Odpowiedzi

2010-04-09T23:45:16+02:00
Urzeczywistnić fantazję,
czyli próba ekranizacji „Władcy Pierścieni”


Któż z ludzi czytających książki o tematyce fantastycznej, nie pragnął przenieść się do krain baśniowych smoków, walecznych rycerzy, zawistnych trolli czy pracowitych krasnali? Kto z grona „zwykłych śmiertelników” nie marzył o doświadczeniu w swoim monotonnym życiu choć odrobiny magii, dreszczyku emocji towarzyszącemu nieodłącznie każdej, choćby najmniejszej przygodzie? Myślę, że większość czytelników, łącznie ze mną, odpowiedziałaby: „Ja, ja chcę doświadczyć tego, o czym tak często czytałem.”, na te „prawie” retoryczne pytania. Kiedyś, aby uciec w świat fantazji były do wyboru tylko książki i własna wyobraźnia, czasem bardziej lub mniej bujna. Teraz do dyspozycji mamy tzw. dziesiątą muzę, czyli film, po który sięgnął Peter Jackson ekranizując powieść wybitnego pisarza J. R. R. Tolkiena, według scenariusza, który napisali Fran Walsh i Philippa Boyens.
Jego najbardziej znane dzieło; trylogia „Władca Pierścieni” to niesamowita powieść o odwiecznej walce dobra ze złem, mroku ze światłością, osadzona w mitycznym średniowieczu. Uważam, że ten cykl porywa wszystkich, którzy go czytają nie tylko ze względu na zawartą w nim magię, czy wewnętrzne piękno. W tolkienowskim Śródziemiu odnajdujemy po części zapomniane już wartości takie jak przyjaźń, nie baczącą na przeciwności losu, honor, odwagę, możność poświęcenia się dla tego, w co wierzymy. Reżyser Peter Jackson wspaniale przedstawił świat stworzony przez Tolkiena, który tak naprawdę trudno opisać, ponieważ braknie słów. Siedząc w wygodnym kinowym fotelu, przeżywałam wszystkie niewiarygodne przygody razem z bohaterami, a z sali wyszłam z wielką tęsknotą w sercu za tym, aby to wszystko jeszcze raz obejrzeć, zatopić się w czystej formie fantazji.
Jackson wykazał się niebywałą wyobraźnią tworząc te filmy z rozmachem, jednocześnie nie zapominając o najmniejszych mieszkańcach Shire’u, krainy nie splamionej krwią wojen. Nie można zapomnieć też o, chyba najważniejszej rzeczy, a mianowicie obsadzie. Według mnie, trafnym krokiem było zaangażowanie aktorów, którzy do tej pory nie widnieli na pierwszych stronach gazet. Bardzo spodobało mi się to, że w roli hobbita niosącego pierścień wystąpił Elijah Wood, który nie kreował swojej postaci na wielkiego super bohatera. Przez całą wędrówkę do krainy cieni – Mordoru, borykał się ze swoimi słabościami, z pokusą zagarnięcia Pierścienia dla siebie. Inni artyści, tacy jak: Sean Astin (Sam), Ian McKellen (Gandalf), Viggo Mortensen (Aragon), John Rhys-Davies (Gimli), czy jedna z niewielu aktorek Liv Tyler (Arwena) również spisali się „na medal”, ponieważ dzięki nim całość zyskała niepowtarzalny klimat magii i mistycyzmu. Na uwagę zasługuje również wspaniała muzyka napisana przez Howarda Shore’a, która oddaje tworzący się w duszy niepokój o losy Śródziemia oraz towarzyszy wartkiej akcji. Do sukcesu filmu z pewnością przyczyniła się też piosenka „May it be” towarzysząca pierwszej jego części, którą wykonała Enya. Całość uroku dopełniają znakomite, zdjęcia (Andrew Lesnie), kostiumy (Ngila Dickson, Richard Taylor) oraz scenografia (Dan Hennah, Grant Major), z zapierającymi dech w piersiach widokami natury. Nie jestem w stanie opisać pejzażu Gór Białych i rozpalanych na nich stosów sygnałowych, ani świetlistego miasta Minas Tirith.
Te wszystkie czynniki składają się na film moich marzeń, który ukazuje świat mojej ukochanej książki, cudownej powieści J.R.R. Tolkiena. Autor apeluje w niej również, aby podążyć raz obraną ścieżką, która nie koniecznie wiedzie ku zwycięstwu i życiu, lecz ścieżką, która wiedzie do światłości, do zgody i harmonii życiowej. Pewnie w przyszłości, dostrzeże się, że "Władca Pierścieni" to coś więcej, niż znakomity film. Może wtedy częściej będziemy używać słowa "arcydzieło"? Może będziemy wracać do tych filmów, wspominając tym samym, jaki wpływ wywarły one na nas, jaki niosły przekaz? Może staną się kultowe? Wierzę, że tak, ponieważ w tych filmach znalazłam urzeczywistnienie mojej krainy fantazji.


;)