Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
  • Użytkownik Zadane
2010-04-13T18:33:46+02:00
Pewnego dnia bez zastanowienia, powoli zatęsknisz za mną.
Pewnego dnia rankiem, poczujesz, że czegoś ci brakuje.
I w swoim wnętrzu poczujesz miłość.
Nikt nie wie, co ma aż w końcu...
To straci.*



Tego ranka wstawało mi się wyjątkowo ciężko. Niestety musiałam to zrobić dla pozorów i grzecznie udać, że wybieram się do szkoły. Przyściemniłam mamie, że nie musi mnie zawozić, bo mogę być później. A kiedy wyszła z dziećmi, przebrałam się w dres i włączyłam telewizję. Pół godziny później przyszła Majka. Jak tylko weszła rzuciła się na mnie z płaczem. Zaprowadziłam ją do pokoju i usiadłyśmy na kanapie. Przytuliłam ją do siebie, po czym pozwoliłam jej zmoczyć do suchej nitki moją bluzkę. Płakała i płakała, a ja szeptałam cicho jakieś słowa, jednocześnie głaszcząc ją po włosach. Czekałam cierpliwie aż będzie miała siłę mi się zwierzyć. Miałyśmy cały dzień, nie spieszyłam się, byłam przygotowana na długą rozmowę. A chodziło oczywiście o Szymka, jej odwieczny problem. Tak naprawdę, jakbym przytoczyła tylko tę sprawę, z jaką wtedy do mnie przyszła, niewiele osób zrozumiałoby, o co chodzi. Muszę więc zacząć mniej więcej od początku. Zwięźle, o ile mi się uda, i na temat.



Czy to koniec czy jesteś pewny?
Skąd to wiesz jeśli nigdy przedtem tak się nie czułeś.
To tak trudno po prostu sobie odpuścić,
Jeśli to jedyna miłość jaką poznaliśmy.*



Piąta klasa podstawówki. Majka, Kaśka i ja siedzimy sobie spokojnie na szkolnym korytarzu. Wtedy jeszcze zwykłe, raczej spokojniejsze, aczkolwiek szalone nastolatki. Nagle podchodzą do nas trzej przystojni chłopcy z równoległej klasy. Niejaki Szymon, który próbował już chodzić ze mną, potem z Kasią był pół roku, a teraz olśniło go i uświadomił sobie, że tak naprawdę zakochany jest w Majce. Następnie Jarek, całkiem fajny kolega, tylko trochę niedouczony. I na koniec Marcin – największa zmora na świecie. Były chłopak Majki, który jest w ogóle nie z tej planety. W głowie się nie mieści co to za typ.
I właśnie w ten sposób zaczęły się nasze bliższe kontakty. Wypady na miasto, kino, spacerki, dyskoteki i spędzanie ze sobą każdego wolnego czasu, w szkole oczywiście. Na początku, nasz amant Szymonek, drobne podchody do Majki, potem jakby zrobił się odważniejszy, aż w końcu wyznał jej co czuje. Była to wtedy miłość nieodwzajemniona, ale on nie tracił nadziei i ciągle się przyjaźnili. W owym czasie rozwinęła się też moja przyjaźń z nim. Tak jak z Mają, pisaliśmy do siebie smsy. Potem też jakieś spotkania, poważne rozmowy. Zbliżyliśmy się do siebie. Stał się moim prawdziwym przyjacielem.
Pod koniec szóstej klasy zrobił się trochę bardziej nachalny. Próbował ją przekonać, żeby spróbowali, ale nie wychodziło. Byli z różnych światów, choć tak bardzo do siebie podobni. I to chyba przez to im nie szło. Ich niekiedy takie same charakterki bardziej ze sobą walczyły niż współpracowały. Coś takiego nie mogło się udać.
Nadeszło gimnazjum. Trafiłyśmy z nim do jednej klasy. Na początku było spoko, ale jak to ja, węsząca zawsze jakiś podstęp lub coś niepokojącego, czułam, że coś się zmieniło. I w istocie tak było. Szymon powoli oddalał się od nas, aż w końcu stał się zupełnie obcy. Nie potrafię opisać jak to było, kiedy uświadomiłam sobie, że ktoś odebrał mi kogoś tak cennego. Mówię tu oczywiście o jego cudownych, nowych kolegach, ale także tych starych, z podwórka. Jak to mówią: „z kim przystajesz, takim się stajesz”. Chyba nie muszę już nic tłumaczyć...
Przez cały pierwszy semestr nadal utwierdzał Majkę w przekonaniu, że ją kocha. Nadal pisali ze sobą, rozmawiali, śmiali się. Jako obserwatorka tego wszystkiego i ich przyjaciółka, widziałam doskonale, że pomimo tych wszystkich kłótni, których ostatnio było coraz więcej, dogadywali się doskonale, i coś ich do siebie ciągnęło, jakaś niewidzialna siła. To było niesamowite. Zawsze uważałam, że nie będą razem i miałam rację, ale to było coś odmiennego. Oni obok siebie, już nie tylko jako przyjaciele.
Nie byli ze sobą, ale ich kontakty były bliższe niż kiedykolwiek wcześniej. Majka się w nim zakochała, ale nie chciała z nim być. Bała się, że ich kłótnie, które miały miejsce przynajmniej kilka razy w miesiącu, w połączeniu ze związkiem, zepsują to co ich łączyło. Powiedziała mu o tym, a także o tym, żeby nie robił sobie nadziei. I chyba za bardzo wziął sobie to do serca...
Zaczęła się druga klasa. Przyszedł nieszczęsny wrzesień, którego nie zapomnę do końca życia. Wrzesień, który był końcem mojej przyjaźni z Szymkiem. Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj. Każde słowo przez mnie wypowiedziane, każdy szloch Majki.
Przyszedł wieczór i jak zawsze siedziałam na gadu. Nagle zadzwoniła do mnie Majka, szybko włączyłam głośniki, a ona zaczęła mi się wypłakiwać. Nic nie rozumiałam, więc wysłała mi archiwum jej rozmowy z Szymonem. Za długo by było przytaczać tu całość, tylko trochę to streszczę.
Pisał, że już ma jej dosyć, że nigdy jej nie kochał, że ona już go nie obchodzi i że to koniec. Ta jedna rozmowa zniszczyła ich dogłębnie. Może ze mną nie byłoby tak źle, ale to co on tam wypisywał było nie do zniesienia, więc do niego napisałam. Jak to ja, wygarnęłam mu wszystko, chciałam w nim obudzić jakieś wyrzuty sumienia, ocucić resztki mózgu, które ewentualnie mogły się gdzie zawieruszyć w jego głowie, ale nic. Ja pisałam, a jego jedyne odpowiedzi to były: „tak”, „nie”, „aha”, „okej”, „jak zawsze moja wina”.
Poruszyłam również temat ich kłótni, bowiem to zawsze Maja mu wybaczała jakieś sceny zazdrości, które były głównych tematem tych sprzeczek. Mówiłam o jego nowych znajomościach przez epulsa. Ha, ha, ha, całkiem śmieszna historia, wiecie? Zawsze nam opowiadał jakie to są dwulicowe i beznadziejne takie przyjaźnie. A tu patrzcie! Znalazł sobie koleżankę na epie. I nagle wielcy friends.
Jak przystało na tchórza, od razu mnie zablokował, a w szkole traktował jak powietrze. Do tej pory się do mnie nie odzywa za tą awanturę co mu zrobiłam. Może jednak coś mu zostało w tym zakutym łbie...?
Wracając do Majki. Do grudnia się do siebie nie odzywali, a potem on napisał do niej na gadu. I znowu wszystko się zaczęło. Najpierw ją strasznie przepraszał za to co wtedy powiedział, mówił, że był ślepy i nie wiedział co traci, a w końcu dorzucił, że nadal ją kocha.
Trwało to niecały miesiąc, a później historia zatoczyła koło. Znowu mu się odwidziało i do tego jak to cykor, uciekł do Anglii. To może akurat nie było specjalnie, bo jechał tam na święta do rodziny, ale tak czy inaczej miał szczęście, że spotkał go ten wyjazd. Bo jakby mi się pod rękę nawinął, to nie byłoby co zbierać.
Wrócił i przeprosił. Robił małe kroczki, próbował odbudować chociaż przyjaźń z Majką. Do mnie nadal chował urazę, ale mnie już nie zależało. Po tym wszystkim co się stało nie zasłużył nawet, żebym się do niego odzywała, a co dopiero Majka. Niestety ona widziała to inaczej, ciągle go kochała. Nie dawała mu kolejnych szans, jak to robił Oliver względem Niny, ale nie potrafiła się z nim rozstać...*



Jesteś jedyną osobą, o której chciałabym zapomnieć.
Jedyną, którą kochałam, a nie mogę przebaczyć.
I nawet jeśli złamałeś mi serce,
Jesteś jedyny.
I nawet były momenty, że nienawidziłam cię.
Nie mogę tego wymazać.
Tego, że mnie raniłeś.
Tego, że płakałam.
I nawet teraz, gdy cię nie cierpię,
Zmuszasz mnie, bym powiedziała:
Że będę tam pod koniec dnia.*



Kiedy trochę jej przeszło, opowiedziała mi kolejną ich sprzeczkę. Co tu dużo mówić, tym razem ona trochę zmądrzała i powiedziała pas. Niestety za bardzo cierpiała i już żałowała, że to zrobiła. Mimo, że miała świadomość jak bardzo ją to boli, wolała być bliżej niż dalej albo co gorsza nie być w ogóle.
Siedziałyśmy w ciszy, z tego całego płaczu, zmęczona zasnęła mi na kolanach, a ja po raz setny się zamartwiałam. Było mi jej tak żal, nie mogłam patrzeć jak moja przyjaciółka cierpi. Najgorsze było to, że nie było sposobu, żeby jej pomóc. Bo przecież, przede wszystkim musiałaby zerwać z nim jakiekolwiek kontakty. Po drugie, musiałaby przepisać się do innej klasy, żeby go nie widywać. I po trzecie on musiałby w końcu dać jej święty spokój, co z jego nastrojami było bardzo niepewne.
Oddychała nierówno, a ja głaskałam ją po głowie. Jak to mi się często zdarzało, tan spokojny stan przerwał telefon. Na szczęście się nie obudziła, a ja delikatnie sięgnęłam po aparat, żeby odebrać. Dzwonił Marcin, znowu. Byłam przygotowana, że po tym jak się wczoraj rozłączyłam będzie obrażony.

- Tak? – Spytałam niepewnie.

- Jak miło, że odbierasz – odparł – Szkoda, że nie zrobiłaś tego wcześniej, bo przepadły nam dwa bilety na mecz.

- Jaki mecz?

- Teraz już nieważne – zastanowił się chwilę i ciągnął – Gdzie jesteś? Co tak cicho? – Dlaczego on jest taki spostrzegawczy, myślałam sobie.

- A co?

- Wagarujesz?

- Tak, niestety. Problemy, wszędzie problemy, opowiem Ci jak się spotkamy – powiedziałam z nadzieją.

- Taa? No nie wiem. Po tym jak mnie wczoraj potraktowałaś? – Ironia i tłumiony śmiech w jego głosie. To oznaczało, że się nie gniewał. Zresztą nie dziwiłam się, nie potrafił się na mnie obrazić na dłużej niż 3-4 godziny. Często to wykorzystywałam.

- To jak w końcu?

- Wstrzymasz się do weekendu? – Spytał.

- Jak muszę...

- To do zobaczenia. Zadzwonię jakoś jeszcze. A i daruj sobie już wagary, co? Już ostatnio przeze mnie nie byłaś w szkole trzy dni – matka Teresa się znalazła. A jak on wagaruje całymi tygodniami to nic się nie odzywam.

- Jasne, tato.

Rozłączyłam się, a potem zaczęłam narzekać do siebie, jak to długo będę musiała czekać, żeby się z nim spotkać. Do weekendu? Czy on oszalał? Tak długo? Przecież ja nie dam rady. Nie widzieliśmy się od poniedziałku! W końcu spojrzałam na kalendarz w fonie i uświadomiłam sobie, że jest piątek. Idiotko, pomyślałam. Weekend już prawie się zaczął!

Wybrałam jego numer i przyłożyłam telefon do ucha.

- Hm? – Odezwał się.

- Przecież dzisiaj piątek, czyli widzimy się jutro, tak? – Powiedziałam podekscytowana. Tak długa rozłąka nie była dla mnie miła, tęskniłam za nim.

- Zastanawiałem się, ile czasu zajmie Ci dojście do tego – zaśmiał się głośno. Znał mnie tak dobrze.

- Czyli jak?

- Zarezerwuj dla mnie całą sobotę.

- Okej, tylko nie każ mi wstawać zbyt wcześnie.


^^




Obudził mnie telefon. Półprzytomna podniosłam klapkę, włączyłam głośnik i wróciłam pod kołdrę. Była dopiero 10.15!!

- Żyjesz? – Spytał.

- Yhy – dałam mu znać, że jestem.

- Będę za pół godziny. Szykuj się – zarządził.

- Yhy – powtórzyłam i poszłam w kime.

Punktualnie o 10.45 do mojego pokoju weszła mama z informacją, że mam gościa. W kompletnym nieładzie poszłam go powitać. Rozmawiał z panią psycholog o tym co będziemy robić, ale nie udało mi się nic podsłuchać. Kiedy mnie zobaczył, zachichotał i powiedział:

- Uprzedzałem Cię.

- Taa... daj mi 30 minut. Włącz sobie tv, zajrzyj do lodówki. Idę się ogarnąć.

- Dzięki.

Zajęło mi to trochę mniej czasu, na szczęście. Marcin wychodził z siebie, ale nic nie mówił. Potrafił wiele znieść, szczególnie, jeśli zaraz miał się wyżyć na... Właśnie... To chyba przez to, co mi zgotował był taki miły i czekał bez słowa.

- To gdzie się wybieramy? – Spytałam jak wyszliśmy.

- Niespodzianka.

- Dobrze wiesz, że ich nienawidzę! – Oburzyłam się.

- No bo... więc... niedługo są Twoje urodziny, poza tym nie widzieliśmy się tak długo... Pomyślałem, że...

- Nie kręć!

- Już, już. Zabieram Cię na małe zakupy – wydusił skrępowany. Chyba się bał mojego wybuchu. – Tata ma coś do zrobienia w Łodzi, podwiezie nas do jakiegoś centrum.

- Żartujesz? – Wkurzyłam się. Nie lubiłam kiedy robił mi takie prezenty. Był bogaty i dzięki temu ciągle chciał mnie uszczęśliwiać i rozpieszczać. Byłam mu za to wdzięczna, ale czułam się niezręcznie. On jednak nic sobie z tego nie robił. To był właśnie taki przykład.

- Ależ skąd. I nie burz się. Klamka zapadła – powiedział, otwierając mi drzwi do auta. Wsiadłam niechętnie, ze skwaszoną miną.

- Wyobrażam sobie, co przechodzisz. Jeśli chodzi o Ciebie, Marcin jest nie do wytrzymania – odezwał się jego tata, patrząc na mnie przez ramię.

- Dzień dobry. Przepraszam, naprawdę nie wiedziałam nic o tej niespodziance.

- Spokojnie – odparł i ruszyliśmy. Jego ojciec przekonał się do mnie całkiem niedawno. Na początku nie był taki miły. Nie podobało mu się, że tak często się z nim widuję, że u niego nocuję. Był przekonany, że spotykam się z nim tylko dla pieniędzy.

Przez całą drogę rozmawiałam tylko z jego ojcem. Do niego się nie odzywałam. Nie byłam na niego zła, ale nadal uważałam, że to beznadziejny pomysł.
Tempem pana Tomasza dotarliśmy na miejsce w 40 minut. Wysadził nas przed Manufakturą i powiedział, że wróci około 21.00. Oznaczało to, że mamy cały dzień tylko dla siebie...



1 5 1