Odpowiedzi

2012-09-07T22:17:35+02:00


Śmingus Dyngus zawsze kojarzył mi się z dobrą zabawą, ale dzisiaj ta zabawa mogła się dla kogos źle skończyć.

Jeszcze spałam, kiedy obudziło mnie głośne stukanie do drzwi. Słońce oślepiło mnie na chwilę. Rozczochrana, ziewając ruszyłam w ich kierunku i moim oczom ukazały się trzy koleżanki. Zaprosiłam je do środka. Jolka miała na sobie czerwoną sukienkę w białe grochy i buty na wysokim obcasie. W rękach trzymała kilka butelek wody. Mówiła żebym szybko się ubierała, bo jest lany poniedziałek. Stojąca obok niej Kaśka przeglądała się w lustrze i poprawiała włosy, które były w lekkkim nieładzie. Na sobie miała zielone spodnie i żółta bluzkę. Natomiast Baśka stała przy kranie i nalewała wodę do pomarańczowego wiaderka. Na twarzy miała wypieki. Mówiła bardzo szybko, jąkając się przy tym. Jej czarny dres był mocno pognieciony i nie wyglądała w nim zbyt atrakcyjnie. Dziewczęta prosiły, abym się pośpieszyła, bo miały plan, aby zaskoczyć i oblać wodą chłopców. Szybko wiec naciągnęłam na siebie niebieskie spodnie i białą bluzę z kapturem. Nalałyśmy jeszcze wodę do kilku mniejszych wiaderek i tak przygotowane wyszłyśmy z domu. Pogoda była wspaniała. Ciepłe promienie słoneczne miło nas otulały. W pobliżu było sporo chatek, przy których kręcili się gospodarze. W oddali widziałyśmy pola, las i niewielką rzeczkę. Po krótkiej naradzie ustaliłyśmy, że Jolka z Kaską schowają się za stodołą pana Wacława, a my z Baską ukryjemy się w gąszczu krzaków. Myślałyśmy, ze chłopcy tego dnia wstaną wcześniej niż zwykle. Niestety, czekałyśmy dość długo. Baskę bolały już kolana od przykucania, a mnie kark. Ale w końcu ujrzalysmy na horyzoncie Marka, Jarka i Heńka. Wszyscy chłopcy mieli na sobie spodnie dresowe i koszulki na krótki rękaw. Każdy z nich niósł po dwa wiaderka wody. Koledzy byli w dobrych nastrojach, bo glośno się z czegos śmiali. My też się z Baską uśmiechałysmy i dawałyśmy kolezankom schowanym za stodolą znak, że zaraz zaskoczymy chłopców. Kiedy juz podeszli blisko krzaków, to znienacka ruszyłyśmy z butelkami w ich kierunku. Chłopcy stali jak sparaliżowani, a my oblewałyśmy chłopców śmiejąc sie przy tym głosno. Jolka z Kaśka biegły z wiaderkami w naszym kierunku niczym błyskawice. Kaśka zdążyła wylac wiadro wody na głowę Marka, A Jolka potknęła się, złamala obcasa i runęła na ziemię jak długa. Chłopcy w końcu oprzytomnieli i skoczyli w naszym kierunku, wylewając na nas wiadra zimnej wody. Walka między nami była bardzo zażarta. Nikt nie chciał ustąpić. Wszyscy mielismy mokre ubrania i włosy. Kiedy w końcu woda skończyła się, to nagle Heniek z Jarkiem chwycili Baskę za ręce i nogi i pobiegli z nią w kierunku studni. A my z dziewczętami za nimi. Próbowałysmy bronić Baski i jedną jej nogę ciągnęłyśmy z Kaską w swoją stronę, a chłopcy w swoją. Baśka krzyczała wniebogłosy. My też krzyczałyśmy żeby chłopcy ją puscili, ale oni wcale nas nie słuchali. Koledzy byli silniejsi od nas i raptownie część ciała Baśki znalazła się w studni. Chłopcy trzymali ją już tylko za ręce, a jej nogi zwisały w studni. W każdej chwili koledzy mogli koleżankę wypuścić z rąk. I nagle Jolka  zarzuciła chłopcom na głowę puste wiaderka, a my szybciutko wyciagnęłyśmy Baskę na powierzchnię. Wszystkie odetchnęłyśmy z ulgą. Chłopcy trochę zaskoczeni podziękowali nam za wspólną zabawę i poszli w kierunku domu. My tez całe przemoczone marzyłysmy tylko o tym, aby jak najszybciej przebrać się w suche ubrania. Pożegnałyśmy się i umówiłyśmy, że na drugi rok pokonamy chłopców, chociaż właściwie w tej walce nie było zwycięzców ani przegranych.

3 3 3