Odpowiedzi

2012-11-09T21:26:30+01:00

10.04.1882r.

Dobrze, że jest ktoś komu mogę się zwierzyć i przelać swoje myśli na papier, bo ból rozdziera mi serce. Dusiłam w sobie swój smutek i żal. Mój mąż był bardzo chory, a ja czułam się taka bezsilna. Troszczyłam się o niego i pielęgnowałam każdego dnia. Nie wiem co mogłam jeszcze zrobić, by mój ukochany czuł się lepiej. Ta diagnoza lekarza była dla mnie ogromnym ciosem. Cóż mogłam powiedzieć swojemu mężowi, że wkrótce może umrzeć. Nie, ja tego zrobić nie mogłam, nie potrafiłam, wolałam żyć w kłamstwie łudzić się nadzieja, że los moze się odmienić. Moje serce krawiło, ale przed ukochanym udawałam szczęśliwą żonę. Uśmiechałam się do niego i przekonywałam, iż stan jego zdrowia ulega znacznej poprawie. A on sam zaczynał w to wierzyć. Jednak prawda była okrutna o czym miałam się zaraz przekonać. Wiem, że oszukiwałam męża. Może postępowałam niewłaściwie nie mówiąc mu prawdy, ale czy kochający człowiek mógł postapić inaczej. Chciałam oddalić od niego to co nieuniknione. Wolałam żeby przed odejściem goscił na jego twarzy uśmiech. Nie chciałam, by martwił się o siebie i o mnie. Ze wszystkich sił chciałam, by przed odejsciem poczuł moja miłość. Nigdy nie zapomnę słów mojego męża, tego jak bardzo mnie kochał.

 

5 5 5