Odpowiedzi

2010-04-13T15:51:55+02:00
Kto jest mordercą? Ten, a może tamten? W farsie jak w życiu

"Szalone nożyczki" w reż. Marcina Sławińskiego z Teatru Bagatela w Krakowie na XIV Karnawałowych Spotkaniach Teatralnych w Rzeszowie. Pisze Andrzej Piątek w Gazecie Codziennej Nowiny.

ŤKażdy z nas może być oskarżony

Farsą "Szalone nożyczki" lekko i z wdziękiem Teatr Bagatela z Krakowa rozpoczął 2 i 3 lutego w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej 14. Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe.
W którejś minucie tej komedii kryminalnej, wyreżyserowanej przez Marcina Sławińskiego, ktoś nożyczkami ukradzionymi z zakładu fryzjerskiego brutalnie morduje pianistkę mieszkającą piętro wyżej. Kto to, w spektaklu "Szalone nożyczki" jest pytaniem do widza, który musi zająć stanowisko w tej sprawie. Rzecz jasna, wobec konkretnej sytuacji w farsie. Czy jednak wyłącznie w farsie, w teatrze, w tej ulotnej chwili w nim spędzanej?

Widzu, prowadź!

"Szalone nożyczki" bez publiczności nie istnieją. Na scenie mamy salon fryzjerski, a w nim fryzjerkę od kobiecych koafiur i fryzjera z gatunku "kochających inaczej". Klienci, to małżonka bogatego biznesmena, uczesany gładko facet i młodzian o mętnym spojrzeniu. Także robociarz w kasku - postać, jak się okaże, kluczowa. Odchodzi strzyżenie, mycie, golenie, nawijanie włosów na wałki, suszenie, modelowanie. Wszystko to byłoby czymś naturalym, gdyby nie dudnienie fortepianu z piętra wyżej. Nagle cisza - i wrzask! Ktoś zabił pianistkę! W oka mgnieniu okazuje się, że robociarz w kasku to oficer policji, a mętny młodzian jest jego asystentem. Nikt stąd nie wyjdzie, nikt nie opuści widowni, jeśli nie wykryjemy zbrodniarza! Właśnie ciebie, widzu, policjant o to zapyta. Nawet w czasie przerwy! Świadkiem jesteś! Masz powiedzieć, coś widział, zdecydować, kto zabił. Masz pojąć, że nie jesteś w teatrze, ale masz w rękach autentyczną władzę. Oczywiście nie nad sobą, ale nad tym drugim, na scenie, a może obok? Bo ty, jako ty, jesteś poza wszelkim podejrzeniem!

Wielka prowokacja

W zamierzeniu twórców spektaklu "Szalone nożyczki" ta gra z publicznością jest świetną, farsową zabawą. Niemniej na kanwie zdrowego rechotu nie sposób nie pomyśleć, że spektakl ten prowokuje do zamyślenia się nad sobą i do refleksji, czy nie za łatwo wydajemy sądy o innych? "Szalone nożyczki" to nie tylko błyskotliwe dialogi, szybka akcja i śmiech do bólu. Chociaż rzecz cała toczy się niewinnie w salonie fryzjerskim, nad którym popełniono tajemnicze morderstwo.ť

Andrzej Piątek
Nowiny Gazeta Codzienna nr 26/06.02.07
07-02-2007

Paweł Głowacki
Wyznania szczerego entuzjasty teatru

Przebudzenie widza

W teatrze Bagatela, w dwudziestej minucie wyreżyserowanej przez Marcina Sławińskiego farsy Paula Pörtnera "Szalone nożyczki", ktoś nożycami wyniesionymi z zakładu fryzjerskiego w sito zmienił szyję legendarnej pianistki Richter, mieszkającej nad zakładem. Kto dziurawił? Klasyczne pytanie kryminału. W Bagateli jest to pytanie - do ciebie, widzu. Tak, bo tym razem w teatrze nie wystarczy siedzieć, w nosie dłubać i gapić się jak cielę na pełne wymię.
Jan Nowicki - aktor prawie legenda, zarazem majestatyczny twórca subtelnych felietonów - w wywiadzie dla "Głosu Szczecińskiego" z właściwą sobie klarownością stawia tezę nie do obalenia: "Widownia jest głupia jak but". Po czym denny stan głów dzisiejszych przeżuwaczy teatru i filmu tak wyjaśnia: "Jeżeli ktoś w wieku dziewięciu czy dziesięciu lat ogląda latynoskie seriale, "M jak miłość" i te wszystkie gówna, które nas otaczają, w wieku lat osiemnastu nie będzie widzem wyczekującym na rzeczy wyszukane".
Wstrząsająca ta, wstrząsająca i wiekopomna teza mistrza Jana przypomniała mi się właśnie na premierze "Szalonych nożyczek". Rzecz w tym, iż w dziele Sławińskiego publiczność to alfa i omega, punkt wyjścia i dojścia, przedmiot troski najwyższej, słowem - w "Szalonych nożyczkach" publiczność jest najważniejsza.
Tak, lecz najważniejsza inaczej niż we wszystkich tych, żałośnie świętoszkowatych, cynicznie cieplutkich wyznaniach artystów scen nadwiślańskich, którzy niepoczytalnie kwilą, iż szalenie, najbardziej w świecie kochają publiczność, że tylko dla publiczności ukochanej się trudzą i trudzić będą, bo publiczność jest - najważniejsza! Po czym nasz "kwilaczek-dziwaczek" na proscenium staje i pod nosem konfabuluje tak okrutnie, że ukochana jego publiczność nie pojmuje ni dudu, tak w ostatnim, jak i pierwszym rzędzie. I co ty na to, widzu? Dalej cieszy cię pełne wymię?
Zatem - nie. W Bagateli widownia nie jest najważniejsza w sensie nadanym temu słowu przez "kwilaczków-dziwaczków". Na "Szalonych nożyczkach" publiczność jest najważniejsza w sensie ścisłym, a nawet skrajnym. Nie jest na zewnątrz, lecz wewnątrz fikcji. Nie jest krawędzią opowieści, lecz jej częścią. Inaczej powiem. O ile wszystkie grane dziś w Polsce przedstawienia na dobrą sprawę mogłyby być grane przy pustej widowni (i w ośmiu przypadkach na dziesięć, na przykład w Narodowym Starym Teatrze, działoby się to z wielkim pożytkiem dla publiczności), o tyle "Szalone nożyczki" są bez publiczności zwyczajnie niemożliwe. Nie istnieją.
Oto na scenie - wspomniany salon fryzjerski. W nim - obsługa. Barbara Markowska, fachowiec od kobiecych koafiur - czyli wiele dająca do myślenia aktorka Aleksandra Godlewska, w fartuszku jeszcze więcej dającym do myślenia. Obok Antoni Wzięty, specjalista od fryzur męskich - czyli aktor Wojciech Leonowicz, wybornie, z wielką dyskrecją grający mężczyznę, jak to się mówi, z gatunku "mękkuchnych, oj, nadgarstuniów, aj". Obsługa zatem. No i klienci.
Wręcz rezydentka, niejaka pani Dąbek (Ewa Mitoń). Ponury rudzielec Edward Wurzel (Przemysław Branny). Mętny Michał Tomasiak (Przemysław Redkowski). Wreszcie wlezie jakiś robociarz w kasku - postać kluczowa... No i odchodzi strzyżenie, mycie głów, golenie, nawijanie włosów na wałki, suszenie, modelowanie. Seans upiększania toczy się i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dudnienie fortepianu piętro wyżej. To nieszczęsna Richter gra i gra...
Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś inny wraca... Nagle - wrzask. Ktoś zadźgał Richter! Wtedy okaże się, że robociarz w kasku to porucznik policji Dominik Kowalewski, a Tomasik - to jego asystent. Nikt stąd nie wyjdzie, dokąd nie wykryjemy zbrodniarza! Śledztwo się zaczyna. Kto zabił? Właśnie ciebie, widzu, porucznik o to zapyta z proscenium. Świadkiem jesteś. Masz opowiedzieć, coś widział. Masz zdecydować, kto dźgał. Naprawdę - jesteś sednem opowieści.
Masz oceniać, masz decydować, ergo - masz pojąć, iż w teatrze nie jesteś już tylko tym mętnym cielęciem, co się na scenę bezrefleksyjnie gapi i czeka, aż teatr mu wymię w gardło wsadzi, naciśnie i wsączy jakieś prawdy do wierzenia na słowo. Rzecz jasna, ta w Bagateli gra z publicznością miała być i jest tylko świetną, fachowo odegraną, farsową zabawą dwugodzinną. Tylko i aż. Aliści, na kanwie tego zdrowego rechotu nie sposób nie pomyśleć o powszechnej jakiejś cielętowatości teatromanów polskich.
Mistrz Jan w wywiadzie, rzecz jasna - prowokuje. Prowokuje i ma nadzieję, że skutecznie, bo już chyba ma dość tych stad cielęcych na widowniach kin i teatrów, stad tępo przyjmujących wszystko, co im się wtyka w gardło, lichą wodę biorących za świeże mleko, boć to, panie, żywy Stary Teatr, żywy Wajda, żywy Stuhr, słowem - żywy dzwon Zygmunta, więc jakże tu, panie, swoje pięć groszy wtykać? Toż to, panie, nie uchodzi! Lepi cicho być! Ano - zwyczajnie wtykać trzeba.
Zwyczajnie, teatromanie, po ludzku, jak Pan Bóg przykazał, zacznij w sobie - decydować, wybierać, myśleć, nie zgadzać się, gardzić, zachwycać się, przyjmować albo odrzucać to, co ci serwują "kwilaczki-dziwaczki". Po prostu - przestań się w teatrze bać olimpijskości teatru. Tak jak w Bagateli widownia ostro gada z artystami - tak ty z nimi zawsze po cichu gadaj w głowie swej. Nie siedź jak bezwolne cielę. Przeczytaj wreszcie "Czarodziejską górę", dramaturgiczny tom "Pokolenie Porno" zawieś w miejscu rolki i swą swobodą, prezentowaną w teatralnym fotelu - udowodnij mistrzowi Janowi, żeś nie jest głupi jak but.

Teatr Bagatela. Paul Pörtner "Szalone nożyczki". Reżyseria Marcin Sławiński. Scenografia Joanna Schoen. Opracowanie muzyczne Marcin Sławiński.

Wstrzymaj akcję

"Szalone nożyczki" w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Bagatela w Krakowie. Pisze Włodzimierz Jurasz w Gazecie Krakowskiej.

Do stojącego na scenie telefonu podchodzi jeden z aktorów. Podnosi słuchawkę, wykręca numer. - Z prezesem Filipiakiem proszę. - Jak to, kto mówi? Bogusław Cupiał.- Gdy po drugiej strome rozlega się głos rozmówcy, aktor wykrzykuje do słuchawki: - Biała-Gwiazda, jazda,jazda, jazda!!! To tylko jeden z wielu krakowskich elementów, wprowadzonych do szwajcarsko-amerykańskiej farsy Paula Portnera "Szalone nożyczki", której premiera odbyła się w sobotę na scenie krakowskiego Teatru Bagatela.
Rozgrywająca się w salonie fryzjerskim komedia kryminalna jest swoistym teatralnym ewenementem. Nie tylko dlatego, że w Ameryce nie schodzi z afisza od 20 lat i trafiła nawet do Księgi Guinnessa. Także dlatego, że to pierwszy w Krakowie spektakl interaktywny, w którym publiczność może włączać się w przebieg akcji, a nawet decydować o zakończeniu!
Policjant prowadzący sceniczne dochodzenie w sprawie morderstwa odwołuje się do widowni, zadaje jej pytania niczym świadkom, pyta ojej opinie, przeprowadza głosowanie decydujące o wytypowaniu zabójcy. Jednym słowem - wciąga publiczność do zabawy. - Kiedy po raz pierwszy podejmowałem się realizacji "Nożyczek" obawiałem się, że ten rodzaj spektaklu może się u nas nie przyjąć. Są istotne różnice w mentalności i codziennym zachowaniu między Polakami a Amerykanami. My jesteśmy powściągliwi; wstydzimy się siebie, publicznych wystąpień etc. Amerykanie są bardziej bezpośredni - mówi reżyser przedstawienia Marcin Sławiński.
Obawy reżysera okazały się bezpodstawne. Krakowska publiczność, podobnie jak było wcześniej w Łodzi, Wrocławiu czy Bielsku, stanęła na wysokości zadania, włączając się w przebieg spektaklu, nawiązując kontakt z aktorami. Można rzec, że sobotnią premierę wręcz "zrobił" Bagateli Konrad Myślik, ongiś znakomity radiowiec, dziś biznesmen, który swym wspaniale ustawionym głosem wzbudzał nawet podejrzenia o założoną z góry współpracę z Teatrem. Czemu jednak przekonywująco zaprzeczał.
Takie improwizowane przedstawienie to wielkie wyzwanie dla aktorów. Cały zespół spisał się jednak znakomicie, choć największe brawa należą się Łukaszowi Żurkowi w roli śledczego, ciągnącemu spektakl.
Znakomity pomysł, znakomite wykonanie, rewelacyjna publiczność.

"Wstrzymaj akcję", Włodzimierz Jurasz, Gazeta Krakowska nr 79/03.04.06, 05-04-2006
Joanna Targoń 25-04-2006

Szalone Nożyczki - Bagatela

Jeśli chcesz wiedzieć, kto zabił, zadecyduj sam - takie, na pierwszy
rzut oka dziwne, zadanie mają widzowie nowego spektaklu w Bagateli.

Ile razy, czytając kryminał, typowaliśmy zbrodniarza, zastanawialiśmy
się nad sprytnie zakamuflowanymi poszlakami, podejrzliwie przyglądaliśmy
się charakterom i pobudkom? Czasami autor był górą, czasami my. Wyścig z
autorem w rozwiązywaniu zagadek to jedna z przyjemności czytania
kryminału. Twórcy "Szalonych Nożyczek" wpadli na szatański pomysł
przeniesienia tego wyścigu, dokonywanego zwykle w intymnych warunkach
czytelniczych i bez świadków, na teatralną widownię. Publiczność musi
nie tylko wykazać się pamięcią i spostrzegawczością (proszona jest o
pomoc w rekonstrukcji zdarzeń), ale i typuje (przez głosowanie)
zbrodniarza. Każdego wieczoru spektakl toczy się nieco inaczej, no i ma
inne zakończenie. Na kogo wypadnie, na tego bęc - i za kratki

Zaczyna się całkiem zwyczajnie. W salonie fryzjerskim Szalone Nożyczki
trwa codzienna praca. Basia (Aleksandra Godlewska) maluje sobie
paznokcie, Tonio (Wojciech Leonowicz) w kokieteryjnym różowym fartuszku
strzyże nieco oszołomionego klienta (Przemysław Redkowski). Myślę, że
każdy kiedyś uległ fryzjerskiej przemocy i charakterystycznemu dla
takich zakładów sprowadzeniu do roli przedmiotu, doceni więc pierwsze
sceny - lekkie, zabawne i pełne dobrze podpatrzonych szczegółów.

Powoli zawiązuje się intryga, pojawiają się kolejni bohaterowie:
pretensjonalna żona posła pani Dąbek (Ewa Mitoń), ponury "byznesmen" z
teczką (Przemysław Branny), robotnik w drelichu (Łukasz Żurek). A z góry
dochodzą dźwięki fortepianu, na którym gra sławna ongiś pianistka
Izabela Richter. To ona będzie ofiarą, zabita fryzjerskimi nożyczkami
przez jedną z osób obecnych w zakładzie.

Zabawę napędzają dwa motory: współudział widzów, co wymaga od aktorów
szybkiej orientacji i zdolności do improwizacji, oraz koloryt lokalny,
bo "Nożyczki" mają się dziać w tym mieście, gdzie są właśnie grane.
Zamordowaną pianistkę wspomina więc w RMF Józef Opalski, handlujący
antykami ponurak umawia się pod Halą Grzegórzecką, pani posłowa mieszka
na Woli Justowskiej i tak dalej. Bardzo różnie z tymi dowcipami bywa,
chwilami są przyciężkie, a bohaterowie rysowani nazbyt grubą,
karykaturalną kreską. W sumie jednak maszynka działa sprawnie, w czym
duże zasługi ma Łukasz Żurek, na którego spada odpowiedzialne zadanie
nie tylko prowadzenia śledztwa, ale przede wszystkim prowadzenia
konwersacji ze świadkami, czyli widzami.
3 1 3