Odpowiedzi

2010-04-14T21:45:50+02:00
Nadeszła jesień, po raz kolejny minął sezon żeglarski. Jest to najlepszy czas na marzenia i planowanie kolejnych wypraw. Pierwszym impulsem do rozmyślań o dalekiej wyprawie po Karaibach były książki przygodowe o piratach, czy dalekich rejsach po ciepłych morzach. Kolejnym – film „Piraci z Karaibów”. Ale tę ostateczną, przysłowiowa kropkę nad i postawiła moja córka, mówiąc: „tato obiecałeś, mieliśmy tam pożeglować”. Decyzja zapadła, lecimy „tam” samolotem, a następnie na wyczarterowanym jachcie spędzamy 2 tygodnie poznając nowe lądy i morza.

Pierwszy krok to wybór miejsca i czasu. Po rekomendacji znajomych żeglarzy wybór miejsca padł na Wyspy Nawietrzne, leżące w archipelagu Małych Antyli na Morzu Karaibskim. Jedyną słuszną porą roku jest „nasza zima”, a szczególności okres szkolnych ferii zimowych, ze względu na dzieci i młodzież mającą uczestniczyć w rejsie. Jest to również optymalny okres żeglugowy ze względu na panujące tam warunki atmosferyczne, przede wszystkim korzystne wiatry. Zaplanowałem rejs z Martyniki w kierunku południowym (z wiatrem), a celem podróży miały być wyspy Tobago Cays. Po drodze mieliśmy odwiedzić kolejne wyspy archipelagu Windward Islands: St. Lucia, St. Vincent, Bequia, Canouan, Mayerau, Mustique, Union, Palm i Petit St. Vincent.

WINDWARD ISLANDS – Wyspy Nawietrzne położone są w południowej części archipelagu Małych Antyli (The Lesser Antilles) w tzw. Indiach Zachodnich (West Indies) i rozciągają się na południe (ok. 480 km) od Leeward Islands (Wysp Zawietrznych) w kierunku NE od Wenezueli. W ich skład wchodzą, za wyłączeniem Barbadosu i Trynidadu, wyspy takie jak francuska Martinique i do niedawna British Windward Islands (Brytyjskie Wyspy Nawietrzne o pow. 1810 km2) składające się z Dominica, Grenada, Saint Lucia, and Saint Vincent and the Grenadines. Do Saint Vincent and Grenadienes należą liczne wyspy takie jak Bequia, Mustique, Canouan, Mayreau, Tobago Cays, Union, Palm, Petit St. Vincent.
Historia. Wyspy zostały odkryte przez Krzysztofa Kolumba w 1498. Przez wiele lat toczone były walki pomiędzy Anglia a Francją o dominacje nad wyspami. Od 1804 do 1958 były kolonią koronną Wielkiej Brytanii. W 1969 roku stało się państwem stowarzyszonym z Wielką Brytanią o rozbudowanym samodzielnym wewnętrznym samorządem. Saint Vincent i Grenadyny jest republiką, wchodzącą w skład brytyjskiej Wspólnoty Narodów od czasu uzyskania przez nią niepodległości w 1979 roku.
Klimat. Wyspy są pochodzenia wulkanicznego, panuje tam klimat tropikalny, wilgotny. Pora mokra występuje w okresie od końca lipca do końca września. Temperatury wahają się w zakresie 21-32 C przez cały rok, niezależnie od pory dziennej, czy tez nocnej.

Czas lokalny = GMT-4. Nie występuje Daylight-Saving Time.
Językiem urzędowym jest język angielski z jego francusko-pochodną odmianą Creole Patos.
Walutą jest East Caribbean Dollar XCD często EC$ (o przeliczniku ok. 1 US Dollar = 2,6-2,7 East Caribbean Dolar).
Zainteresowanych poszerzeniem wiedzy odsyłam na strony:
http://www.caribbean-adventure.com/ http://www.svgtourism.com/ http://www.stlucia.org/ http://pl.wikipedia.org/wiki/Saint_Vi ncent_i_Grenadyny

Drugi krok to dobór załogi. Początkowo miałem obawy, czy uda się w ogóle kogoś namówić, ale okazało się, że chętnych jest zdecydowanie więcej niż może pomieścić jeden jacht. Ostatecznie zdecydowało się 21 osób wchodzących w skład 6 rodzin. Potrzebne zatem będą dwa jachty i dwóch skipperów. Jeden jacht biorę na siebie, a do poprowadzenia drugiego udało mi się namówić mojego przyjaciela – Piotra Paska. Ostatecznie 22 osobowa ekipa została podzielona na dwie 11 osobowe załogi, w skład których weszło 9-cioro dzieci w wieku od 7 do 18 lat i 13-cioro dorosłych.

Trzeci krok to wybór jachtu. Zdecydowanie najbardziej korzystnym rozwiązaniem do turystycznej żeglugi rodzinnej po Karaibach jest katamaran. Dlaczego? Odpowiedź jest dość prosta. Bo oferuje dużą autonomię żeglugową, szybkość, dużą stabilność i więcej przestrzeni do życia, co jest dużym atutem w gorącym i wilgotnym klimacie. Na Karaibach nie ma typowych marin jak w Chorwacji czy Grecji, a więc wszelkie opłaty ponosi się albo od sztuki albo w funkcji długości jachtu, co nie dyskryminuje cenowo katamaranów. Ze względu na nasze oczekiwania, termin i port startowy wybraliśmy dwa francuskie katamarany z rodziny Fountain Pajot Bahia 46 i Belize 43. Celem zobrazowania głównych atutów przedstawiam krótką charakterystykę katamaranu Bahia 46: długość 14,05m x szerokość 7,38 m x zanurzenie 1,3 m, powierzchnia ożaglowania 124 m2 (74 grot i 50 genua), dwa silniki po 36 KM/każdy, zbiorniki paliwa 400 l i wody 860 litrów, co pozwala na kilkudniową autonomię przy 11 osobach załogi. Jest to szczególnie cenne, jeżeli planuje się pobyt, noclegi na kotwicowiskach w zatokach. Dodatkowo zwiększa elastyczność w planowaniu trasy rejsu. Pomimo dość znacznych wymiarów, zwłaszcza szerokość, manewrowanie jachtem to prawdziwa przyjemność. Zwroty na dwóch silnikach można wykonywać dosłownie w miejscu na zasadzie pivot tzn. jeden silnik naprzód, drugi wstecz. Jedyną niedogodnością jest żegluga pod wiatr na żaglach, a zwłaszcza zwrot przez sztag, który czasami można wspomóc silnikiem. Małe zanurzenie pozwala na bezpieczne podejście do zatok i atoli. Olbrzymią zaletą jest wielki i funkcjonalny kokpit zabezpieczony bimini przed bezpośrednią ingerencją promieni słonecznych.

Czwarty krok to planowanie podróży i budżetu rejsu. Oczywistym faktem jest, że jedynym słusznym środkiem transportu przez Atlantyk, w naszym przypadku, jest samolot. W konkursie ofert wygrał Air France z rejsowym lotem tam i z powrotem tzn. Warszawa-Paryż, Paryż-Fort de France na Martynice. „Dorosły” bilet zamknął się w kwocie 3.100 PLN od osoby dzięki zakupowi grupowemu. Kolej na koszty czarteru jachtu, które wyniosły pomiędzy ok. 2.900 PLN w zależności od jachtu. Tak dobrą ofertę udało mi się uzyskać w Kiriacoulis Antilles dzięki pomocy warszawskiej firmy Punt, z którą od lat się przyjaźnimy. Poczyniłem założenie, aby całkowity budżet rejsu all inclusive zamknął się w kwocie 8.000 PLN/osobę, tak więc na „przeżycie i atrakcje” (nie licząc kosztów nurkowań) pozostało ok. 2.000 PLN/osobę tj. ok. 500 €. Dodatkową atrakcją było wyposażenie obu załóg w okolicznościowe pomarańczowe czapeczki, podkoszulki i koszulki polo, zaprojektowane specjalnie na tę okoliczność przez Asię.

Nadszedł czas podróży. Podróż przebiegała sprawnie i po prawie 9 godzinach lotu Boeingiem 747 z Paryża, wieczorową porą wylądowaliśmy w Fort-de-France na Martynice. Z lotniska do portu Le Marin dotarliśmy wynajętym autokarem. Pierwsze miłe wrażenia zrobiły na nas przyjazna marina i piękny, komfortowy jacht – nasz dom na najbliższe dwa tygodnie. Bahia 46 ma 4 kajuty 2 osobowe z własnymi łazienkami en suite oraz dodatkowo 4 koje po dwie w forpiku i po dwie na śródokręciu obu kadłubów. Szczególnie mesa i kambuz oferowały dużą przestrzeń do pracy i życia. Rubka nawigacyjna byłą nieco skromniejsza i stanowiła wydzieloną część mesy. Elektronika jachtowa w pełni wystarczająca z auto pilotem w standardzie.

Styczniowy poranek – ruszamy w rejs, na południe. Po zapoznaniu się z jachtem, odbyliśmy krótkie szkolenie z zakresu bezpieczeństwa i komunikacji na morzu. Pogoda słoneczna wieje E/ENE 5-6B, mamy do przepłynięcia ok. 30 milowy odcinek do Marigot Bay na St. Lucia, który pokonujemy w niecałe 6 godzin. Pierwszy dzień żeglugi poświęciliśmy „na dotarcie się załogi z jachtem” oraz oswojenie się z „bezkresnym morzem”, w szczególności osób z mniejszym doświadczeniem żeglarskim.Wrażenia z żeglugi na otwartym morzu były wręcz czarujące, zwłaszcza z chwilą pojawienia się stad latających ryb. Żegluga w obszarze Windward Islands zazwyczaj odbywa się po zachodniej stronie wysp tj. od strony Morza Karaibskiego. Charakterystyka fali jest zdecydowanie inna aniżeli ta, którą znamy z żeglugi w Grecji czy Chorwacji, czyli jest to długa i wypiętrzona fala oceaniczna. Wreszcie zbliżamy się do pierwszego lądu – wyspy St. Lucia. W niewielkiej odległości od zatoki pojawił się „komitet powitalny”, który już zawsze nam towarzyszył z chwilą przypłynięcia w nowe miejsce – standard na Karaibach, w postaci lokalnych, czarnoskórych mieszkańców oferujących przeróżne rzeczy do jedzenia i nie tylko. Z powodu braku marin, warto skorzystać z boji kotwicznych, zapewniających bezpieczny postój na noc. Drugi dzień to przebieg nieco ponad 40 milowy do Wallilabou Bay na St. Vincent. Jest to szczególnie urokliwe miejsce, godne polecenia zwłaszcza, że kręcono tam niektóre epizody wszystkich części trylogii Piratów z Karaibów, cz. 1 „Klątwa Czarnej Perły”, cz. 2 „Skrzynia Umarlaka” i cz. 3 „Na końcu świata”, która ukaże się w 2007 r. Charakterystyczną budowlą jest pirs z żurawiem załadunkowym, do którego przypłynął kapitan Jack Sparrow wysiadając z tonącego „żaglowca”. Poza tym cała wieś to jeden wielki skansen ze zdjęciami z planu filmowego umieszczonymi w miejscowym barze. Tam też znajdziemy polską banderę i ślady naszych żeglarzy. Kolejny dzień to krótka, niecałe 20 mil morskich, żegluga do Port Elizabeth na wyspie Bequia z trzygodzinnym postojem na zakupy w stolicy St. Vincent – Kingstown. Teraz czekał nas już mały 25 milowy skok do celu naszej podróży – Horseshoe Reef na Tobago Cays.

Półmetek. Na kotwicowisko, pomiędzy wysepkami Petit Rameau i Petit Bateau, dotarliśmy tuż przed zmierzchem. Należy pamiętać, że na tych szerokościach „światło jest gaszone” regularnie ok. 1830. Tego wieczoru nasze podniebienia rozkoszowały się wspaniale przygotowanymi przez tubylców 14 grillowanymi homarami, co okazało się być wystarczające dla 22 osobowej załogi obu naszych jachtów. Prawdziwa uczta, palce lizać. Noc spędziliśmy jak zwykle na kotwicy w sąsiedztwie kilku jachtów. Zwracam uwagę na sposób kotwiczenia i kilkukrotne sprawdzenie, ponieważ wiatry nie przestają wiać w nocy, jedynie słabną do 3-4B. Dodatkowo, pomiędzy wyspami odczuwa się silny prąd E-W. Następnego dnia rano przemieściliśmy się na kotwicowisko pomiędzy kolejnymi wyspami Tobago Cays: Baradal i Jamesby, gdzie rozkoszowaliśmy się podwodnym światem rafy. Dużo wspaniałych wrażeń i zdjęć. Cały obszar Tobago Cays to Narodowy Park Morski, prawem chroniony, obfitujący w nieprawdopodobne bogactwo fauny i flory na okolicznych rafach. Kolor wody i piasku jest wręcz hipnotyzujący. Szczególną uwagę należy zwrócić przy rzucaniu kotwicy, aby nie uszkodzić koralowców. Moglibyśmy tu zostać przez wiele, wiele dni, ale czas nieubłagalnie nas poganiał, więc ruszyliśmy na Tabac Island. Jest to niewielka wysepka po drugiej, oceanicznej stronie rafy. Niezapomniane miejsca, które odwiedziliśmy to Petit St. Vincent, Palm Island a następnie Clifton Bay na Union Island. Tym razem zaparkowaliśmy przy niewielkim nabrzeżu, prawie w samym „Lambi’s Bar”, miejscu szczególnie godnym odwiedzenia ze względu na muzykę steel band’ów oraz pokazy lokalnych tańców. Dodatkową atrakcją jest słynny rum karaibski na bazie, którego tworzone są rozliczne mutacje drinków. Naszym faworytem do końca rejsu była Caipirinha, w przygotowaniu której wyspecjalizował się przede wszystkim lekarz naszej wyprawy – Tomek. Kolejną noc spędziliśmy na kotwicowisku Charlestown Bay na Canuan Island, ale zanim rzuciliśmy kotwicę spenetrowaliśmy uroczą zatokę Salt Whistle Bay na Mayreau Island. Noc zapowiadała się niespokojnie, zaczęło silniej wiać, a prognoza pogody zapowiadała wiatry wschodnie o sile do 35 węzłów. Jak się okazało następnego dnia, dla niektórych nieco wymazanego z pamięci, ze względu na chorobę morską, wiało regularnie ok. 30 węzłów, a siła wiatru w porywach dochodziła aż do 41 węzłów, co przy zdecydowanie mokrej żegludze pod wiatr było raczej „nowym doświadczeniem” dla wielu członków załogi. Na szczęście świeciło słońce i było w miarę ciepło, tak więc uciążliwość żeglugi sztormowej nie dała się aż tak we znaki, zwłaszcza, że do Britannia Bay na Mustique Island dotarliśmy jeszcze przy świetle dnia. Wieczorna terapia odstresująca była praktykowana w pobliskim Basil's Bar, słynnym ze znakomitej muzyki jazz, blues i soul. Czasami zagląda tu wielki Mick Jagger i dołącza się do muzyków. Nie mieliśmy szczęścia spotkać słynnego Rolling Stonesa, ale za to w jednej z grup grał polski muzyk – gitarzysta Jack Zajc. Następnego dnia rano w dwóch turach udaliśmy się na objazdowe zwiedzanie wyspy, jednej z najbardziej ekskluzywnych na świecie, słynącej ze wspaniałych rezydencji znanych osób takich, jak Mick Jagger, Brian Adams czy Tommy Hilfiger.

1 5 1