Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2009-11-04T16:00:13+01:00
Na skraju lasu, na stoku Orlicy, skąd roztaczał się rozległy widok na Góry Stołowe i Bystrzyckie stało dwóch mężczyzn. Ubrani byli podobnie. W mocne skórzane buty, spodnie zwane pumpami, ciepłe wełniane swetry i takież skarpety oraz czapki z daszkiem. Ubiór niższego mężczyzny nosi cechy wyszukanej elegancji, a drugi - wysoki, barczysty z obfitym zarostem miał odzienie wskazujące raczej na proste pochodzenie. Rozmawiali o czymś żywo gestykulując.


ora wyjawić, że jednym z mężczyzn był książę Mansfield Coloredo - pan rozległych włości przynależnych do zamku w Opocznie (Czechy), a drugim - Henryk Rübartsch z Zieleńca, piwowar i właściciel gospody oraz niewielkiego schroniska na Orlicy.

Po oprowadzeniu księcia po okolicznych górach Rübartsch zaprosił go do gospody na poczęstunek. Jadło było znakomite, a i kłodzkie piwo smakowało księciu wybornie. Na kominku wesoło buzował ogień, a w ciepłej schludnej izbie, której ozdobę stanowiły drewniane rzeźbione sprzęty zapadł zmrok.

- No teraz spokojnie opowiedz skąd się tu wziąłeś i jak ci się wiedzie - odezwał się książę.

Rübartsch sądził, że to dobra okazja na przedstawienie nurtujących go spraw, tym bardziej iż wyczuwał sympatię księcia. Jął więc opowiadać.

- Jaśnie książę! Moi czescy rodzice,... świeć Panie nad ich duszami! Pravoslaw i Radomila Rybařovie nie chcąc wyrzec się protestanckiej wiary, wyznawanej od pokoleń musieli opuścić rodzinne Strakonice i osiedlili się we wsi Niwa leżącej miedzy Polanicą a Wambierzycami. Ja urodziłem się w 1852 r. w Niwie pod nazwiskiem Rübartsch ponieważ rodzice zmienili brzmienie nazwiska z czeskiego na niemieckie. Po zdobyciu zawodu piwowara udałem się na wędrówkę po Niemczech aby między innymi doskonalić się w fachu. Zakończyłem ją służbą wojskową w Saksonii. Po śmierci starszego brata Józefa osiedliłem się w Zieleńcu i chciałbym tu pozostać do końca życia. Obawiam się jednak, że to nie będzie możliwe, bo wciąż napotykam na jakieś trudności.

Tu przerwał opowiadanie..., jakby chciał sprawdzić zainteresowanie słuchacza jego wynurzeniami, a kiedy usłyszał:

- A jakież ty możesz mieć kłopoty w tej rzadko odwiedzanej głuszy?

Rübartsch zaczął mówić szybciej, jakby obawiając się że nie zdąży wszystkiego opowiedzieć zanim cierpliwość szanowanego gościa skończy się.

- Zimą rzeczywiście przychodzi tu niewiele ludzi, bo utrudnia to obfity, kopny śnieg zalegający często i przez pół roku. Nawet wtedy i ja mam trudności z poruszaniem się po okolicy. Przydałby się specjalne deski, o których słyszałem, że korzystają z nich w zimie Skandynawowie. A skąd je wziąć? Jak się nimi posługiwać?

Coloredo jakby nie słyszał tych pytań i poprosił by Rübartsch mówił dalej:

- Dawniej, jak pewnie jaśnie panu wiadomo bywało tu wielu sławnych ludzi. Ot choćby cesarz austriacki - Józef II w 1779 r., w czasie wojny austriacko - pruskiej zwanej kartoflaną, a w 1800 r. niejaki Adams - późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych, bywał tu i znany polski kompozytor - Fryderyk Chopin, przebywający w 1826 r. na kuracji w Dusznikach. Stamtąd przychodziło wielu kuracjuszy.

Teraz i latem jest znacznie mniej gości, a nieznani sprawcy okradają mnie i niszczą urządzenia, które zbudowałem dla wygody wędrowców. Odnoszę wrażenie, że ktoś chce się mnie pozbyć. Władze powiatowe nie godzą się na zbudowanie wieży widokowej. A cóż to za wycieczka bez podziwiania przepięknych widoków na całe Hrabstwo Kłodzkie, a po austriackiej stronie Sudetów zachodnich na Śnieżkę?

Nie wiem czy nie trzeba będzie opuścić tego coraz mniej przyjaznego miejsca. Szkoda! ... bo włożyłem tu wiele pracy i wysiłku. Wytyczyłem ścieżki spacerowe, zbudowałem wieże widokowe. Oprowadzałem ludzi aby zwiększyć ich zainteresowanie wędrówkami górskimi i pobytem w Zieleńcu.

Mówił coraz wolniej jakby zastanawiał się czy rzeczywiście warto mobilizować się jeszcze do działań.

Książę odgadł jego niepokój i przybierając wesoły ton głosu powiedział:

- Rzeczywiście posiadasz Henryku rzadko spotykaną wśród ludzi pasję. Dlatego chętnie ci pomogę. Przechytrzymy niesprzyjające ci władze. Razem sprostamy wszystkim trudnościom.

Przyjdź do mnie, a dam ci parę desek, które nazywają nartami. Przywiozłem kilka takich par z myślą, że wyposażę w nie moich leśniczych ale dla ciebie znajdzie się para. Pokażę ci także, jak się nimi posługiwać !

A wieżę?..., tu zastanowił się chwilę, zbudujemy tuż przy granicy na mojej ziemi, tak wysoką by sięgała ponad wierzchołki drzew i długo służyła ludziom.

- Dobrą rękę miał jaśnie pan książę Coloredo! To on zaszczepił mi na nowo wiarę, że jestem tu potrzebny - mówił Rübartsch ludziom odwiedzającym coraz liczniej Zieleniec. A trzeba przyznać, że był wspaniałym, o rozległej wiedzy, gawędziarzem i propagatorem Zieleńca jako miejsca turystyki i sportów zimowych.

To Rübartsch zostawił pierwszy ślad nart w tej okolicy. Demonstrując ludziom jazdę na nartach zachęcał ich by również znajdowali w tym przyjemność. A jazdę na bukowych deskach, które miały jeszcze wówczas 240 cm długości, rzemienne wiązania i tylko jeden kijek opanował po mistrzowsku.

Dopiero po latach umożliwiono mu zakupienie ziemi w Zieleńcu na własność.

Nawet bujne i pełne pasji życie ma swój kres. Henryk Rübartsch zmarł w wieku 78 lat, po trzydniowej chorobie, 29 marca 1930 r. Całym swoim życiem dorobił się sławy po obu stronach granicy. Był postacią znaną w środkowych i wschodnich Niemczech. Nazywano go Liczyrzepą (Rübezahl) z Orlicy lub Kłodzkim Liczyrzepą a najczęściej po prostu Ojciec Rübartsch.

Okolicznościowy artykuł w czasopiśmie Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego (GGV) - "Die Grafschaft Glatz" poświęcony Rübartschowi kończą słowa: "Rübartsch nie żyje ale jego duch żyje nadal w jego dziełach. Nie można sobie wyobrazić Orlicy bez jego dokonań. Należy je zachować w pamięci i dalej pielęgnować".
4 2 4