Odpowiedzi

2010-04-07T19:43:07+02:00
Minął już rok od śmierci ojca, zbliża się wigilia i mama ściągnęła nas wszystkich do siebie. Choć moje losy związałem z morzem i mieszkam z rodziną na Wybrzeżu, nie mogłem mamie odmówić przyjazdu. Jestem więc w domu rodzinnym, w którym się wychowałem i z którym wiążą się moje wspomnienia z dzieciństwa. Mama bardzo się cieszy, że jesteśmy znowu przez kilka dni razem, jak za dawnych czasów. Nie widać po niej smutku po stracie ojca. Jest energiczna, pracowita, bawi wnuki, ale wiem na pewno, że nosi w sercu smutek, choć stara się go ukrywać.
Mówi, że nie lubi wspomnień. Gabinet ojca w naszym starym domu znajduje się na piętrze. Nikt tam nie chodzi. Kiedyś była tam jedna z lepszych kancelarii adwokackich w mieście. Tętniła życiem. Klienci, telefony, przyjaciele ojca, późne dysputy i rozważania, i ten dymek z fajki. Mojej siostrze nie ułożyło się w życiu, wraca ze swym synkiem tu do mamy a mama adaptuje dla niej kancelarię ojca. Mówi, że stare księgi wyrzuci, cenniejsze sprzeda, meble też zmieni. Czegoś mi jednak w tych jej decyzjach żal. Nie mam prawa się wtrącać, ale chętnie bym tę kancelarię ojca zachował. Niech wszystko jest jak dawniej. Siedzę tu teraz sam i przywołuję chwile wspomnień z dzieciństwa, kiedy ojciec brał mnie kolana, uczył czytać i pisać. Wspominam jego opowieści o zaginionej Atlantydzie. Pamiętam, że jako kilkuletni chłopiec, podsłuchiwałem pod drzwiami. Przyłapany przez ojca, zostałem posadzony na ogromnym fotelu. Miałem uważnie słuchać, co mówią wszyscy a potem opowiedzieć. Byłem wówczas poważny i przestraszony. Innym razem dostałem się do biurka ojca i urządziłem sobie wielkie rysowanie jego licznymi piórami i ołówkami. Kiedy ojciec wszedł, był bardzo zły i rzekł: -" Masz szczęście, żeś nie tknął mego ulubionego pióra." Ojciec na pewno miał żal, że nie poszedłem w jego ślady i nie zostałem prawnikiem. Do niczego mnie jednak nie namawiał i uszanował moją decyzję. Patrzę na stare marmurowe kałamarze, na wiekową dostojną maszynę do pisania, poczciwą "Underwood", na ojca fajki, nie widzę ojca pióra, ciekawe co się z nim stało?. Do pokoju po cichu weszła mama, w półmroku stanęła przy wielkim biurku, poczułem jej dłoń na ramieniu. Wyciągnęła coś z szuflady. Było to ojca pióro, piękny czarny, złocony "Waterman". Poznałem je i ten wysłużony futerał. Pióro było jak nowe, zachwycało dawnym kunsztem. Mama odezwała się cicho - "Ojciec chciał, żebyś to pióro przyjął na pamiątkę". Trzymając je czułem się wzniośle. Z tym piórem wiązało się coś dziwnego. Nawet mama bała się go dotykać. Był to talizman ojca. Podobno dostał je przed wojną od swego dziadka. Mama mówi, że to pióro zmieniło koleje życia wielu ludzi. Staliśmy zamyśleni. Teraz cała jego legenda i moc była w moich rękach. Podziękowałem mamie i ucałowałem jej rękę.. Ona odwróciła twarz, w jej oczach zabłysnęły łzy, lecz szybko się ogarnęła i znanym nam głosem powiedziała - "Czas na kolację."