Odpowiedzi

2010-04-10T11:48:56+02:00
Szarlotka Bzowej Babuleńki
Małgorzata Musierowicz
2001-08-23, ostatnia aktualizacja 2002-02-14 16:38
Ach, jakie pyszne jest to ciasto i jak łatwo je upiec! - to dlatego właśnie dedykuję dzisiejszy przepis naszemu najmłodszemu Dziecku Kulinarnemu, czyli Elżuni Kutznerównie z Warszawy. Czy Elżunia pamięta małego chłopczyka z baśni pana Andersena "Bzowa Babuleńka"?
Jej Mamusia napisała do mnie długi i miły list, opowiadając, jak to pięcioletnia niespełna Elżunia co tydzień się dopytuje: - A co tym razem proponuje nasza "Gazeta"? - po czym dzielnie, z werwą i zapałem realizuje wszystkie nasze przepisy. Brawo, brawo, kochana Elżuniu! Zakasuj więc rękawy - i do roboty.

Dni są podszyte zdradzieckim chłodkiem i mniej ostrożni chłopcy (oraz dziewczynki) już zaczęli kichać, pokasływać i narzekać na ból gardła. Czy Elżunia pamięta małego chłopczyka z baśni pana Andersena "Bzowa Babuleńka"? Tego, co to był na spacerze i przemoczył sobie nogi, choć pogoda była ładna i sucha? Nikt nie wiedział, jak też on to zrobił. Mama zapakowała go do łóżka i zaparzyła w imbryczku herbatę z kwiatów dzikiego bzu.

Jeśli Elżunia tej baśni nie zna, niech poprosi Mamusię, żeby jej poczytała. Jak wszystkie baśnie pana Andersena i ta jest piękna, mądra, miła i smutna, i zupełnie, ale to zupełnie niepodobna do przygód siostrzeńców Kaczora Donalda!

Ten mały chłopczyk, leżąc w łóżku, gawędził sobie z sąsiadem, który wpadł w odwiedziny. Sąsiad był miłym, samotnym staruszkiem, który lubił dzieci.

"- Wypij herbatę - powiedziała mama. - To może pan opowie ci bajkę!

- Gdybym tylko mógł wymyślić coś nowego! - powiedział staruszek i przyjaźnie kiwnął głową. - Ale gdzież ten mały zamoczył sobie nogi? - spytał. - Gdzie?

- Tak - powiedziała mama. - Tego nikt nie wie.

- Czy opowiesz mi bajkę? - spytał chłopczyk.

- Tak! Ale musisz mi powiedzieć dokładnie, bo chcę wpierw wiedzieć, jak głęboki jest rynsztok na małej uliczce, którą idziesz do szkoły.

- Akurt do połowy kostki! - odpowiedział chłopiec. - Ale na to trzeba wejść w najgłębszą dziurę.

- Tak, tak, stąd mamy mokre nogi!... - powiedział staruszek. - Miałem ci, co prawda, opowiedzieć bajkę, ale nie pamiętam już żadnej!"

Lecz wystarczyło, że chłopiec spojrzał w stronę imbryczka - i bajka opowiedziała się sama. Spod pokrywki zaczęły wyrastać świeże i piękne kwiaty dzikiego bzu, a potem na wszystkie strony wystrzeliły duże gałęzie, rosły coraz wyżej i wyżej, aż przemieniły się w krzew, a potem w drzewo. Kwiaty ślicznie i mocno pachniały, a na drzewie siedziała stara, miła babunia w dziwacznej sukni zielonej jak liście, przetykanej białymi kwiatami. To właśnie była Bzowa Babuleńka.

Staruszek opowiadał i opowiadał, a chłopczyk słuchał, a może spał, rozgrzany dwiema filiżankami gorącej herbaty z dzikiego bzu. Wyobrażam sobie, że w tym czasie do wszystkich miłych i ciepłych zapachów dołączył jeszcze jeden: to w kuchni piekła się szarlotka z ciasta krucho-drożdżowego.

- Co, co, co?! Krucho-drożdżowego?!...

E, niech się Elżunia nie przeraża. To ciasto naprawdę łatwo zrobić, nawet pięcioletnimi łapkami. Trzeba tylko poprosić Mamę, żeby odważyła potrzebne produkty.

3 dkg drożdży niech Elżunia rozmiesza w kubeczku z łyżką ciepłej (nie gorącej!) wody i łyżeczką cukru.

15 dkg mąki proszę wysypać na stolnicę, dodać 10 dkg masła i 1 jajko, szczyptę soli, dwie łyżeczki cukru waniliowego i drożdże z kubeczka. Zagnieść ciasto szybko i energicznie, aż wszystkie składniki połączą się w gładką, elastyczną kulę.

Teraz następuje bardzo miła chwila: wałkowanie. Ciasto trzeba podzielić na dwie części. Jedną z nich, po rozwałkowaniu w kształt koła, wylepiamy formę tortową, wysmarowaną masłem. Wylepiamy nie tylko spód formy, ale i boki! Do takiej miseczki z ciasta wkładamy teraz twarde jabłka, obrane i pokrajane w cieniutki plasterki lub w kostkę. I na to wylewamy nadzienie.

Przepis na nadzienie: rozpuścić w rondelku 3 łyżki masła, dodać 4 łyżki cukru i mieszać tak długo, aż cukier się roztopi i nieco zrumieni. Wtedy dodać 10 dkg rodzynek i pozwolić masie nieco ostygnąć.



Po wylaniu nadzienia na jabłka, można jeszcze popudrować wszystko cynamonem - i nakryć drugą częścią ciasta, także rozwałkowaną w formę koła. Gdyby zostały jakieś okrawki ciasta, można z nich wyciąć kwiatki, listki lub serduszka i ułożyć na powierzchni szarlotki, lekko przyciskając, żeby się trzymały. Całość posmarować rozmąconym żółtkiem i posypać orzeszkami. Piec w temperaturze 185 stopni, aż ciasto urośnie i ślicznie się zrumieni, a zapach wypełni całe mieszkanie i dotrze nawet do sąsiada.

Może sąsiad jest miłym staruszkiem, który lubi opowiadać bajki?

A może jest niemiłym staruszkiem, który po prostu czuje się samotny i któremu nie ma kto upiec ciasta?

Nigdy nie wiadomo. W każdym razie tej pysznej szarlotki wystarczy na pewno dla trzech osób o normalnym apetycie.