Odpowiedzi

2010-04-07T20:16:46+02:00
Tylko pozmieniaj imiona i bedzie git :P


Nazajutrz Zenka obudziły promienie słońca wpadające wprost przez okno, co od razu wprowadziło go w bardzo dobry nastrój. Raźno wstał z łóżka i po porannej toalecie i obfitym śniadaniu był gotów do wyjścia. Pogodne niebo zachęcało do pieszej wędrówki. Postanowili więc zrobić sobie przyjemny spacer. Miasto podobało się chłopcu. Ulice lśniły czystością, skwerki zieleniły się z daleka, place zabaw, które mijali, były zadbane. Po dziesięciu minutach dotarli na miejsce.
Gimnazjum mieściło się w okazałym budynku z czerwonej cegły i spadzistym dachu. Prowadziły doń łagodnie opadające schody. Wiekowy gmach już z zewnątrz sprawiał wrażenie zadbanego. Z daleka bieliły się okna, których szyby ozdobiono różnymi elementami dekoracyjnymi – każde piętro odznaczało się innym motywem. Wyglądało to kolorowo i radośnie. Dach czerwieniał dopiero co pokryty nową dachówką a obejście szkoły prezentowało się schludnie. Chwilę zatrzymali się przed wejściem ozdobionym wysmukłymi krzakami, nad którym widniała czerwona tablica z białym napisem o treści „Gimnazjum nr 1 w Tczewie”. Minęli portiernię i sklepik uczniowski usytuowane tuż przy drzwiach a potem podążyli w stronę sekretariatu na pierwsze piętro.
- Dzień dobry – obaj przywitali się grzecznie, wchodząc do pomieszczenia z mnóstwem segregatorów. Dominowały wszędzie, nie tylko na regałach, ale i w stertach na biurku sekretarki.
- Czym mogę służyć? – zapytała uprzejmie pani zza biurka.
- Chciałbym zapisać bratanka do tutejszego gimnazjum. Oto potrzebne dokumenty: świadectwo ukończenia szkoły podstawowej, podanie i życiorys a także karta zdrowia i komplet zdjęć legitymacyjnych. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomnieliśmy – powiedział wujek, wręczając pani sekretarce papiery.
- Świetnie, myślę, że wszystko w porządku. Zapiszę Zenka do I d, mamy sporo zgłoszeń. To sala nr 35, znajduje się na trzecim piętrze. Oto lista potrzebnych podręczników. - wyjaśniła sekretarka, podając kartkę maszynopisu.
- Zapraszam cię 1 września.
Pożegnali się czym prędzej, bo mieli jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Trzeba było kupić potrzebne podręczniki, zeszyty, przybory szkolne no i jakiś szkolny strój. Na szczęście, wszystko udało im się załatwić i choć zmęczeni wrócili zadowoleni z zakupów.
Wakacje miały się już ku końcowi i wkrótce Zenek miał rozpocząć nowy etap edukacji w zupełnie nowym, nieznanym środowisku. Trochę się tego obawiał. Zastanawiał się, czy zyska sobie sympatię kolegów, czy go zaakceptują? Czy poradzi sobie z nauką i jak przyjmą go nauczyciele? Te wszystkie niewiadome miały rozwiązać się już niedługo, bo pierwszy wrzesień zbliżał się wielkimi krokami.
Nadszedł wreszcie dzień rozpoczęcia roku szkolnego, który miał dać przynajmniej częściową odpowiedź na nurtujące Zenka pytania. Przed budynkiem falował tłum gimnazjalistów. Niektórzy widać było znali się bardzo dobrze, prowadzili ożywioną rozmowę, słychać było wybuchy śmiechu, można też było zaobserwować zwykłe szkolne wygłupy. Inni stali na uboczu, zachowując rezerwę. Nietrudno było się domyślić, że to nowi, przyszli pierwszoklasiści. Jeden z nich, wysoki, chudy dryblas o pogodnym wyrazie twarzy podszedł do Zenka:
- Wojtek – przedstawił się bez zbędnych wstępów. – Chodziłem do piętnastki. A ty?
- Podstawówkę skończyłem we Wrocławiu, a teraz mieszkam u wujka w Tczewie, więc tutaj zamierzam uczyć się w gimnazjum.
Chłopcy nie zdążyli dłużej porozmawiać, bo już jakiś miły damski głos zapraszał wszystkich do auli przez megafon. Tłum roześmianej , wypoczętej po wakacjach młodzieży ruszył do środka. Zenek z Wojtkiem usiedli obok siebie w wielkiej sali przed podium, na którym usadowiło się grono pedagogiczne. Na początku przywitała wszystkich dyrektor szkoły – magister Janina Wiśniewska, a po krótkim programie artystycznym w wykonaniu uczennic klasy trzeciej wychowawczynie klas pierwszych zabrały swych podopiecznych do sal lekcyjnych.
Zenek ucieszył się, ponieważ trafił do jednej klasy z Wojtkiem Nowakiem
2010-04-07T20:32:07+02:00
Wczesnym rankiem słonecznego dnia trzej robotnicy pracowali przy odnowie muru granicznego. Cały czas rozmawiali o swoim pracodawcy – Rejencie - oraz jego sporze z Cześnikiem.
-Widziałeś dzisiaj naszego pana? – spytał jeden z pracowników łapiąc za pędzel.
-Tak, widziałem. Był bardzo zły. Nie wiem jednak dlaczego.
-Pewnie znowu poszło o coś z Cześnikiem – bez namysłu stwierdził.
Nie zauważywszy zbliżającego się Papkina, dalej dyskutowali. Papkin schował się za murem i cały czas podsłuchiwał, o czym tak rozmawiali. Był on z natury bardzo ciekawski i dociekliwy.
-Tak, tak. Nasz pan jest bardzo uparty! Nigdy nie pogodzi się z Cześnikiem.
-Nie jest to aż takie niemożliwe – odparł zmęczony swoją pracą robotnik. – Gdyby ten niby odważny Papkin trochę się przyłożył, to byłaby dość duża szansa, że się pogodzą.
Papkin usłyszawszy, że robotnik wątpi w jego odwagę wyskakuje zza muru i krzyczy:
-Jak ty raczysz wątpić w moją odwagę! – krzyknął zdesperowany Papkin.
-Ty tylko takiego udajesz! A gdy przyjdzie co do czego, to głowę w piasek chowasz! –ze śmiechem stwierdził mężczyzna.



-Jestem gotów udowodnić swoją odwagę! Powiedz tylko jak, a ja to zrobię! – odparł niezdecydowanym głosem Papkin.
-Spróbuj pogodzić Rejenta i Cześnika. Dopiero wtedy uwierzymy, że gotów jesteś na wielkie poświęcenia!
Papkin szybko odbiegł od miejsca całego zamieszania. Nie wiedział, co ma zrobić. Udowodnić odwagę i spróbować pogodzić pana i jego wroga albo ośmieszyć się przed ludźmi.
-Zobaczymy, czy ten Papkin jest taki odważny!


-Stchórzy i tyle! Nie ma nawet, co się zastanawiać. Nie da się pogodzić ognia i wody! – pewnym i zdecydowanym głosem powiedział pracownik.
Minęły dwa dni i Papkin nie wracał. Pojawił się jednak trzeciego dnia.
-I co, wykonasz to zadanie? – z uśmiechem na twarzy spytał się robotnik. – Jaki jesteś odważny?
-Wykonam to zadanie! – wszyscy pracownicy skierowali na niego wzrok z niedowierzaniem. – Postaram się pogodzić tych dwóch szlachciców.
-Masz dwa tygodnie na pogodzenie Rejenta i Cześnika!
Papkin zmagał się z postawionym mu zadaniem. Cały czas organizował niby przypadkowe spotkania dwóch mężczyzn. Jednak nic to nie zmieniało. Po dwóch tygodniach Papkin przychodzi do robotników i stwierdza, że nie udało mu się wykonać postawionego przed nim zadania. Robotnicy parsknęli śmiechem. A on odpowiedział:
-I tak kiedyś udowodnię, że jestem bardzo odważny!
1 5 1