasem obok mnie przechadzał się mały piesek. Miał beżową i krótką sierść. Zauważyłam, że nie miał obroży. Gdy zbliżył się do mnie okazało się, że ma skaleczoną łapkę. Jak Ania przyszła to postanowiłyśmy iść do weterynarza. Dobrze się złożyło, że jest nim akurat ciocia Anki, więc nie musiałyśmy się martwić o koszty wizyty. Jej ciocia wyjęła malutkie drobinki szkła z rany i przemyła ją jakąś ostro pachnącą wodą. Następnie opatrzyła łapkę i dała małemu zastrzyk przeciwbólowy. Gdy wyszłyśmy z gabinetu zaczęłyśmy się zastanawiać, co zrobić z tym kundelkiem. Anka na pewno nie mogła go przygarnąć- jej młodszy brat ma uczulenie na zwierzęcą sierść. Moja mama lubi zwierzęta, a myślę, że tata uległ by urokowi szczeniaczka. W domu nie mam żadnego zwierzęcia, a zawsze chciałam je mieć. W domu usiłowałam przekonać rodziców. Obiecałam, że będę go wyprowadzała na spacery, czesała sierść oraz go karmiła. Nawet wymyśliłam mu imię- Morris. Po długiej namowie rodzice się zgodzili. Teraz Morris ma koszyk obok mojego łóżka. Uwielbiam, gdy merda ogonkiem jak mnie widzi gdy wracam ze szkoły. Jest bardzo grzeczny, nie szarpie smyczy i jeszcze niczego nie zniszczył.
Morris to mój najlepszy przyjaciel. Wie, kiedy mi smutno. Wtedy kładzie się obok mnie i delikatnie klepie mnie łapką. Ale gdy mam dobry humor on również jest wesoły i skory do zabaw. Dla niego jestem w stanie zrezygnować z oglądania telewizji w ramach spaceru. To jest prawdziwa przyjaźń.
4 5 4