Odpowiedzi

2010-04-13T16:01:40+02:00
10.04.2010 godzina 8.56 pod Smoleńskiem doszło do strasznej tragedii... Samolot w którym leciały najważniejsze głowy państwa rozbił sie i stanął w ogniu. Nikt tego nie przeżył...
Gdy tylko sie dowiedziałam o całym tym zajściu byłam wstrząśnięta... bo jak to się mogło stać ? Jak to możliwe ?
Prezydencka Para łącznie z tyloma osobami nie żyją ?
To było coś nieprawdopodobnego... nie mogłam a może raczej nie chciałam uwierzyć w to co się stało... Myślałam że to tylko zły sen gdzie zaraz się obudze i wszystko będzie wporządku... jednak nie stało sie tak... oczywiście media trąbiły o tej sensacji od godziny 9.00 rano... Gdy wszystko do mnie dotarło, pomyślałam że to jednak prawda... a przecież jak że to ogrmona strata dla naszego państwa ? Chyba nigdy do końca się z tym nie pogodze..
Zginęli jednak w honorowej sytuacji, gdyż lecieli upamiętnić śmierć zamordowanych tam swoich przodków.
i to jest w tym wszystkim najlepszym pocieszeniem.
2010-04-13T16:09:13+02:00
To bylo Gdy byłam mała .Moja babcia zachorowała i mama pojechała z nią do szpitala a tata był we Francji.Mama nie miala czasu prosić sąsiadki aby sie mną zaopiekowała tylko zamknęla od zewnątrz w domu.Po drodze miala zadzwonic do sąsiadki zeby sie mną zajęła.Rozpętala sie straszna burza i drzewo odcieło droge karetce.Od dziecka balam się burzy wiec tuliłam sie do mojego misia.W pewnym momencie uslyszalam straszny grzmot i zobaczyłam wielką płonącą kule która uderza w mój dom od strony drzwi.Był pozar,ogien wdzieral sie wszędzie a okna byly zablokowane.To bylo straszne.W lazience slyszalam pisk mojego psa owczarka niemieckiego zetona i balam się mu pomóc.Chciałam dosiegnąć uchwytu od okna i zwalilam sobie na nogi regal w ten sposób,ze na niego wyszlam.Juz myslalam ze to koniec,ogień dochodzil do pokoju,gdy wskoczyl syn sąsiadki przez wybite okno i mnie wyciągnąl.Dom spłonął bo byl drewniany a mój piesek przyjaciel od 7 lat zginął.
Przedewszystkim towarzyszyl mi strach ale i chec ratowania się.Mam zal do siebie ze nie próbowala ratowac zetona ale teraz nic na to nie poradze.
Nigdy tego nie zapomnę,zresztą pewna czesc mojej osoby mi na to nie pozwoli,regularnie przypominając w snach,w szczeku duzego psa na ulicy,w blasku zapalonej zapałki.Nigdy tez nie zapomne mojej babci która wtedy umarła.I rani mnie gdy ktoś smieje sie ze mnie,ze panicznie sie boje burzy choć jestem juz taka duza.Mysle -Człowieku co ty o mnie wiesz?Spotkaj sie ze smiercią,wejdz do pulapki z ognia a potem pogadamy.A jak będe miala syna to nazwe go Tomek tak jak mój bochater,który wtedy miał 17 lat.