Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-03T13:07:20+01:00
Mój sen

Pewnego, upalnego dnia, zmęczona ciężkim dniem, położyłam się na łóżku. Słuchając muzyki zamknęłam oczy. Po chwili wstałam, rozejrzałam się i ze zdziwieniem przyglądałam się ujrzanemu mi widokowi. Znalazłam się w miejscu bez nieba, ziemi, żadnego horyzontu, kompletna pustka. Przetarłam oczy i zobaczyłam dużego pluszowego misia. Po chwili usłyszałam głos: „gdzie idziemy ?”. Ku mojemu zdziwieniu to ten miś do mnie mówił. Postanowiłam skorzystać z okazji i pójść z nim na spacer. Nie wiedziałam jednak dokąd mamy iść, bo przecież tu nic nie było!. Po chwili namysłu powiedziałam: „do domu proszę”. W ułamku sekundy znalazłam się w małym mieście podobnym do mojego. Było pełne śpieszących się bezcelowo ludzi, zakręconych ulic i skomplikowanych budowli. Wszędzie panował chaos i tłok. Po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: „fajnie byłoby znaleźć się w miejscu pełnym spokoju, czystego powietrza, miłych, przyjaznych ludzi...”. Nagle miś w dziwny sposób zaczął gestykulować łapami. Wszystko zaczęło wirować, niebo stało się różowe, a ziemia lazurowa. Czułam się jakbym przenosiła się w czasie. Po chwili ujrzałam to samo miasto, jednak pełne zieleni, pustych ulic i zrelaksowanych ludzi. Wszystko było flegmatyczne i spokojne. Nie widziałam w nim pośpiechu. Nagle podeszły do mnie dwie osoby: chłopak i dziewczyna. Mieli na imię Irysek i Pamela. Zaprowadzili mnie w jakieś nieznane mi miejsce. Chyba był to park. Zobaczyłam, tam coś zachwycającego. Pomyślelibyście, że jednorożce jednak żyją na świecie? Świetnie się z nimi bawiłam. Nowi przyjaciele pokazali mi świat z zupełnie innej perspektywy. Świat spokojny i beztroski. Po godzinach poznawania nowego miejsca, strasznie zgłodniałam. Razem z Iryskiem i Pamelą udaliśmy się do wykwintnej restauracji, w której wszystkie potrawy były za darmo. Zamówiłam pieczeń i kolorową sałatkę ze świeżych warzyw. Po paru minutach oczekiwania, kelner przyniósł mój zamówiony obiad. Jednak posiłek ten wzbudził we mnie niepokój i rozczarowanie. Na wielkim talerzu leżało sześć marnych tabletek. Każda w innym kolorze. Irysek zaśmiał się i powiedział, że to normalne, i żebym nie oceniała „książki po okładce”. Ja jednak nadal nie rozumiałam o co chodzi. Pamela wytłumaczyła mi, że mimo wszystko te tabletki to zupełnie to samo co normalne jedzenie. Dają nam uczucie sytości- dodała. Tak też było. Najadłam się jak nigdy. Po tym dziwnym obiedzie moi nowi przyjaciele zapytali mnie, czy kiedykolwiek widziałam Księżyc. Z pysznym uśmiechem odpowiedziałam: „oczywiście !”. Irysek i Pamela z knującym wyrazem twarzy, nic nie mówiąc zawiązali mi oczy i zaprowadzili w pewne miejsce. Znalazłam się na ogromnej polanie, pełnej kwiatów, zbóż i różnych dziwnych roślin. Niedaleko ujrzałam srebrzysty strumyk oświetlony jasnym światłem. Uniosłam wzrok i widok zaparł mi dech w piersiach. Był niesamowity ! Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego. Ogromny Księżyc jak z bajki, biały z wielkimi kraterami niczym dziury w serze był jak na wyciągnięcie ręki.
Przyjaciele powiedzieli, że mają dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. Nie mogłam się już doczekać. Kazali mi pstryknąć palcami i po chwili... Ujrzałam pewną, dziwnie znajomą mi planetę. Okazało się, że to była Ziemia. Stałam na Księżycu! Oczom nie mogłam uwierzyć. Widziałam oceany, morza, kontynenty. Wszystkie najdrobniejsze szczegóły będące na mojej planecie. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Po krótkim czasie Irysek i Pamela pożegnali mnie i niespodziewanie odeszli w jasne światło. Wpadłam w wielki, srebrzysty mieniący się jakimś pyłem wir. Zamknęłam oczy, a otworzywszy je znalazłam się w swoim pokoju ze słuchawkami w uszach. Ta wspaniała, fantastyczna i zadziwiająca przygoda była tylko snem. Tylko? A może aż. Być może sen ten miał mi pokazać inny świat, świat fantazji, harmonii, spokoju i piękna. Myślę, że chciałabym czasami uciec od rzeczywistości pełnej stresu, napięcia i ciągłego pośpiechu. Jestem pewna, że moich nowych „sennych” przyjaciół jak i pięknej przygody nie zapomnę do końca życia.
3 5 3
2009-11-03T13:11:07+01:00
Często miewam różne dziwne sny. OStatnio przyśnił mi się nieprawdopodobnie fantastyczny i chciałbym go opisać.
Byłem z kolegą Jasiem. Obaj wsiedliśmy do magicznego statku kosmicznego i ruszyliśmy w drogę. W środku zorientowałem się, że mój towarzysz gdzieś zaginął. Ekskluzywne wnętrze pojazdu pomogło mi zapomnieć o zgubie. Automatyczny pilot spytał mnie, na którą planetę chcę polecieć. Wybrałem Saturn, gdyż jego promień wydawał mi się bardzo fajną sprawą. Leciałem około pół godziny. Gdy rozpiąłem pasy przypomniałem sobie, że tu nie ma przyciągania i zacząłem fruwać. Ostrożnie i powoli uczyłem się korzystać z nowo opanowanej `mocy`. Schodząc na ziemię zobaczyłem, iż jest różowa i wykonana z pianki. Rozprostowałem kości i poszedłem poszukać przyjaciela. Jak się okazało nie było to łatwe, za pagórkiem znajdowało się miasto ! oraz ... ludzie!. To było niesłychane, byli oni cali różowi poubierani w zwykłe ubrania, tyle, że z nieznanych materiałów. Mówili w dziwnym języku, którego początkowo nie zrozumiałem, jednak był to język polski, tylko wymawiany szybciej. Domy były zbudowane z czegoś na kształt żelków. Panował tu duży ruch. Zacząłem wątpić, że znajdę to Jasia. Podszedłem do pierwszego napotkanego mieszkańca, był mniej więcej mojego wzrostu i spytałem go o chłopca. Zbadał mnie wzrokiem i zaprzeczył. Zrezygnowany zaprzestałem poszukiwań tutaj i wróciłem na statek. Tym razem mój wybór padł na planetę , o której opowiadał mi często Jaś, w nadziei, że tam go odnajdę. Droga na Merkury była dłuższa, niż poprzednia, ponieważ musiałem przelecieć przez część układu słonecznego , gdyż było dosyć niedogodne rozstawienie planet. Chcąc umilić czas wyciągnąłem komórkę. Okazało się, że miałem zasięg i cztery nieodebrane połączenia. Niestety, tylko od mamy. Gdy pilot oznajmił lądowanie wyfrunąłem ze statku. Było dość ciepło. Ku mojemu zdziwieniu tu także byli ludzie. Tyle, że maleńcy, więc bez problemu ujrzałem wśród nich Jasia. Biegłem, biegłem i biegłem do niego, jednak za nic nie mogłem dobiec. Zacząłem krzyczeć, jednak nikt mnie nie uslyszał i ... obudziłem się.
Ten sen zapamiętam na długo.
2 3 2