Odpowiedzi

2010-04-10T09:05:36+02:00
5 października 1944 jest faktycznym końcem Powstania Warszawskiego.
Tego dnia na mocy umowy kapitulacyjnej podpisanej 2 października opuściły Warszawę (a dokładniej jej ostatnią bronioną dzielnicę Śródmieście) walczące od ponad 2 miesięcy oddziały Armii Krajowej.
Pełni godności, lecz zdruzgotani klęską i zdradą nie uświadamiali sobie, że swoją ofiarą uratowali świat przed jeszcze niebezpieczniejszą zarazą niż z którą przyszło im walczyć zbrojnie i ze strony której doświadczać zapomnianych od 700 lat w Europie bezeceństw tatarskich pogromów.
Również ci, przed którymi składali resztki swej mizernej broni nie zdawali sobie sprawy, że ci pokonani uratowali świat, jeśli nie im, to ich dzieciom.
Klęska militarna pomimo rzucenia na stos całopalny miasta stołecznego wszystkich diamentów jakie miał do dyspozycji dowódca Powstania pułkownik Monter-Chruściel (np. mój ukochany baon „Zośka” Andrzeja Morro z Baczyńskim, „Parasol” Jeremiego (Zborowski) z Ziutkiem Szczepańskim i wiele innych) była nie do uniknięcia z powodów politycznych, a dokładnie stosunku jakie zajął wobec niego najpotężniejszy wtedy człowiek w Europie towarzysz Stalin z domu Dżugaszwili.
Oczywiście można sobie zadać pytanie czy gdyby Powstańcy utrzymali dogodne dla przyjęcia przeprawy nadwiślańskie dzielnice Marymont, Powiśle i Czerniaków, to czy dokonałaby się ona ?
i czy jedna dywizja LWP, zwłaszcza najsłabsza 3.dywizja umożliwiłaby obronę przed pancernymi jednostkami frontowymi Wehrmachtu ?
Przykład nieskutecznego wsparcia obrony Czerniakowa wzmocnionego batalionem tej dywizji oraz szybkość upadku Mokotowa i Żoliborza odpowiada na to pytanie w czarnych barwach.
Dlatego też odpowiedzialność dowództwa Powstania za swoje niewątpliwe liczne błędy i niekompetencje w przed i w trakcie walki jest odpowiedzialnością wtórną wobec czynników politycznych.
Nawet gdyby gen. Bór-Komorowski i płk. Monter-Chruściel byli geniuszami potrafiącymi przewidzieć przyszłe ruchy wojsk i wyniki starć na froncie i w stolicy, wykorzystali maksymalnie polski potencjał oraz błędy i niedociągnięcia Niemców, doprowadzając do opanowania prawie całego miasta, to niemożnością było je utrzymać z powodów chociażby wyżywieniowych do kolejnej ofensywy radzieckiej, która ruszyła dopiero w styczniu 1945. Mniejsze byłyby tylko straty wśród tych „diamentów”. Zresztą z przyczyn militarnych również, bo przygotowany atak najsprawniejszej armii świata nie mogło wytrzymać żadne nawet dozbrojone pospolite ruszenie nawet najofiarniejszego narodu, w czasie gdy najsilniejsza armia świata przyglądałaby się temu bezczynnie ?
A czas był do tej bezczynności był doprawdy wyjątkowy. Mijał niespełna miesiąc gdy wojska radzieckie zadały swojemu śmiertelnemu wrogi największą klęskęw historii tej wojny – eliminując prawie 700 tysięcy niemieckich żołnierzy: 300 tysięcy zabitych, 150 tys. wziętych w „plien” i drugie tyle rannych + adekwatne straty w sprzęcie wojskowym czołgach, paliwach, itd. Dla porównania w klęsce stalingradzkiej zginęło 150 tys. żołnierzy + 110 tys. jeńców (a straty te obejmują mnie wartościowych żołnierzy rumuńskich, węgierskich i włoskich), w decydującej o losach wojny bitwie pod Kurskiem dwa razy mniej – 150 tysięcy.