Odpowiedzi

2010-04-12T18:06:19+02:00
Amsterdam Centraal Station, nawet o tak późnej porze tętnił życiem. Na peronach czekało kilkaset osób, sklepy - mimo późnej pory - pracowały, przyjmując klientów. Za dwie minuty miał pojawić się następny pociąg do Berlina. Gisela Scheer czekała. Za kilka godzin będzie w domu, pierwszy raz od dwóch lat, zobaczy matkę. Pracowała w Amsterdamie, była prawnikiem.
Właśnie zauważyła światła pociągu. Zbliżał się. Gisela mocniej zacisnęła dłoń na bilecie. Patrzyła na pociąg, był dwieście metrów od stacji.
Nagle coś przykuło jej uwagę, drzwi jednego z przedziałów otworzyły się i wyleciał z niego człowiek, nie ruszał się, wyglądał na martwego lub nieprzytomnego. Człowiek potoczył się po sąsiednich torach i nie ruszał się.
Nie tylko Gisela zwróciła na niego uwagę. Wiele głów kierowało się w tamtą stronę. Ktoś ruszył w kierunku człowieka, jakaś kobieta w średnim wieku wyciągnęła komórkę i zaczęła dzwonić po karetkę. Gisele podbiegła do człowieka, który wypadł z pociągu.

Amsterdam, 7 października 2007 r.
godzina 23:30

- Co z nim? - spytał Lennard Karg, amsterdamski policjant.
- Na razie jest w śpiączce, myślę jednak, że niedługo powinien się wybudzać. Ktoś podał mu Thiopental.
- Czy to nie...
- Tak to lek, który zwykle podaje się, aby wywołać krótkotrwałą śpiączkę i wyjąć człowiekowi narządy do przeszczepu. Udało Wam się ustalić jego tożsamość? - lekarz kiwnął głową w kierunku młodego człowieka, z ciemnymi włosami o którym właśnie toczyła się rozmowa.
- Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, nie ma go w żadnej bazie danych, musimy poczekać aż się wybudzi.
- Pytanie czy będzie cokolwiek pamiętał. I jeszcze jedno. Znaleźliśmy przy nim - lekarz włożył rękę do kieszeni i wyjął mały kwadracik, dwa na dwa centymetry i podał policjantowi - to. Cóż to jest?
Policjant przyjrzał się uważnie i kiwnął głową.
- To nadajnik GPS. Takie nadajniki to dzieła amerykanów, a konkretniej mówiąc CIA. - policjant powiedział to delikatnie się krzywić. Nikt, żadne służby państwowe nie lubiły kontaktów z CIA. Zawsze, gdy centralna Agencja Wywiadowcza prosiła jakieś służby o pomoc kończyło się to stratami. Czy to w ludziach, czy też finansowymi. Ostatnio, podczas pościgu za jednym z niebezpiecznych - zdaniem CIA - obywateli USA mieszkającego w Holandii zniszczono dwa nowe radiowozy.
- Ten nadajnik raczej na pewno należy do Amerykanina. Przyślę jutro kogoś z ambasady. Proszę- powiedział i oddał nadajnik lekarzowi. - Jak się obudzi niech mu pan to odda.
- Oczywiście - powiedział lekarz sam do siebie, bo Karg już wyszedł. Lekarz westchnął, wsunął nadajnik do kieszeni i wyszedł z sali, mając przed sobą nieciekawą perspektywę długiego, męczącego dyżuru.

Fort Meade - siedziba NSA, USA, 8 października 2007 r.
godzina 0:05

- Co się dzieje z Auldrigem? - spytał spokojnym głosem Kenneth Mills szefa zespołu odpowiedzialnego za akcje na ternie Europy, dyrektor NSA. Czekał na najświeższe informacje dotyczące jego najlepszego agenta - Paula Auldrige'a. Niestety kilka godzin temu agencja straciła z nim kontakt. Miał zlikwidować jednego z głównych współpracowników rosyjskiego miliardera, zagrażającego w poważny sposób USA.
- Z tego, co udało nam się ustalić, to Baranov nadal żyje, a Auldrige zniknął... - powiedział Patrick Smath.
- Ustalcie jak najszybciej co się z nim dzieje... - powiedział Mills.
- Oczywiście - odpowiedział szybko Smath i opuścił przeszklony, naszpikowany wszystkimi możliwymi systemami bezpieczeństwa gabinet Millsa.
Dyrektor wstał z fotela i spojrzał przez przeszkloną ścianę gabinetu w dół, na sztab, który zajmował się tajnymi akcjami NSA. Kilkaset najinteligentniejszych ludzi ameryki we współpracy
z najnowszymi osiągnięciami techniki szukało Paula Aldrige'a, który zaginął.
2 1 2