Odpowiedzi

2010-04-08T14:44:24+02:00
8 VI 2010r. czwartek 14:42

Przed chwilą skończyłam czytać książkę. Jak już wcześniej pisałam była bardzo ciekawa. Dzięki tej książce inaczej patrze na świat... Już nie jest obojętne dla mnie to, co się na nim dzieje. Ile jest nieszczęść i ile dzieci cierpi nie wie nikt... Ta książka pod względem patrzenia na świat jest super. Na prawdę polecam.
2010-04-08T14:53:38+02:00
16. Kartki z pamiętnika...

Peron 9 i 3/4 był zatłoczony uczniami i ich rodzinami. Większość wracała do domów na święta.

Było dość mroźno, ale śnieg nie padał. I tak było już go dużo.

Kruczowłosy razem z brązowowłosą ruszyli ku jej rodzicom i jego dziadkowi.

-Dzień dobry. Witaj dziadku.- Powiedział.

Ona też się przywitała.

Wracali limuzyną Potterów, rozmawiając o szkole. Po ponad dwóch godzinach jazdy byli na miejscu. Dwór był przykryty śnieżnym puchem. Wszystkie drzewa, krzaki itp. także. Poszli do pokoi przebrać się w coś innego. W dworze o dziwo było bardzo ciepło.

Harry pomyślał, że to dzięki czarom i kominkom.

Rozpakował się zaklęciami i wziął czyste ciuchy. Przemył się i ubrał czarne spodnie oraz niebieski sweter.

-Co tam Hedwigo, wypuścić cię? Chcesz na dwór?- Zapytał śnieżno białej sowy.

Ta jakby kiwnęła głową.

Otworzył jej klatkę i wziął na rękę. Otworzył okno i dmuchnęło w niego zimne powietrze. Sowa poleciała. Zamknął okno. Spojrzał na zegar.

-Już 18, jak ten czas szybko leci.- Powiedział do siebie i położył się na wznak na łóżku. Podłożył ręce pod głowę. Przymknął lekko powieki. Oczyma wyobraźni ujrzał smutną twarz chabrowookiej dziewczyny. Nawet nie wiedział, kiedy zasnął.

Widział dziewczynę. Raz uśmiechniętą, raz wściekłą, opanowaną, miłą. Potem smutną, rozdrażnioną, zaczerwienioną i na końcu płaczącą. Przez niego. Ujrzał w śnie scenę ze swojego wybuchu mocy. Jak płakała przez niego. Serce mu się krajało, gdy to widział.

Czemu musiała przez niego płakać? To już lepiej jakby na niego krzyczała. Jej łzy były gorsze. Pomyślał.

Nagle sen się zmienił. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest na błoniach, latem. Tam gdzie "stał" zobaczył siebie. Tak siebie. Tamten on siedział pod drzewem z podłożonymi dłońmi pod głowę. Jednak to nie było dziwne. Dziwniejsze było dla niego, że jakaś dziewczyna miała położoną głowę na jego kolanach. Nie widział tej dziewczyny. Jednak wiedział, że to na pewno płeć piękna. Była cała zamazana. Jakby sen nie chciał, aby on ją zobaczył.

Dziwne. Pomyślał.

Sen znów się zmienił. Był na wieży północnej i mówił do jakiejś postaci w mroku. Nie było jej widać. On tej osobie coś tłumaczył, mówił ze smutkiem. Jakby z żalem i tęsknotą.

Obudził się. Usiadł na łóżku. Złapał się za głowę. Nic nie rozumiał.

To było takie dziwne. Ale takie realne. Dlaczego ja ciągle o niej myślę?

Bo ją kochasz! Czemu nie chcesz sobie wytłumaczyć tak oczywistej sprawy?

Bo się o nią boję. Pasuje ci. Boję się, że może coś się jej stać. A po za tym nie chcę psuć naszej przyjaźni.

Skąd możesz wiedzieć, że ona ciebie też nie...

Bo by mi powiedziała.

Brr...Jesteś aż takim matołem? Skoro ty jesteś chłopakiem i boisz się jej to powiedzieć, to myślisz, że ona zrobi pierwszy krok? To do ciebie to należy.

Och zamknij się!

Niby jak, jestem tobą, w tobie i tego nie zmienisz. Będę cię dostatecznie dręczyć. Czy nie dotarł do ciebie sens twojego snu?

Co masz na myśli?

Może to, że na początku widziałeś JĄ. JĄ, nie kogoś innego, tylko JĄ! Kochasz ją i nie możesz przestać o niej myśleć. Jeszcze trochę, a będę w psychiatryku przez ciebie.

Ale...

Mówię ci, że to było kurna zdanie retoryczne. Jeżeli wiesz, co to wogóle jest.

Nie, nie wiem. Jestem matołem i nic nie wiem!

No może i nim jesteś, skoro nie chcesz walczyć o wybrankę serca. Nie zachowujesz się jak Potter. Twój ojciec to niby, co? Nie starał się? Co prawda na początku mu nie wychodziło, ale ty jednak jesteś nieco inny? On źle do tego podchodził.

Wiesz co, przymknij się, bo mam cię dość.

Dobra teraz się zamknę, ale jeszcze wrócę!

-Och jak ja tego nie znoszę.- Warknął na siebie.

Wstał i zszedł na kolację. Byli już wszyscy, czekali na niego.

-Dobry wieczór.- Odparł i usiadł za stołem.

Zaczęli jeść.

Kiedy jego dziadek skończył, powiedział:

-Harry, kiedy zjesz przyjdź do mojego pokoju. Nie gabinetu. Mam tam coś dla ciebie. -Dobrze.- Odparł i dokończył kolację.

Wyszedł z jadalni i pognał na pierwsze piętro. Piąte drzwi po lewo były do pokoju jego dziadka. Stanął przed drzwiami z tabliczką: Pan Charls. Zapukał i kiedy usłyszał stłumione Proszę, wszedł. Był to duży pokój o czerwonych ścianach z arrasami oraz ciemną podłogą przykrytą jasnym dywanem. W rogu stało duże drewniane łóże z brązową kotarą. Było też biurko, szafa, komoda, lustro, kominek, jakaś skrzynia, mała sofa i stoliczek, jeszcze jedne drzwi, do łazienki oraz regał na książki itp. Jego dziadek siedział na brązowej sofie.

-Choć Harry. Usiądź.- Odparł, a chłopak zasiadł na miejscu.

-Pamiętam jak przed moją niby śmiercią twoja matka, Lily przyszła z Jamesem i tobą. Kazała mi schować swój pamiętnik. Powiedziała, żebym go schował w bezpieczne miejsce. Kiedy się zapytałem dlaczego, to odpowiedziała, że spodziewają się najgorszego. Spojrzała wtedy z wielką czułością na ciebie i dopowiedziała, że kiedyś masz go dostać. Możliwe, że sam go znajdziesz, lub ktoś ci go podaruje. Albo, że ja go dostarczę ci własnoręcznie. Odparłem wtedy, dlaczego sama ci go nie da, a ona, że to nie jest teraz ważne. Chciała abyś to dostał, a w domu może coś się z nim stać. Nie wiedziałem, o co jej chodziło, ale wziąłem go od niej. Schowałem go i teraz chcę abyś go otrzymał.- Powiedział, a chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem. Charls podszedł do ściany przy kominku po jego prawej stronie i tam gdzie był wyryty lew, dotknął dłonią. Wypowiedział jakieś słowa i cegła zniknęła. Włożył tam rękę i wyciągnął jakiś gruby zeszyt, oprawiony w zieloną skórę. Po chwili wyciągnął jeszcze małe brązowe pudełeczko. Podszedł do sofy i usiadł na niej.

-Żeby go otworzyć potrzeba kluczyka. Widzisz to zamknięcie?- Zapytał wskazując na mosiężne zamknięcie do kluczyka. On pokiwał głową.

-Proszę. Ja nigdy tego nie otwierałem.- Powiedział podając mu.

-A teraz już idź. Jestem nieco zmęczony i chciałbym się przespać.

-Dobranoc.- Powiedział chłopak i poszedł do siebie.

Zapalił lampę przy łóżku i usiadł na nim, opierając się o poduszki. Wcześniej ściągnął buty. Otworzył pudełeczko i na zielonym materiale ujrzał srebrny kluczyk. Wziął go do ręki. Był przypięty do srebrnego łańcuszka. Spojrzał na zeszyt. Dużymi, złotymi i zdobnymi literami pisało: Pamiętnik Lilyanne Evans. Następnie pod nimi, inne litery. W kolorze akwamaryny: Teraz już Lilyanne Potter. Kocham cię James!

Uśmiechnął się. Wsadził kluczyk do dziurki i przekręcił go. Z niewielkim zgrzytem, przekręcił się. Otworzył na stronie tytułowej. Tam, dużymi literami z czerwonego atramentu pisało:

Własność Lily Evans

Jeżeli jesteś wrogiem i niepowołanym znalazcą mej zguby lepiej nie czytaj dalej, bo ciężki twój los. Oddaj mi go lepiej niżeli ja się dowiem, kto go ma...

Pod tym zapiskiem mniejszymi, niebieskimi literami pisało:

Jeśli jesteś moim synem, Harrym Potterem to przeczytaj wszystko. Chcę abyś wiedział o mnie synku jak najwięcej. Wiem, że mnie już tu nie ma i nie mogę się do ciebie przytulić. Przeczuwałam razem z Jamesem, że nadchodzi najgorsze. Mam nadzieję, że tobie nic złego się nie stało. Na pewno za nami tęsknisz. Tego nie da się odwrócić. Jednak zaczarowałam tak swój pamiętnik, że będziesz mógł w nim pisać, a "ja" będę ci odpisywać. To, tak jakby wspomnienie. Jednak nie przywróci mi to życia. Śmierci nie da się oszukać. Bardzo cierpię z tego powodu, a ty jeszcze bardziej. Pamiętaj jednak, że zawsze z tobą jesteśmy. W twoim sercu, synku. Pamiętaj, że tam zawsze będziemy. Kochaliśmy i kochamy cię. Pamiętaj o tym!

Spoglądał na litery, a jedna samotna łza poleciała po jego policzku. Wytarł ją szybko i otworzył na następnej stronie. Odtąd zaczyna się pamiętnik. Był cały zapisany. Gdzie niegdzie narysowane jakieś małe rysunki. Powsadzane listy, kartki itp. Zaczął go czytać.

30 lipca 1971 roku

Kochany pamiętniczku,

Zaczynam zapisywać w Tobie swoje wszystkie uczucia i przeżycia. Mama dała mi Ciebie na 11 urodziny. Miałam je 15 lipca. Ale dopiero teraz zacznę w Tobie zapisywać. A wszystko dlatego, że dostałam list ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Tak, jestem czarownicą. Aż trudno w to uwierzyć. Ale to prawda. Będę się uczyła magii. Zawsze o tym marzyłam. Jakaś cząstka mojej podświadomości zawsze mi mówiła, że jestem wyjątkowa. A nie raz zdarzyło mi się zrobić coś, co było dziwne. Raz np. wylewitowałam Rykoszeta na dach domu ciotki. Rykoszet to jej pies. Nie znoszę go, a on mnie gonił, bałam się, że mnie ugryzie, a tu proszę. Poleciał na dach. Do tej pory trzyma się ode mnie z daleka. Dobrze mu tak. Zapewne chciałabyś trochę o mnie wiedzieć. Więc zacznę tak.

Nazywam się Lilyanne, Nastia Evans. Mam 11 lat. Włosy koloru rudego są do połowy pleców. Grzywka przykrywa me czoło. Niewielki nosek i duże zielone oczy w kształcie migdałków. Kilka piegów. Tak naprawdę to nie przepadam za kolorem swoich włosów, ale jak mówi mama i babcia, to bardzo ładny kolor i powinnam być dumna ze swoich włosów. No cóż, ja uważam inaczej. Ale nie będę jak Ania Shirley i ich nie zafarbuję. Jestem średniego wzrostu, chociaż prawie wszystkie dziewczyny z mojej byłej szkoły były wyższe i na pewno nie rude. Jaka jestem z charakteru? Na pewno miła i uczynna, ale także pyskata i mądra. Lubię się uczyć, nie obchodzi mnie, że nazywają mnie kujonem. Lubię pomagać pokrzywdzonym, nie mogę ścierpieć krzywdy innych. Uważają mnie za aniołka, lecz tak naprawdę, gdy ktoś mnie porządnie wkurzy potrafię pokazać pazurki. Już nie jeden się o tym przekonał. Nie znoszę bufonów i nadętych bubków. Gardzę takimi. Tak samo jak laleczkami, które dbają tylko o wygląd i paznokcie. To wkurzające.

Co mogłabym jeszcze o sobie powiedzieć? Lubię zwierzęta, a przede wszystkim koty i co dziwne sowy. Lubię rysować, ale gdy inni nie widzą. Taka skryta tajemnica. Mam wiele cech. I tych dobrych i nawet złych. Jestem drażliwa i nieugięta. Muszę postawić na swoim. Nigdy się nie zakochałam i na razie nie chcę. Jeśli wogóle będę chciała. Co by jeszcze?..Ach no może to, że nie znoszę kawałów. To takie denne. Słuchać kawały słowne, tak, ale nie widzieć kawałów wyrządzanych innym.

Jeśli chodzi o rodzinę, to mam tatę, mamę i siostrę. Moja mama ma na imię Mary Evans. Ma także rude włosy, ale niebieskie oczy. Pracuje w szpitalu, jako pielęgniarka. Tata natomiast ma ciemne blond włosy, brązowe oczy i pogodny uśmiech na twarzy. Jego imię to Roger Evans. Kocham ich. Zawsze są pogodni i mili. Chociaż jak coś bardzo przeskrobiemy, to muszą dać nam karę. Mama zawsze znajdzie dla nas czas. Tak samo jak tata, mimo, że pracuje w firmie architektonicznej jako architekt. Jeśli zaś chodzi o moją siostrę, to Petunia jest nieco dziwna. Czasem bywa miła, a czasem jest okropna. Mimo to bardzo się kochamy. Jest ona blondynką o jasnych oczach, po mamie. Jest ode mnie starsza o rok. Jest już w gimnazjum. Ja też bym tam poszła, gdyby nie ten list. Pójdę, ale do innej szkoły.

Ja swoje oczy mam po babcia. Mamie, taty. Babci Melodie. Razem z dziadkiem Gustawem mieszka na wsi. Z charakteru także podobno jestem do niej podobna. Chociaż jak mówi tato, to ja swój charakterek mam strasznie pomieszany. Trochę taty, trochę mamy, babci i dziadka. Taka mieszanka wybuchowa. Oj potrafię być wybuchowa.

Jeśli chodzi o miejsce gdzie mieszkam, to jest to Brighton. W Wielkiej Brytanii, w hrabstwie East Sussex, nad Cieśniną La Manche, nad morzem. A jeśli dokładniej, to na West Morow. Taka duża ulica, gdzie są duże i małe, zadbane domki. Ja akurat mieszkam pod numerem 7, podobno szczęśliwa liczba. No w końcu urodziłam się w lipcu, co nie. Nasz dom ma parter i dwa piętra. Ja swój pokój mam na drugim piętrze. Jedne okna wychodzą na ulicę, a drugie na ogród. Bo za domem mamy ogród z niewielkim basenem i wieloma drzewami i kwiatami. Mój pokój znajduje się na prawo od schodów. Ściany są w zielonym kolorze, a sufit jest brzoskwiniowy. Ciemną, drewnianą podłogę przykrywa brązowy dywan. Przy oknie wychodzącym na ulicę stoi moje łóżko z zieloną pościelą w czerwone, drobne kwiaty. Mam też biurko, szafę, komodę, pułki na ścianach oraz regał na książki. Mam także fotel ze stoliczkiem. Mój pokój ma także własną łazienkę, tak jak rodzice i siostra.

Myślę, że na razie to tyle. Rozpisałam się. Niedługo znów napiszę. Ach zapomniałabym w połowie sierpnia jadę na Ulicę Pokątną. To jakaś ulica czarodziejów, gdzie kupię potrzebne rzeczy. Aż nie mogę się doczekać. Do zobaczenie, niebawem.

Tak kończył się pierwszy wpis jego matki. Spojrzał na zegar. Była 9 wieczorem. Zamknął pamiętnik i poszedł się umyć. Kiedy wyszedł miał na sobie granatową piżamę. Zapalił tylko lampkę przy łóżku i zasłonił zasłony. Pokój zamknął na klucz. Położył się do łóżka, a raczej na nim usiadł opierając się na poduszkach. Przykrył się kołdrą i kocem. Znów wziął pamiętnik i otworzył na następnym wpisie.

16 sierpnia 1971 roku

Kochany pamiętniczku,

Dziś był piątek, a dokładniej mój wypad na zakupy czarownicy. Z samego rana po zjedzeniu śniadania pojechałam z mamą i tatą na tą ulicę. Według mapy i wskazówek poszliśmy do okropnie wyglądającej gospody "Dziurawy Kocioł". Tam barman o imieniu Tom, był dość młody, zaprowadził nas na tyły gospody. Stuknął tam w cegły jakimś patykiem i ku naszemu zdziwieniu cegły się usunęły. Weszliśmy tam, a za radą Toma poszliśmy do banku Gringotta. Kiedy weszliśmy na ulicę ujrzeliśmy wiele czarodziejów i czarownic w jakiś szatach, różnych kolorów. Gdzie niegdzie były małe dzieci. Ulica była zatłoczona i barwna. Pełno wystaw sklepowych z dziwnymi rzeczami. Spodobało mi się tam. Stanęliśmy przed białym budynkiem, lekko skrzywionym. Podobno to jedno z najbardziej strzeżonych miejsc w całej Wielkiej Brytanii. Gdy tam weszliśmy ujrzeliśmy pełno małych i brzydkich stworzeń. To były gobliny. Wymieniliśmy tam funty na złote galeony, srebrne sykle i miedziane knuty. To pieniądze czarodziejów. Fajnie. Potem zgodnie z listą zakupów, która przyszła wraz z listem poszliśmy do księgarni "Esy i Floresy". Było to dość duże pomieszczenie, gdzie było pełno książek. Kupiliśmy potrzebne podręczniki oraz kilka książek, których tytuły mi się spodobały. Np. Historia Hogwartu. Muszę coś wiedzieć o nowej szkole. Potem kupiliśmy składniki i przyrządy do eliksirów. Następnie pióra, kałamarze i pergaminy. Następnie poszliśmy do Madame Malkin, gdzie kupiliśmy czarne, zwykłe szaty. Fajne. Spodobały mi się. Kupiliśmy także teleskop. Potem poszliśmy do sklepu pana Olivandera, po pierwszą różdżkę. Pomieszczenie było zawalone małymi pudełeczkami. Pan Olivander był miłym mężczyznom w wieku około 50 lat. Miał jasne oczy i jasne włosy, gdzie niegdzie już było widać siwe włosy.

Napiszę ci jak przeszła ta rozmowa itp. Więc tak, słuchaj:

-Dzień dobry.- Powiedziałam, rodzice zostali na zewnątrz.

-Witaj, pierwsza różdżka, czyż nie?- Zapytał mnie.

-Eee...tak.- Odparłam nieco zdenerwowana.

Ten się odwrócił i zaczął przechadzać się między pułkami.

-Która ręka ma moc?- Zapytał stłumionym głosem.

-Eee...że co?- Zapytałam nieco zbita z tropu.

-Jesteś z rodziny niemagicznej, prawda?- Zapytał spoglądając na mnie z daleka.

-Tak.- Odparłam.

-Więc zapytam prościej. Którą ręką piszesz?

-Prawą.

-A twoje imię, jeśli można. Bo zawsze muszę wiedzieć, kto kupował u mnie różdżkę, a wierz mi, że mam dobrą pamięć.- Odparł z uśmiechem.

-Lily Evans.

-Więc Lily, wypróbuj tę.- Powiedział podchodząc i podając jej jakiś patyk.

Zapomniałam napisać, że wcześniej mierzył mnie jakąś taśmą. Wzięłam od niego patyk i nie wiedziała, co robić. Zauważył moje zdziwienie.

-Machnij ją.

-Ach no tak.- Bąknęłam i machnęłam nią. Jakiś strumień powietrza rozwalił lampę.

-Przepraszam.- Wybąkałam przestraszona.

-Nic nie szkodzi. Więc może tę.- Powiedział i podał mi następny patyk.
3 2 3