Odpowiedzi

2009-04-26T17:50:00+02:00
Dlaczego rosjanie nie pomogli powstaniu.
Moim zdaniem a dlaczego mieli by pomagać? Pomijąc nawet fakt że powstanie było ostatnim elementem planu Burza i politycznie było wymierzone przeciw rosjanom - to atakowanie lewego brzegu silnie bronionego, w mieście było by niepoważne - polacy próbowali bez rezultatu - nawet po zdobyciu niewielkiego przyczułka, trzeba byłoby wybudować most pontonowy pod ogniem licznej i doskonale wstrzelanej niemieckiej artylerii. Lepiej było zdobywać przyczułek pod Studziankami.
Militarnie powstanie miało by sens, gdyby jego celem było - w koordynacji z Armią Czerwoną - zdobycie i utrzymanie mostów na Wiśle. Wystarczy popatrzyć na mapy z tamtego okresu by zobaczyć że w okolicy Warszawy nie było żadnych innych mostów (najbliższe bodajże kolejowy Dęblin i na terenie twierdzy Modlin). Poza tym z lewobrzeżnej Warszawy rozchodzą się promieniście drogi (także kolejowe), na Kraków i Gdańsk, na Śląsk, Łódz i oczywiście na Poznań (i Berlin!). Przyczułek w Warszawie z jednym lub kilkoma mostami to prezent którego nikt, nawet Stalin by nie odrzucił. Nawet za cenę rzucenia do walki np. dwóch gwardyjskich dywizji pancernych, paru pułków lotniczych i sporej ilości artylerii przeciwlotniczej do obrony mostów.
Warunkiem jednak były mosty. a tych powstańcy niezdobywali i nie zdobyli. Bez mostów, zdobywanie trzymanego przez niemców powiśla nie miało najmniejszego sensu. A los powstańców ( polskich panów) rosjan obchodził tyle co zeszłoroczny śnieg. Poza tym aby strzelać czy latać trzeba mieć paliwo i amunicję - nad Wisłą nie gdzieś w rosyjyjskich stepach. Nie darmo przerwa w działanich miała potrwać do stycznia. Trzeba było odbudować drogi, tory, lotniska, szpitale polowe i zgromadzić zapasy paliwa i amunicji.
Tracenie tych niewielkich ilości jakimi wtedy nad Wisła dysponowali rosjanie na pomoc powstaniu, przy niewielkich szansach na zdobycie i utrzymanie przyczułka, było dla rosjan rozrzutnością na którą - obawiam się - w żadnym razie nie mogli sobie pozwolić. Zresztą po co? W obronie sojuszników (jak ich określa "Rothman")? Takich sojuszników to on już utracił wielu. W Katyniu, na syberii etc, etc, inni z Anersem walczyć na trzeciorzędnym (dla Stalina - a jak się potem okazało i dla polski) froncie. Przebazowanie polskich dywizjonów z Angli nie wchodziło w rachubę - rosjanie nie mieli nadmiaru lotnisk - i zerwali stosunki dyplomatyczne z rządem londyńskim. (Nie trzeba chyba dodawać że pretekst mieli doskonały - współpraca polskiego rządu z niemcami w sprawie Katyńskiej.) Nie mogli też dopuściś do kontaktów swoich wojsk z "obcymi ideowo" przedstawicielami innych armii alianckich, przedstawicielami lepiej wykształconymi, reprezentującymi wyższą kuturę i status materialny. Jak określił to J. Beck "lepiej stracić wolność jak ustrój".