Odpowiedzi

2009-11-03T18:32:16+01:00
Kolejna noc. Bezsensowną pustkę nieba rozdarł ogłuszający grzmot i bezlitosny ostry błysk. Oba tak niezależne i różne, a tak jednoczesne, że nie stwierdzisz, który z nich był pierwszy, a który następny. Oba tak stanowcze, że chmura nie wytrzymała uderzenia i wybuchła silnym płaczem. Drobinki szkła tłuką się o szyby i dachy domów, odreagowując przeżyty wstrząs. Inne w ciszy opadają w dół. Zapadają się pod ziemię ze wstydu, że nie dają już sobie rady. Jeszcze inne ukryte za źdźbłami trawy łkają cicho, nie znajdując pocieszenia...
Płakałyśmy tak razem - ja pod łóżkiem, pod kołdrą i te krople deszczu za oknem. Równoczesność wykonywania czynności, jaką było wydzielanie łez przez gruczoły do tego przeznaczone, nie sprawiała, że czułyśmy się w tym mniej odosobnione. Płakałyśmy więc razem, a jednak osobno. Tym bardziej samotne.
Nie myślałam o płaczu. Oczy same wypełniały się bezbarwnym płynem... Kiedy ciecz nie mieściła się w nich, zaczynała spływać gorącymi strumieniami. Lała się przez policzki, w których to zmaterializowane cierpienie wydawało się drążyć wąwozy, i wlewała się do uszu, bo ból istnienia, a raczej poczucie smutnej egzystencji sprawiało, że nie miałam już siły protestować i wycierać spłakane oczy. Za słaba, by przerwać obojętność wobec potoków łez, za słaba, by odegnać złe myśli. Leżałam bez ruchu. Miałam wrażenie, że krople deszczu spływały po szybie jak tylko mogły najwolniej. Umniejszały swój ból, patrząc na kogoś bardziej cierpiącego niż one same. Ale ja miałam wrażenie, że mają z tego ogromną satysfakcję, że napawają się tym widokiem. Wszystko mówiło mi w środku, że to czysta złośliwość. Dlatego odwracałam od nich i wzrok, i myśli. Starałam się nie patrzeć w ich kierunku, nie myśleć, nie słyszeć, żeby się nie pogrążać jeszcze bardziej.
Starczyła mi świadomość tego, że jestem sama. Że nie ma i nigdy nie było nikogo, o kim mogłabym powiedzieć, że jest moim, i który mógłby o mnie powiedzieć, że ja jestem jego.
Duszę moją męczy ta ciągła nadzieja, nieustanne oczekiwanie. Czy wypatruję czegoś, co ma nigdy nie nastąpić i kogoś, kto nigdy nie nadejdzie? Czemu serce moje formułuje tak ogromną ilość pytań, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć, a które, odbijając się o ściany duszy, powodują tak niewypowiedziany ból serca?

Kolejny kot wyskoczył oknem
A za kotem pies
Za nimi koń
I przyszła kolej na mnie
Skaczę razy pięć...
Skoczył kot
A za kotem pies
Za nim koń
A za koniem ja
Razy pięć
Skaczę razy pięć
Nie ma Cię
Samobójczy pęd...