Odpowiedzi

2010-04-07T20:26:42+02:00
Wyobraź sobie, że było kiedyś małe miasteczko. Było takie, jak wiele innych i nikt by już na pewno dzisiaj o nim nie pamiętał, gdyby nie wydarzyła się tam pewna, niesłychana historia:
W tej miejscowości, pośród wielu ludzi, żyła ... dziewczynka. Była ona niezwykła, ponieważ była bardzo dobra: pomagała młodszym i starszym oraz rodzicom; opiekowała się zwierzętami; dbała o zieleń; starała się dobrze uczyć... Lubiła bawić się, śmiać, tańczyć, śpiewać i rysować, choć nie zawsze najlepiej jej to wychodziło. Wierzyła, że ludzie są dobrzy. Pomagała każdemu, kto ją o to poprosił, nie oczekując niczego w zamian.
Dni mijały spokojnie jeden za drugim, aż do pewnego letniego popołudnia, gdy to zobaczyła ona na swej drodze wielką skrzynię...
A było to tak:
Kasia (tak miała na imię ta dziewczynka) właśnie wracała z kościoła. Szła jak co tydzień przez park. Był to stary, zapomniany sad. Z jednej strony łączył się on z jeszcze starszym lasem. Z drugiej zaś strony była dość ruchliwa ulica. Zasłaniał ją jednak żywopłot i rząd małych sadzonek.
Było cicho i spokojnie. Słychać było tylko śpiew ptaków i ciche rozmowy przechodniów.
Dziewczynka szła szeroką aleją śpiewając sobie swoją ulubioną piosenkę „hej lala”.
Jednak w pewnym momencie Kasia musiała skręcić w boczną uliczkę, która prowadziła do jej domu. W pewnej odległości od głównych alei zobaczyła płaczącą wierzbę. Długie, zwisające do ziemi pędy drzewa tworzyły jakby parawan z cienkich nitek oddzielając niejako to miejsce od świata.
Kasia spokojnie zeszła z głównej ścieżki. Weszła za ten dziwny parawan, gdy nagle, pojawiła się przed nią wielka, ogromna... skrzynia. Wyłoniła się ona jakby spod ziemi. Dziewczynka cofnęła się i spojrzała na skrzynię. Był to ogromny, zielony kufer zamknięty na zasuwę. Gdy Kasia troszeczkę się do niego przybliżyła, zaczął on świecić. Podeszła jeszcze bliżej. Jasny blask seledynowego światła otoczył skrzynię i dziewczynkę. Pochyliła się nad kufrem, chcąc go lepiej obejrzeć. Ciężkie wieko skrzyni drgnęło. Powoli i bezgłośnie otworzyła się zasuwa a Kasi oczom ukazał się skarb. Były tam drogocenne klejnoty, szlachetne kamienie, biżuteria, pozłacane sztućce i piękne materiały oraz ubrania.
Dziewczynka wystraszyła się. Nie wiedziała przecież skąd się to wzięło i do kogo należy. Rozejrzała się dookoła. Nie zauważyła niczego szczególnego. Oprócz tej skrzyni wszystko było takie jak zawsze. Nikogo nie było w pobliżu.
Nie wiedząc, co ma zrobić odeszła stamtąd. Pomyślała, że jeśli ten kufer do kogoś należy, to ta osoba na pewno niedługo go stamtąd zabierze. Jednak idąc tamtędy następnego dnia, znów go zobaczyła.
Zauważyła, że skrzynia pojawiała się, gdy tamtędy przechodziła i że nikt prócz niej jej nie widział. Nabrawszy w ten sposób pewności, że kufer jest przeznaczony dla niej, postanowiła ponownie go otworzyć.
Oglądając rzeczy w znajdujące się w skrzyni, spostrzegła piękną lecz dziwną suknię. Sięgnęła po nią. Suknia ta pod wpływem jej dotyku zaczęła się mienić wszystkimi kolorami tęczy. Jola wyjęła ją delikatnie z kufra. Przymierzyła. Pasowała na nią idealnie.
Zamek, będący z tyłu tej sukni, sam się zapiął. Natychmiast na wierzchu skrzyni pojawiły się białe pantofelki i korona.
Kasia wielokrotnie przychodziła oglądać i przymierzać ten strój i biżuterię. Jednak pewnego dnia, gdy ponownie przymierzyła tę „dziwną” suknię, nie mogła jej zdjąć. Zamek, mimo wielu wysiłków, nie dał się rozpiąć. Na dodatek poczuła wielką chęć założenia korony na głowę. Zrobiła to po chwili wahania. Poczuła się jak prawdziwa królowa. Miała wrażenie, jakby była w innym ciele. Wypiękniała. Unosiła się leciutko ponad ziemią. Nie chciała ukrywać się. Postanowiła pokazać się w tej sukni ludziom.

Tron

Od owego lipcowego dnia zaczęły się dziać w miasteczku dziwne rzeczy. Oto wielu ludzi nie wiedząc czemu poczuło nieodpartą potrzebę wyjechania stamtąd na koniec świata. W tym samym czasie do tej miejscowości (na miejsce tych, co wyjechali) zjeżdżali się ludzie z całej okolicy w poszukiwaniu pracy i domu.
Działo się tak dlatego, że strój (korona, suknia i pantofelki), który miała na sobie Kasia, miał magiczną moc. Sukienka mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Bił (za jej sprawą) od dziewczynki tajemniczy blask (symbolizujący jej dobroć). Pantofelki pozwalały jej latać ponad ziemią i poruszać się z gracją. Korona zaś - przepiękny, złoty diadem królewski, była wysadzana diamentami i sprawiała, że wszyscy ludzie o złym sercu bali się zbliżyć do Kasi. Dzięki niej bowiem dziewczynka znała bowiem wszystkie ich tajemnice. Ponadto miała magiczną moc przemieniania ich serca na lepsze.
Jednak przymierzając ten strój nie wiedziała ona o tym.
Słońce chowało się już za drzewami. Kasia przeglądała się w lustrze. Wyglądała pięknie w złotej sukni na tle zielonych gałązek wierzby, przez które przebijały się promienie słońca.
Nagle usłyszała hałas. Wyjrzała na zewnątrz „altanki”. Zobaczyła tłum ludzi stojących na trawniku, którzy gdy tylko ją ujrzeli, złożyli jej pokłon godny królowej. Zdziwiona i zmieszana Kasia delikatnie dygnęła leciutko się kłaniając.
Powstał wielki szum wśród zgromadzonych ludzi. Zastanawiano się, co tak piękna i dostojna pani robi w ich miasteczku (bowiem nikt, nie poznał Kasi).
Zbliżała się noc. Zebrani tam ludzie naradzali się, gdzie tak dostojna dama mogłaby przenocować. Kasia, widząc ich zakłopotanie, powiedziała:
- Nie martwcie się o mnie, przenocuję tutaj – i wskazała na swój dom.
Nikt nie śmiał protestować, lecz każdy dziwił się, że chce ona mieszkać akurat tam. W okolicy było dużo piękniejszych pałaców. Ostatecznie nikt się jednak nie odezwał odkładając tę sprawę do jutra, gdyż było już późno.
Zmęczona wieloma wrażeniami tego dnia Kasia szybko usnęła.
Obudziwszy się następnego poranka pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła była jej suknia, którą przez nieuwagę i z powodu zmęczenia zapomniała zdjąć wieczorem. Bardzo szybko przypomniała sobie wcześniejsze wydarzenia.
Gdy wyszła z pokoju zobaczyła tłum ludzi czekających na nią. Wszyscy pokłonili się jej nisko. Piekarz specjalnie dla niej przyniósł bułeczki a kucharz zrobił śniadanie. Wszyscy jej usługiwali. Zdziwiona Kasia powiedziała:
- Nie musicie mi usługiwać. Jestem zwykła, normalną dziewczyną... Potrafię sama sobie zrobić śniadanie... Dziękuję wam za wszystko, ale naprawdę nie musieliście.
Na to najbogatszy z obecnych nieśmiało odpowiedział:
- Przepraszamy... nie chcieliśmy urazić... przeszkadzać.. Mam jednak nadzieję, że będzie smakowało.
Nie wiedząc, co ma robić i jak ma się zachować Kasia postanowiła szukać odpowiedzi w skrzyni.
Przeprosiła wszystkich, którzy chcieli ją bliżej poznać i udała się na spacer. Prosiła, by jej nikt nie przeszkadzał.
Na wierzchu skrzyni leżała stara, oprawiona w skórę książka. Dziewczynka podniosła ją. Na nie zapisanych wcześniej stronach pojawił się teraz napis:
”Od kiedy nałożyłaś koronę stałaś się królową. Twoim królestwem będzie to miasto. Tylko Twoje serce i podejmowane przez Ciebie decyzje będą wpływać na jego wielkość i kształt.
Aby pomóc Ci rządzić tym terenem darowuję Ci tę o to księgę, która będzie odpowiadać na Twoje pytania oraz malutkie zwierzątko, które znajdziesz obok w kufrze. Znasz już część magicznej mocy Twego stroju. Pełną jego moc poznasz kiedy indziej. Aby zachować władzę w tym państwie musisz pamiętać, że:
1. Rządzić tym państwem może tylko osoba o bardzo dobrym sercu, samotna. Wraz z jej ślubem kończy się jej panowanie.
2Musisz stworzyć podstawy państwa. Kieruj się przy tym przeczuciami i swoją wiedzą. Zrób najpierw plan”
Teraz Kasia wiedziała, co ma robić. Wróciła do domu, gdzie było mnóstwo ludzi, którzy chcieli jej zadać różne pytania. A oto jak to mniej więcej wyglądało:
- Przepraszam waszą wysokość, że ośmielam się pytać... chciałbym wiedzieć... skąd pochodzi... skąd przyjechała... i... jaki jest powód odwiedzin tak szanownej osoby w naszym miasteczku – powiedział najodważniejszy spośród obywateli .
-Nie mam swojego państwa, a właściwie to istnieje ono, choć nie ma jeszcze granic.
- Co to za państwo? – zapytała kolejna osoba z tłumu.
- Jest to państwo, do którego należą wszyscy ludzie o dobrym sercu – Kasia zauważyła, że tylko tacy ją otaczają.
- A więc może być ono wszędzie, nawet tutaj – padła nieśmiała propozycja z tłumu.
- Jeżeli będziecie chcieli – dziewczynka nie chciała robić niczego wbrew woli mieszkańców.
Na te słowa zrobił się wielki szum. Wszyscy naradzali się, co należy zrobić, po czym opuścili kolejno dom, by za chwilę powrócić. Przynieśli jej ogromny bukiet kwiatów i pięknie ozdobioną pisemną prośbę o to, by chciała zostać i stąd kierować swym państwem.
Kasia z radością zgodziła się na tę prośbę. W duchu dziękowała tajemniczej osobie, której obecność i pomoc czuła. Wiedziała, że to ta sama osoba, co zostawiła jej skrzynię.
Równie wiele radości sprawiły jej prezenty od przyszłych poddanych. Nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, co ją w przyszłości będzie czekać. Nie wiedziała, jak trudna jest sztuka rządzenia.

Początki

Od chwili, gdy Kasia nałożyła koronę, miała mnóstwo pracy. Musiała ustalić granice państwa i zdecydować jak będzie ono rządzone i...
Nim to jednak nastąpiło poprosiła, by rozpowiadano o jej państwie. Chciała w ten sposób zebrać koło siebie jak najwięcej ludzi o dobrym sercu.
Jej poddani jeździli po świecie i rozpowiadali o państwie, które właśnie powstaje. Ludzie nie wierząc temu, co im o nim opowiadano przyjeżdżali gromadnie zobaczyć je, a wielu spośród nich zostawało. Dzięki temu królestwo szybko się rozrosło. Kasia otrzymywała wiele listów z prośbą o przyłączenie do jej królestwa nowych ziem. Chętnie się zgadzała, uprzedzając równocześnie o konsekwencjach tego.
Jednak królestwo jej było w granicach innego, większego, do którego wcześniej należało to miasteczko. Król tego państwa, na wieść o tym, że w jego kraju powstaje drugi kraj, zdenerwował się. Wysłał on do Kasia swych delegatów. Nie mogli oni jednak odnaleźć tego królestwa. Powodem tego był fakt, iż drogi do niego prowadziły przez las, w którym owi wysłannicy się gubili. Wrócili więc do króla mówiąc, iż zapewne nie ma tam żadnego królestwa, bo oni, mimo że tyle razy tam chodzili, nie znaleźli go.
- Pewnie wymyślili to chłopi, żeby zdenerwować waszą wysokość. Chcą coś w ten sposób zyskać... Byliśmy wiele razy w tym lesie... Tam nic nie ma – powiedział jeden z nich, gdy wrócili do zamku.
Jednak król, który znał swych poddanych, nie uwierzył posłom. Kazał zawołać jednego z tych, którzy rozpowiadali o królestwie Kasi. Wysłuchał go i poprosił, by zaniósł on swej królowej rozkaz stawienia się przed nim. Chciał w ten sposób sprawdzić, co też ona zamierza zrobić i dlaczego tutaj buduje swój kraj.
Gdy ów człowiek przyniósł ten rozkaz do Joli, bardzo się ona zmartwiła. Nie wiedziała, co zrobić. Wiedziała, że nie może zdjąć korony, ani cofnąć zmian, jakie zaszły w jej królestwie: zmieniła szkoły, zlikwidowała urzędy, otworzyła domy pomocy dla wszystkich, którzy jej potrzebowali...
Obawiała się, czy król jest wystarczająco dobry, by mogła się z nim zobaczyć. Zauważyła bowiem, że gdy zbliżała się do kogoś niedobrego, to on od niej po prostu uciekał. Nie chcąc w żaden sposób urazić króla postanowiła mu opisać całą swą historię. Nie była jednak pewna, czy to wystarczy. Postanowiła więc poprosić księgę o pomoc.
Znalazła w niej rysunek wagi. Nie była to zwykła waga lecz taka, która ważyła serca stojących na niej osób. Kazała taką zrobić i dołączyła ją do listu i wraz z wieloma skarbami. Wysłała ją królowi. Poprosiła go, by jeżeli to będzie możliwe, odwiedził ją.
List ten brzmiał mniej więcej tak:
Wasza Wysokość
królu tych ziem i mój królu

Przesyłam Ci w prezencie te oto skarby jako wyraz mojej lojalności wobec Ciebie. Nie chcę tych ziem oddzielić od Twego królestwa. Gdy poznasz mą historię, będziesz wiedział, że nie mam złych zamiarów. Przyczyny niespełnienia Twego rozkazu są tam również wyjaśnione. Jednak jeżeli nadal będziesz domagał się ode mnie, bym się stawiła przed Tobą, to zrobię to nie bacząc na konsekwencje.
Nie chcę Twoich poddanych, ani tych ziem odłączać od Twego królestwa. Nie zamierzam też nakładać na Twoich poddanych żadnych nowych podatków. Jeżeli zaś chodzi o te, należne Tobie, to obiecuję, że będą one zawsze spłacane w terminie.

Podpisano
Królewna Katarzyna
Z tym listem wysłała ona najznakomitszego ze swych poddanych
Poddani jej, dowiedziawszy się o treści tego listu, ofiarowali królowi dodatkowo: trochę dorodnych owoców, warzyw, mąki i różnych cenniejszych rzeczy takich jak obrazy, rzeźby i inne. Słowem każdy dał to, co miał najlepsze.
Do posłańca, wyznaczonego przez królową, dołączyło jeszcze wielu mężczyzn, którzy chcieli ochraniać te prezenty w drodze do króla. Wszyscy oni, na prośbę Kasi, ubrali się jednakowo, tak że stwarzali wrażenie małej armii. Kierował nimi starszy człowiek, który kiedyś był dowódcą w wojsku. Miał on dopilnować, by dobrze spełnili zwoje zadanie.
Tak stworzony korowód dotarł do króla, który był bardzo zaskoczony. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi i takiej hojności. Przeczytawszy list bardzo chciał poznać tę osobę, która go napisała. Jednak trochę bał się, że może nie być tak dobry, by się z nią zobaczyć. Poprosił więc o kilka dni do namysłu, gdyż chciał się zważyć na tej dziwnej maszynie, którą mu przywieziono. Uważał się za osobę dobrą i uważał, że może z taką świtą pojechać do Kasi. Jednak wolał się upewnić, by nie okazało się inaczej.
W tajemnicy przed wszystkimi, zamknąwszy się w swej komnacie pod pozorem rozmyślań, stanął na wadze. Wynik bardzo go zaskoczył. Jego serce było dużo gorsze, niż myślał. Załamany król najpierw się zdenerwował. Chciał zniszczyć wagę i to całe dziwne królestwo, ale się opamiętał. Mimo wielu swych wad był on królem rozważnym i obawiał się stracić władzę. Zauważył bowiem, że nawet jego pomocnicy chcieli ukradkiem dołączyć do tych dziwnie ubranych ludzi.
Nowoprzybyli rycerze wprawdzie nosili miecze, lecz bez zbroi. Zamiast niej ubrani byli w bardzo śmieszne, kolorowe stroje. Były to pięknie różnokolorowe paski materiału. Pod szyją i na rękawach obszyte były ręcznie robioną koronką. Ubrania te przy tym były lekkie, lecz ciepłe i dość szerokie. Całości dopełniały kwadratowe czapki w podobnym kolorze i długie buty. Wyglądali trochę śmiesznie w porównaniu z jego, ubraną na szaro armią.
Ostatecznie jednak król postanowił nadać Kasi tytuł księżnej i powierzył jej zajętą przez nią ziemię. Zastrzegł jednak, by obiecała, że nigdy nie będzie chciała przejąć władzy nad resztą jego królestwa.
Królewna chętnie zgodziła. Wiedziała, że król dobrze rządzi, a ona dopiero się uczy. Poprosiła go jednak, by nie zabraniał nikomu przyjeżdżać na ziemie, którymi ona włada i w razie konieczności, by zgodził się na nieznaczne ich powiększenie. Wysłała również podobne listy i prezenty do innych książąt przyległych do jej królestwa ziem z prośbą, by nie czuli się urażeni. Zapłaciła im za zabrane ziemie.
Niektórzy spośród nich chętnie się na to zgodzili i mając dobre serce, często ją odwiedzali. Inni zaś zazdrośni o jej popularność prosili króla, by zabronił jej nazywać się władczynią tamtych ziem. Król jednak nie zmienił decyzji. Czas pokazał, że miał rację, bo z jej ziem zawsze otrzymywał największe dary.

Państwo i jego obrona

Tak więc powstało już wojsko i można było ustalić granice państwa. Królewna postanowiła, że na każdej drodze prowadzącej do niego będzie stała taka sama waga, jaką dostał król. Przy każdej z nich mieli pełnić wartę żołnierze. Celem tego miało być ustrzeżenie mieszkańców najdalej położonych ziem przed nieprzyjemnymi zdarzeniami. Wagi te, po rozmieszczeniu ich na drogach, miały jeszcze tę właściwość, że łączyły się niewidzialną nitką zatrzymującą ludzi złych próbujących przekroczyć granice państwa. Choć nie wpuszczała nikogo złego na obszar państwa, to jednak nie stanowiła żadnej przeszkody dla mieszkańców oraz zwierząt.
Przy każdej wadze powstało malutkie miasteczko, by rycerze nie musieli dojeżdżać do pracy.
Kasia zbierała wokół siebie młode dziewczyny. Uczyła je wszystkiego, co mogłoby się okazać niezbędne którejś z nich w przyszłości, gdyby objęła po niej tron. Oprócz nauki sztuki rządzenia dziewczyny chodziły do szkoły, uczyły się wykonywania wszystkich prac domowych i tańca lub gry na instrumentach. Królewna, zauważywszy że bardzo ładnie umie tańczyć, chciała je tego nauczyć. Ćwiczyły więc codziennie różne tańce, balet a nawet akrobację. Co tydzień występowały przed widownią – mieszkańcami państwa. Wszystkie ich przedstawienia bardzo się podobały.
Oprócz przyjemności królewna miała jednak wiele obowiązków. Musiała znaleźć pracę i mieszkanie dla wielu przybyszów. Postanowiła, że większość jej poddanych będzie miała małe pola. Reszta miała pracować wyrabiając różne rzeczy, które stały się bardzo drogie za granicami królestwa. Dlatego wiele z nich sprzedawano w zamian za produkty, których nie było w tym państwie. Oprócz tego pewna część z jej poddanych zajmowała się uczeniem dzieci i pomocą nowoprzybyłym.
Żaden z obywateli tegoż królestwa nie musiał płacić podatków. Każdy z nich dawał dobrowolnie to, co mógł. Razem z królową budowali państewko. Nikt nie żałował swej pracy i pieniędzy, które zresztą z biegiem czasu przestały być praktycznie potrzebne.
Królewna co niedziele spotykała się ze swymi poddanymi na balkonie pałacu pomagając im rozwiązywać ich problemy, doradzając im i ogłaszając podjęte przez nią w danym tygodniu decyzje. Po każdym takim spotkaniu odbywał się pokaz tańca jej zespołu bądź były inne atrakcje.
Kasia nie miała służby. Każdy, kto chciał, pomagał jej pracach domowych. Były to najczęściej dziewczyny z jej zespołu lub ludzie, którym pomogła.
Dzięki pracy Kasi i jej poddanych królestwo to bardzo szybko się rozwijało. Z biegiem lat stało się sławne na całym świecie. Wielu władców brało przykład z niego. Jego mieszkańcy słynęli z niezwykłych zdolności i dobrych serc. Obywatele nie narzekali, gdyż nikt tu nie cierpiał z powodu głodu lub biedy. A każdy, kto chciał, mógł solidnie pracując zarobić na swoje potrzeby.
Oprócz wiadomych wszystkim prac królewna miała jeszcze swoje sekretne obowiązki.
Jednym z nich była obrona królestwa przed złem.
Pewnego razu, gdy zdawało się, że już nic nie może mu zagrozić, pojawiły się nad nim czarne chmury. Były tak ciemne, że zasłoniły całe niebo. Zdawało się, jakby nadchodziła noc mimo, że minęło dopiero południe.
Zza tych chmur dobiegał złowrogi śmiech. Wszyscy mieszkańcy pochowali się w swoich domach w obawie o swoje życie. Żołnierze stali bezradnie. Umieli walczyć z ludźmi, lecz nie ze stworami. Wszyscy prosili o pomoc Kasię, która bez chwili zastanowienia poleciała nad obłoki, by dowiedzieć się, co się stało. Będąc tam zauważyła czarownice, która na jasne, lekkie obłoczki sypała czarny proszek. Przemieniał on je w czarne i ciężkie chmury. Robiąc to wiedźma cieszyła się z tego bardzo. Stąd był ten śmiech.
Zobaczywszy królewnę przestała się śmiać, lecz zaczęła szybciej rozsypywać swój proszek, którego miała bardzo dużo.
Królewna starała się najpierw porozmawiać z czarownicą, lecz ta jej nie słuchała. Za każdym razem, gdy Kasia zbliżała się do wiedźmy, ta, nie przerywając swej pracy, uciekała w bok. Na skutek tego robiły się przerwy w chmurach. Dzięki temu troszeczkę słonecznego światła docierało do ziemi. Królewna widząc, że wiedźma się jej boi, postanowiła ją złapać. Zanurkowała w chmury i złapała ją od tyłu. Ta, choć bacznie się oglądała, nie mogła jej zobaczyć w ciemnościach. Kasia obleciała ją po cichutku i objęła z tyłu w pół. Wystraszona wiedźma wrzasnęła:
- Puść mnie, bo wyrzucę resztę tego proszku w tym miejscu. Wiesz, co to będzie oznaczać... Każdy z twoich poddanych, który się tam znajduje zginie natychmiast...
Na te słowa królewna usiadła na miotle czarownicy i tak mocno ją objęła, że ta nie mogła się ruszyć. Czarownica poczuła ciepło Kasi ciała i wielką dobroć serca królewny otaczającą ją dookoła. Wystraszyła się. Wiedziała co jej grozi. Dłuższy kontakt z królewną mógł spowodować zanik jej mocy, którą czerpała ze zła. Moce te w otoczeniu dobra, podobnie jak rośliny bez światła, nikną w oczach. Szybko użyła sekretnego zaklęcia i znikła. Wraz z nią znikły również czarne chmury.

Potworek i żywioły

Każdego wieczoru królewna schodziła do swej piwnicy. Tylko ona znała do niej wejście. Było to duże, ciemne i chłodne pomieszczenie. Znajdowało się tam bardzo dziwne zwierze. Było ono wielkie na wysokość piętra, czarne, z krótką, szorstką sierść i ogromną paszczą. Nad nią znajdował się malutki nosek i oczka.
Było to zwierzątko, które kiedyś znalazła w skrzyni obok księgi. Wówczas było ono bardzo malutkie i mieściło się na dłoni.
Kasia od tamtej pory karmiła je wszystkim, co miała. Gdy podrosło mniej więcej na pół jej wysokości, znalazła w skrzyni torebkę z czymś, co przypominało ciasteczka w kształcie człowieka. Bardzo one smakowały temu dziwnemu stworkowi.
Stworek ów, tak go nazywała pieszczotliwie królewna, nie lubił światła dziennego. Całe dnie spał a w nocy chciał się bawić z królewną. Ulubionym jego zajęciem była zabawa w chowanego. Czasami również chwytał Kasię za suknię i razem z nią tańczył. Gdy Kasia nie chciała się z nim bawić łapał ją za palce a ona go głaskała i delikatnie drapała.
Stworek w środku był pusty. Jego ciało stanowiła tylko bardzo gruba skóra, która tworzyła małe nóżki i resztę ciała. Głowa była połączona z tułowiem. Odróżnić ją tylko było można po zgrubieniu w tym miejscu skóry.
Mimo, że nie miał on skrzydeł umiał latać, dlatego też często latał on z Kasią zwiedzając okolice.
Czasem, gdy królewna była zmęczona, otwierał on swą wielką paszczę. Siadała ona wówczas wygodnie w jego wnętrzu i rozmyślała. Zdarzało się jej nawet tam spać. Budził on ją wówczas delikatnym kołysaniem. Później Kasia wracała do swego pokoju a on zasypiał.
Pewnej nocy Kasia zauważyła, że dzieje się z nim coś niedobrego. Na jego zwykle gładkiej skórze pojawił się jakiś guzek. Najwidoczniej go to bolało, bo rzadko się bawił. Często był smutny i chciał by go cały czas głaskać. Po pewnym czasie obok tegoż guzka pojawił się drugi, a potem i trzeci. Guzki te rosły i stawały się twarde. Równocześnie Stworek stawał się coraz to bardziej nerwowy. Trwało to dość długo. Pewnego wieczoru nawet, gdy królewna jak zwykle do niego przyszła, on nie pozwolił jej się zbliżyć. Uciekał przed nią, chował się a nawet dziwnie mruczał. Kręcił się przy tym niesamowicie. Nie mógł ustać w miejscu.
Gdy przyszła do niego drugiej nocy, on mimo późnej pory jeszcze spał. Księżniczka wyszła zatem po cichutku z piwnicy. Nie chciała go budzić. Kolejnej nocy zauważyła, że jeden guzek zniknął, ale stworek nadal nie chciał jej widzieć. Postawiła więc mu jedzenie i poszła na górę. Dopiero czwartej nocy wszystkie guzki znikły. Po kolejnych kilku nocach okazało się, że Stworek nie był chory, lecz był w ciąży. Urodził trzy małe stworzonka. Każde z nich, choć podobne do niego budową ciała, różniło się od niego kolorem. Pierwszy z nich, najstarszy, był brązowy; drugi –rudy a trzeci – szary. Wszystkie te zwierzątka robiły bardzo dużo hałasu i były bardzo ruchliwe. Całe noce rozrabiały i bardzo szybko rosły. Wykarmienie takiej gromadki zajmowało królewnie bardzo dużo czasu, jednak cieszyła się ona patrząc jak rosną.
To właśnie Stworek, uratował kiedyś księżniczkę i całe królestwo:
Pewnego razu, gdy zbliżał się czas zbioru powstał na niebie wielki wir. Po kilkunastu minutach zaczął kołysać wierzchołkami drzew i zdmuchiwać pracującym ludziom czapki z głów. Następnie zaczął unosić coraz to cięższe przedmioty. Powstało tornado. Po pewnym czasie niszczyło ono wszystko, co spotkało na drodze.
Zobaczywszy to królewna wzbiła się do góry. Jednak silny wiatr i duszące powietrze zmusiły ją do powrotu. Królewna jeszcze kilka razy próbowała. Nie udało się jej jednak wzbić ponad wir. Daremnie szukała sposobu ominięcia go lub przebicia się przez niego. Wicher tym czasem z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy i zagrażał coraz to większej liczbie mieszkańców.
Widząc, że nie może sobie z nim poradzić, królewna postanowiła poszukać pomocy w księdze. Nim jednak do niej doszła, usłyszała głos z piwnicy. Myśląc, iż coś się stało Stworkowi, otworzyła do niej drzwi. Wtedy on wyskoczył z niej i wzbił się w powietrze. Dzięki temu, że był taki wielki, wiatr mu w tym nie przeszkadzał. Nie przeszkadzały mu również przedmioty unoszące się w powietrzu, gdyż wszystkie je po prostu połykał.
Bez problemu wzleciał ponad wir. Jednak tam nikogo nie było.
Czarownica, która stworzyła tan huragan, zdążyła już uciec. Zadowolona, że udało jej się zrealizować swój straszny plan, uciekała przed wyłaniającym się, jak jej się zdawało, potworem. Jednak on wypuściwszy wszystko, co nałapał w swą wielką paszczę podczas lotu, puścił się za nią w pościg. Był szybszy. Dogonił ją. Schwytał w swoją paszczę. Czarownica próbowała się wyrwać. Wypowiadała różne zaklęcia. Jednak one nie działały na Stworka. W końcu uwięził ją w swoim środku i powrócił na ziemię. Wleciał do pałacu, gdzie z niecierpliwością czekała na niego królewna. Otworzyła mu ona drzwi do piwnicy. Stworek usiadł w najciemniejszej jej części, odgonił od siebie już dość duże dzieci i nie pozwalał zbliżyć się do siebie królewnie. Całą noc spędził w samotności.
Tym czasem nad królestwem zapanował już zmrok. Wicher nadal szalał, chociaż już nie z taką siłą. Królewna widząc, że jej ulubieniec nie chce jej obecności, postanowiła wyjść z piwnicy. I choć starała się to zrobić dyskretnie, przez nieuwagę wypuściła małe stworki. Wyleciały one z pałacu przez niedomknięte drzwi i poleciały w wir. Kasia obawiała się je stracić. Prosiła, by wróciły. Jednak one, uradowane wolnością, wcale nie słuchały. Zmęczona poszła do swej komnaty. Słyszała w niej jak wicher stopniowo maleje. Gdy wiatr już zupełnie ucichł, wyszła na podwórko, by poszukać zwierzątek. Nie były one daleko. Stały przed drzwiami wypuszczając ze swych paszczy odrobinki wiatru. Zrozumiała ona wtedy, że ta cisza to w znacznej mierze ich zasługa. Rozczuliło ją to, że i one, choć takie małe, chciały jej pomóc. Pogłaskała każde z nich, pochwaliła i wpuściła do piwnicy.
Następne dni upłynęły pod znakiem usuwania szkód, jakie wyrządził wiatr. Naprawiano domy, znoszono i reperowano różne meble, sprzątano. Okazało się, że wiele plonów zostało zniszczonych mieszkańcom groził głód.
Jednak nie to najbardziej martwiło królewnę. Obawiała się ona o zdrowie swych pupili. Trzy małe stworzonka jednak już po nocy, dwóch zaczęły normalnie jeść i rozrabiać. Tylko mama Stworków nie chciała nic jeść. Nie otwierała swej paszczy. Był a markotna i jakaś zobojętniała. Kasia bała się, że nadmiar słońca lub zetknięcie się z czarownicą mogło spowodować u niej jakąś chorobę. Okazało się, że miała rację. Stworek z czasem zaczął coraz bardziej maleć i maleć, aż pewnego dnia stał się tak malutki, że Jola mogła go schować w pudełku po zapałkach. Położyła go potem z powrotem na dnie tej skrzyni, w której go kiedyś znalazła.
Po wichurze mieszkańcy, aby mieć za co kupić żywność, zaczęli robić piękne przedmioty nie tylko z drewna ale również z metalu, szkła i różnych roślin, materiałów. Robiono piękne rzeźby, stroiki na stół, stroje kobiece i ubiory męskie. Ponieważ każdy z nich był wyjątkowy, oryginalny i ładnie zrobiony sprzedawano je bardzo drogo, zamieniając je na jedzenie i inne, potrzebne rzeczy. Dzięki temu szybko zapomniano o ogromnym wirze. Kolejne lata były bardzo urodzajne i ludzie zbierali wysokie plony. Jednak pewnego roku mieszkańcom królestwa zaczęła dokuczać susza.
Nie padało kilka miesięcy. Zapowiadały się słabe zbiory i osoby żyjące z rolnictwa zaczęły się martwić, czym będą karmić zwierzęta zimą. Królewna na początku myślała, iż to normalna anomalia pogodowa. Jednak w miarę, jak deszcz nie przychodził zaczęła się martwić i szukać tego przyczyny. Latała wysoko i daleko. Jednak również i w ziemiach sąsiadujących z jej królestwem deszczu nie było.
Zdenerwowana postanowiła pewnego razu: „polecę dziś i nie wrócę nim nie znajdę przyczyny tej suszy”. Leciała trzy noce. Dopiero trzeciego dnia nad ranem, gdy słonko już wschodziło, zobaczyła chmury.
Płynęły one po niebie do pewnego miejsca i znikały.
Daremnie Kasia próbowała je przegonić. Wzbiła się więc ponad nie. Zauważyła, że ma końcu jednej z nich siedział dziwny skrzat.
Miał duże uszy, szerokie usta i krótki nos. Nucąc cichutko pod nosem zbierał on chmury i chował do wielkiego wora.
Gdy ją zobaczył zniknął i Kasia go już nie widziała. Pognała chmury w kierunku swego królestwa i poleciała dalej.
Zobaczyła kolejnego skrzata. Jednak i on szybko zniknął nim zdążyła do niego dolecieć. Potem zrobił podobnie i trzeci, czwarty. Na darmo Jola szukała sposobu, by je złapać.
Zmęczona postanowiła wracać. Wszak zostawiła poddanych tyle czasu bez opieki. Mogło się coś złego tam wydarzyć a ona o tym nic nie wie. Na pewno martwią się tam o nią.
Gdy wróciła do domu zauważyła jednak, iż nic się tam nie zmieniło. Tylko susza dawała się coraz bardziej mieszkańcom we znaki. Zrozpaczona królewna szukała pomocy w księdze i u swych stworków. Ci ostatni postanowili jej pomóc.
Mimo, że nie byli jeszcze dorosłymi stworami wylecieli pewnej nocy z piwnicy. Każdy z nich poleciał w inną stronę świata szukając złych skrzatów.
Nie było ich bardzo długo. Nim jednak wrócili nad królestwem pojawiły się pierwsze chmury i deszcz. Dzięki temu udało się uratować część plonów i nikomu: zwierzętom ani ludziom nie groził już głód.
Po dwóch tygodniach zaczęły wracać również stworki. Były bardzo wychudzone i osłabione ale dumne, że uratowały królestwo. Później Kasia dowiedziała się, że latając w kółko, dookoła królestwa łapały one skrzaty dotąd, dopóki nie przestały się one pojawiać na brzegach chmur.
Następnie wypluli je wszystkie wraz z chmurami schowanymi w workach nad wielkimi wodami. Para łączyła się z chmurami powodując wielkie ulewy tak potrzebne przecież po suszy. Skrzaty zaś, na skutek wielkiej siły wydmuchu stworków znalazły się pod wodą ogromnych mórz i oceanów. Później słuch po nich zaginął.
Kasia ucieszyła się, że dzięki stworkom problem został rozwiązany. Myliła się jednak. Okazało się, że skrzatami, które kradły chmury kierował wielki i zły książę. Miał ogromną armię złych i oddanych mu stworzeń, które tym razem miały na celu zatopienie Królestwa Dobra (Kasi królestwa). Tak więc po wielkiej suszy nadeszła bardzo szybko ogromna fala deszczów. Kasia postanowiła tym razem nie czekać i na wszelki wypadek sprawdzić przyczynę tego deszczu.
Pewnej nocy wyleciała po cichu z pałacu i zobaczyła wielkiego, latającego zwierza, podobnego do smoka. Tyle tylko, że smoki zazwyczaj zioną ogniem a ten stwór wyglądał tak, jakby leżał wygodnie w powietrzu i drzemiąc machał wielkimi skrzydłami goniąc wszystkie chmury w stronę jej królestwa. Z dołu wyglądał jak wielka, ciemna chmura, która niejako otwierała pochód deszczowych chmur. Za smokiem nie było na niebie ani jednej chmurki. Za to przed nim kłębiły się one jedna na drugiej a zderzając się ze sobą tworzyły grzmoty, błyski, ulewy.
Chwileczkę – pomyślała królewna, nauczona wcześniejszym wydarzeniem – może być ich więcej.
Chciała oblecieć cały obszar deszczów, ale szybko przekonała się, że nie da rady. Postanowiła ponownie poprosić stworki o pomoc. Wróciła do domu i opowiedziała im wszystko.
Cały dzień myślała, jak go pokonać. W końcu wpadła na pewien pomysł.
Postanowiła wysłać Stworki w trzy różne strony świata. Sama zaś poleciała do miejsca, gdzie widziała wcześniej smoka. Jeżeli stworki znalazły by takie same, lub inne duże zwierzę miały go z ukrycia pilnować. Wiedziała, że z małymi doskonale sobie poradzą. Jeżeli nic nie znajdą miały one wrócić do niej i jej o tym powiedzieć.
Zaleciała na miejsce, gdzie wcześniej widziała smoka. Niewiele się on przesunął. Szybko go spostrzegła. Niestety chyba coś wyczuwał, bo nie drzemał, jak wcześniej. Kasia wleciała w chmury i wzbiła się jak najwyżej tylko mogła, by po chwili usiąść na karku smoka. Szybciutko przypięła się do niego mocnym łańcuchem tak, by nie mógł on jej zrzucić – blisko głowy. Zapięcie było tak zrobione, by w razie konieczności można je było szybko rozpiąć.
Smok zaś, gdy tylko poczuł ciężar Joli na sobie najpierw wzbił się tak wysoko i szybko w górę, że Kasoa słyszała tylko świst. Następnie zaczął on równie szybko spadać w dół, niemal pionowo. Jednak i to nie dało mu upragnionego skutku. Jola nadal trzymała się jego karku. Począł więc on najpierw wywijać różne koła, serpentyny i kreślić najróżniejsze figury na niebie, by w końcu z wielkim hukiem próbować runąć w wielką przepaść. Być może miał nadzieję, że dzięki temu, choć sam zginie, ale i osoba na nim siedząca także zginie. Jednak Kasia dzięki niezawodnemu zapięciu uwolniła się w ostatniej chwili od smoka a on samotnie runął w przepaść.
Jola wróciła do domu. Jednak zobaczyła, ze choć niebo nieco się przejaśniło nigdzie nie było widać Stworków. Nabrała nieco sił i postanowiła polecieć dalej.
W pewnym momencie zobaczyła na horyzoncie koniec chmur. Pomyślała, że tam także jest jakiś smok.
Jednak co to? Od tych wielkich chmur co jakiś czas odrywała się jakaś mała chmurka, jakby chciała uciec smokowi sprzed skrzydeł. Ruch wielkiej czarnej chmury – to pewnie on – pomyślał księżniczka. Podleciał kawałek. Chwila przerwy. I znowu kolejna chmurka ucieka spod skrzydeł stwora. Ruch skrzydeł. Dogonił ją i zawrócił. Kasia uśmiechnęła się. To pewnie któryś ze stworków robi takie małe psikusy temu zwierzowi. A jak?! Zauważyła szarego Stworka, który uśmiechając się do niej porozumiewawczo wydmuchiwał małe chmurki z przepełnionej nimi powierzchni nieba. Chytry - pomyślała Kasia.- Chce zmęczyć smoka.
Tak jak poprzednio usiadła smokowi na grzbiecie a on podobnie jak ten poprzedni zaczął kreślić na niebie różne okręgi i spirale. Latał do góry nogami. Próbował również zrzucić ją swoimi skrzydłami śmiesznie je wyginając. Jednak i to nie przyniosło efektu.
Postanowił więc strącić ją ze swego grzbietu ocierając się o skały. Poleciał daleko w największe i najbardziej niebezpieczne góry na świecie. Następnie latał między nimi próbując ocierać się grzbietem, na którym siedziała królewna. Jednak ona umiejętnie unikała wszelkich groźnych, ostrych skał. Latali tak dłuższy czas krążąc między górami. Spadał w dół i wznosił się.
Latali by tak zapewne jeszcze długo, gdyby wreszcie smok nie popełnił błędu. Zagapiwszy się na chwilę i zapewne z powodu zmęczenia źle obliczył odległość między skałami i z wielką prędkością wleciał między nie tak, iż nie mógł się zupełnie ruszyć. Bardzo mocno pokaleczył swoje skrzydła i było pewne, że szybko stamtąd się nie wydostanie.
Wtedy Kasia postanowiła polecieć do domu. Pędziła niczym wiatr, jednak już ze znacznej odległości zobaczyła, że będzie miała jeszcze co najmniej jednego przeciwnika. Z jednej strony jej królestwa ciągle ktoś strzegł chmur.
Podleciawszy bliżej. Zobaczyła, że również tu Stworki drażniły go nie dając mu chwili wytchnienia. Po prostu rozganiały małe chmurki. Podleciała więc do niego. Usiadła na nim. Przypięła się łańcuchem. Lecz on ani drgnął. Dopiero teraz zauważyła, że porusza się on bardzo obojętnie i coraz mniej go interesują chmury. Stworki odleciały a ona siedziała na drzemiącym smoku. Co tu robić – pomyślała.
Postanowiła poszukać wrażliwego miejsca u tego zwierza. Miejsca, w które można by było go drażnić. Nie mogąc odpiąć łańcucha poprosiła o pomoc Stworka, który delikatnie dmuchając i łaskocząc, drapiąc szukał tegoż miejsca. Znalazło się ono tuż obok niej za głową zwierzęcia. Podrapała je Kasia. Smok obudził się. Zaraz zaczął kręcić głową w nadziei, że ją zrzuci. Potem zaczął ocierać się o drzewa. Wreszcie zaczął bezmyślnie latać po całym świecie. Raz był pod burzowymi chmurami, raz na pustyni to znowu w krainie wiecznych mrozów szukając zapewne czegoś, co przyniosło by mu ulgę w cierpieniu. Latając tak nie zauważył krateru aktywnego wulkanu, gdzie prawdopodobnie zginął. Kasia zaś wróciła zmęczona do domu. Czekały tam ją równie zmęczone, lecz szczęśliwe Stworki, które cieszyły się z jej powrotu.

Zakończenie

Po trudnym czasie dla księżniczki i dla mieszkańców jej królestwa postanowiła ona zorganizować wielkie przyjęcie, na które zaprosiła mnóstwo książąt, królów i różnych ludzi bogatych. Celem tegoż balu miało być zdobycie jak największej ilości pieniędzy na odbudowę i odnowę jej królestwa oraz ziem do niego przyległych - tego, co zostało zalane przez powódź.
Szybko naprawiono więc to, co najbardziej wymagało odbudowania i przygotowano pałac i jego okolice na przyjęcie gości.
Na ten bal przybywali więc ludzie zamożni z całego świata. Każdy z nich miał dobre serce i bardzo chciał poznać wreszcie sławną królewnę Katarzynę i jej państwo, o którym było głośno na całym świecie. Przybywały więc pary, panowie i panny oraz całe rodziny z dziećmi. Jak niełatwo się można domyśleć zjechało również mnóstwo kawalerów – książąt i królewiczów, a każdy z nich starał się przynieść jak najwięcej pięknych skarbów, by w ten sposób zdobyć sobie przychylność przepięknej panny, jaką była królewna.
W celu przyjęcia gości zbudowano nawet specjalny dom z wielkimi salami do tańca i do podawania posiłków oraz z wieloma mniejszymi salami, aby goście mieli gdzie przenocować. Nigdy wcześniej, ani nigdy później królestwo to nie gościło tylu znakomitych ludzi.
A wyglądało to mniej więcej tak:
Na pięknym tronie siedziała królewna a poddani przedstawiali kolejno gości. Każda z przybyłych osób była przedstawiana królewnie (zgodnie z kolejnością przyjazdu) i stawiając przed nią najdroższe ze swych darów przekazywała je na pomoc potrzebującym. Kasia obiecała, że wszystko to będzie wykorzystane właśnie na ten cel i za każdy dar serdecznie dziękowała. Następnie goście rozchodzili się do komnat.
Każdy dar przywieziony przez szanownych gości był zważony, zmierzony bądź policzony i zapisany w specjalnej księdze.
Na balu każdemu było wolno zatańczyć z królewną i z dziewczynami z jej zespołu.
Poznało się wówczas wiele par, zawiązało się wiele znajomości a zdarzali się również i tacy, którzy spotykali na tym balu wybraków swojego życia. Również i królewna poznała tam kogoś komu powierzyła później swoje serce.
O jej względy rywalizowało mnóstwo mężczyzn, gdyż była ona bardzo piękna i mądra. Jednak ona nie zwracała na to większej uwagi. Tańczyła, jadła, śmiała się i żartowała. Do pewnego czasu.
Jakoś po północy do tańca poprosił ją książę sąsiadujących z jej królestwem ziem. Oczywiście królewna zgodziła się. Tańcząc rozmawiali. Polubili się, więc postanowili spotkać się po balu.
Z rana, gdy wszyscy goście poszli już spać, usiedli cichutko i zaczęli rozmawiać. Podobnie było po obiedzie i po kolacji, gdy już goście zaczynali się rozjeżdżać. Widząc to królowie i inni bogatsi książęta zaczęli mu zazdrościć względów królewny. W końcu jeden z nich nie wytrzymał.
- Jest wśród nas wielu bogatszych, mądrzejszych, piękniejszych i znakomitszych osób – powiedział. – Dlatego chciałbym wiedzieć dlaczego spośród nas wybrałaś właśnie jego?
- Moje serce go wybrało – odpowiedziała królewna.
- Ja dałem znacznie więcej na odbudowę twego kraju – powiedział ktoś drugi.
- Tak – odparła królewna – być może, ale nie to było tu najważniejsze. Nie ważne kto ile daje. Ważne, aby dawał to z czystego serca, nie oczekując za to zapłaty ani podziękowań a on właśnie tak zrobił.
- Skąd wiesz, że tak było królewno – spytał znów ktoś z tłumu.
- Czuję to, moje serce mi to mówi – odpowiedziała.
- No tak, bo jej się spodobał – powiedział ktoś inny.
- Nie wierzycie mi to sprawdźmy to – powiedziała Kasia.
Kazała przynieść wagę ważącą ludzkie serca i zaproponowała każdemu z obecnych zważenie się na niej z tym jednak zastrzeżeniem, że jego waga będzie głośno przeczytana. Niewielu zdecydowało się sprawdzić, ile w ich sercach jest dobroci. Pokazać to wszystkim zgromadzonym. Wiedzieli już o tym, jak czyste mają serca ważąc je przed wjazdem do królestwa a teraz w chwili zazdrości były one zapewne jeszcze cięższe. Na końcu stanął na niej również i wybranek serca księżniczki. Kasia wiedziała, czuła, że ma on czyste serce.
Okazało się, że miała rację, Jego serce było tak czyste, że mógł on się niemal unosić ponad ziemią. Goście nie mówiąc już nic powoli zaczęli opuszczać królestwo. W końcu nie było już w zamku nikogo oprócz jej, jej wybranka i ludzi sprzątających po uczcie. Jola wyjawiła mu swe sekrety. Powiedziała, kim jest naprawdę, jak wcześniej wyglądała i że to suknia sprawia, że jest taka piękna. Książę na wieść o tym nawet nieco się ucieszył, że jego wybranka nie jest aż taka wspaniała, bo mógł przez to jeszcze więcej ją kochać. Kasia zauważyła, że jej suknia traci blask...
Musiała więc jak najszybciej wybrać swoją następczynię i przekazać jej władzę w państwie, które sama zbudowała. Następnie wzięła ślub i wyjechała stamtąd na zawsze żegnana przez rzeszę swoich ukochanych poddanych wraz z najbliższymi jej osobami.
4 2 4