Odpowiedzi

2010-04-13T18:55:30+02:00
W dzieciństwie, oglądając serial „Klinika w Schwarzwaldzie”, zaczęłam marzyć o podróży do tej krainy. Moje marzenie rosło wraz ze mną. Wiosną ubiegłego roku otrzymałam niezwykłą szansę odbycia kursu językowego we Freiburgu, stolicy Schwarzwaldu. W sierpniu 2002 roku wyjechałam do Niemiec. Już od pierwszych chwil czułam, jakbym była w nierealnym świecie, w baśni, która nie ma końca.
Pierwszym miejscem, które spotkałam na drodze mojej podróży, był właśnie Freiburg, malowniczo położony w dolinie i otoczony ze wszystkich stron górami. Miasto zostało założone przez dynastię Zähringów, po której zachowała się monumentalna katedra Münster z górującą nad miastem strzelistą wieżą, tuż obok, na Marktplatz w centrum placu płynie strumyk. Legenda opowiadana przez tubylców głosi, że ten tu powróci i zostanie na zawsze, kto choć raz zamoczy stopę w tej wodzie. Ileż razy moczyłam stopy w przejrzystej wodzie strumienia.

Wiecznie żywy Freiburg tworzą przytulne restauracyjki i kawiarenki, w których przesiadują tłumy studentów. W drugiej połowie sierpnia na górze Schlossberg obchodzone są dni miasta. Równo o północy rozległ się huk fajerwerków, a wąskimi uliczkami przetoczył się korowód śpiewaków przebranych za czarownice. Wzięłam udział w tym barwnym widowisku, a gdy rano się obudziłam, nie wiedziałam, czy śniłam, czy działo się to w rzeczywistości.

Podczas gdy moi nowo poznani koledzy bawili się w parku rozrywki Europa-Park w Rust, ja spędzałam wolny czas podróżując koleją. Instynkt sprawił, że wsiadłam do pociągu relacji Freiburg- Neustadt. Wszystkie napotkane na tej trasie miasteczka zapierały mi dech w piersiach. Schwarzwaldhäuser z balkonami przybranymi tysiącami kwiatów i stare drewniane zegary, z których słynie okolica, robiły na mnie ogromne wrażenie. Kiedy pociąg zbliżał się do Hinterzarten, z daleka zobaczyłam Adlerschanze, skocznię narciarską, na której trenują niemieckie orły (reprezentacja narodowa) i na której corocznie rozgrywane są zawody z cyklu Letniego Grand Prix.
W Hinterzarten, Kirchzarten i Neustadt, w pobliżu którego leży malownicze jezioro Titisee, zobaczyłam po raz pierwszy katolickie kościółki, w których nie było przepychu, a tylko skromne ołtarze i morze palących się świec. Ogromnym przeżyciem była dla mnie polsko- niemiecka katolicka- protestancka msza. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiara pomaga przetrwać z dala od najbliższych.

W szkole średniej fascynowała mnie historia Fausta. To zadecydowało o tym, że wybrałam się do Staufen. To tu, jak mówi legenda, w 1539 roku diabeł odebrał Faustowi duszę. Po słynnym alchemiku pozostał jedynie pokoik, dziś znajdujący się w domu wczasowym. Przechadzając się po mieście czułam na każdym kroku obecność Fausta. Kto wie, może to rzeczywiście był jego duch, a może to zadziałała moja wyobraźnia i podświadomość.

Jadąc pociągiem w kierunku północnym, instynktownie wysiadłam w Donaueschingen, które sprawia wrażenie sennego miasteczka. Nie oczekiwałam zobaczyć tutaj źródeł Dunaju, a jednak to właśnie tutaj na głębokości kilku metrów bije serce jednej z najdłuższych rzek Europy, która musi przebyć 2600 (!) kilometrów, aby wpaść do Morza Czarnego. Źródła Dunaju znajdują się w pięknie położonym Zamku Rezydenckim, którego ze względu na remont nie udostępniono do zwiedzania.

Prawie wszystkie miejscowości wybierałam instynktownie. Decyzję o podróży do Glottertal podjęłam jednak świadomie. Nie mogłam nie zobaczyć słynnej Kliniki w Schwarzwaldzie, którą byłam zafascynowana od najmłodszych lat. Budynek, w którym kręcono najciekawsze sceny, wznosi się na wysokim wzgórzu, skąd rozciąga się piękny widok na winnice. Brakowało mi jednak profesora Brinkmanna i jego rodziny oraz pacjentów. Dziś w serialowej klinice mieści się sanatorium.

W Glottertal kosztowałam po raz pierwszy Schwarzwälder Kirschtorte, słynnego szwarcwaldzkiego tortu wiśniowego, którego niepowtarzalnego smaku nie da się opisać słowami.

Kolejnym etapem mojej samotnej wędrówki było Jezioro Bodeńskie, o którego urokach pisał Juliusz Słowacki. Długo się nie zastanawiając wsiadłam do pociągu i w ciągu 2 godzin byłam na wyspie Mainau. Wyspa słynie z niepowtarzalnych kompozycji kwiatowych, które przybierają najdziwaczniejsze kształty kaczek, map, zegarów. Tymi cudeńkami mogłam rozkoszować się bez końca. Odkryłam również urokliwy Schmetterlingshaus (Dom Motyli)- raj dla wielu egzotycznych gatunków tych niezwykłych owadów. Spacerując po mieście Konstanz, leżącym nad brzegiem Bodensee, znów spotkałam się z ciekawą kulturą Zähringów, przejawiającą się w postaci dobrze zachowanych zabytków, m.in. widocznej z daleka katedrze, przypominającej Münster we Freiburgu.

Nad miastem unosi się w powietrzu statek Zeppelina, jednego ze znanych mieszkańców Konstanz.
Po samotnych podróżach przyszedł czas na wędrówki po górach w międzynarodowym towarzystwie.. Wspólnie z kolegami z kursu wybraliśmy się na wycieczkę na najwyższy szwarcwaldzki szczyt- Feldberg. W drodze napotkaliśmy kozicę z brązu pochodzącą z roku 1907- symbol zwierząt żyjących w tutejszych górach.

Natomiast na Feldbergu zauroczył mnie kopiec usypany z kamieni. To najwyższy punkt w tych górach, skąd przy ładnej pogodzie rozciąga się piękny widok na Wogezy- góry leżące po francuskiej stronie. U stóp Feldbergu znajduje się bezkresne jezioro Schluchsee, które robi ogromne wrażenie.
Podczas wędrówek w górach mijaliśmy stare młyny wodne, uważane za domy czarownic. Dziwiłam się, że będąc tak wysoko i stojąc na krawędzi nie odczuwałam lęku wysokości, a kąpiel w wodospadzie posiada taką odprężającą moc.

Będąc w Schwarzwaldzie nie sposób nie wyskoczyć do Francji i Szwajcarii, które od tej krainy dzieli zaledwie kilkadziesiąt kilometrów.

A świstak tak siedzi ... Świstaka nie spotkałam, ale zobaczyłam drugą twarz krainy czekolady i bankowości. Nie tą, którą znałam z opowieści i kolorowych folderów. Bazylea, którą odwiedziłam w deszczowy dzień, jest miastem nizinnym. Wrażenie robi jedynie czerwony ratusz, wyglądający z zewnątrz bardzo niepozornie. Miasto ma do pokazania równie ciekawe wąskie i kręte uliczki. Przy jednej z nich mieści się sklep z regionalnymi wyrobami, który przyciąga oryginalną reklamą w postaci krowy pomalowanej w flagę narodową Szwajcarii.

Po zachodniej stronie granicy Schwarzwaldu rozpościera się Francja. W nieopodal położonym Strassbourgu oglądałam obrazy Picassa w jednym z tutejszych muzeów. Interesującym znakiem rozpoznawczym miasta jest Parlament Europejski z placem ozdobionym flagami państw 15-stki.
Ten miesiąc spędzony w Schwarzwaldzie i w jego okolicach był najpiękniejszym i najbardziej spontanicznym w moim życiu.

Nie planowałam moich wycieczek. Wiedziałam tylko, że odkryję w jakimś nieznanym mi jeszcze miejscu coś nowego i niezwykłego. Ale gdzie i co, to było dla mnie niespodzianką. W nocy wsłuchiwałam się w szum jodeł i to one prowadziły mnie do miejsc naprawdę cudownych. Wyprawa moich marzeń, dziś w moich wspomnieniach, jest jak kolorowy, niepowtarzalny sen na jawie.

Teraz czekam z niecierpliwością na spełnienie się przepowiedni mieszkańców Freiburga.
4 4 4
2010-04-13T18:56:31+02:00










Moja podróż marzeń...





Przedstawiamy opis podróży, który zwyciężył w drugim etapie konkursu "Moja podróż marzeń". Autorka tekstu pojedzie z Beatą Pawlikowską na wyprawę do Peru.

Quiero que lleves en ti la vida mía,
Quiero que te llenes del amor de mi tierra…
Carlos Vives, "El Amor De Mi Tierra"

Wyglądam niecierpliwie przez okno samolotu. To już, dosłownie za chwilę. Zbliżamy się do lądowania i trudno mi pohamować uśmiech. Jestem.






Szklana bryła terminalu, autobus, droga, miasto. I wszechogarniający wir kolorów. Zielone wzgórza otaczające Medellin to tylko początek. "Miasto Wiecznej Wiosny" to również "Miasto Kwiatów", które przyciągają ludzi z całego świata na La Feria de las Flores (Festiwal Kwiatów). I tak jak w Polsce ludzie zostają pochłonięci przez szarą rzeczywistość, tak tutaj są barwni - jak Dolina Aburra', w której usytuowane jest ich miasto.

Obezwładniona masywnością nowoczesnych biurowców, idę na spacer do starej części miasta, którego historia sięga początku XVII wieku. Wciąga mnie wir uliczek i niepowtarzalna atmosfera. Na chwilę zamykam oczy i staram się wyobrazić ten Medellin sprzed 20 lat, kiedy miasto było opanowane przez kartel, i nikt nie był pewien, czy dożyje następnego dnia. Gdzieś, może na dachu tego budynku stoczył swoją ostatnią bójkę Pablo Escobar?

Ale dzisiejsze Medellin nie ma pod tym względem wiele wspólnego z tamtym sprzed lat. Kiedyś zajmowało pierwsze miejsce na liście najniebezpieczniejszych miast świata, dziś jest poniżej Detroit na tej niechlubnej liście.

Zapada wieczór i ludzie wychodzą na ulice. Zewsząd słychać muzykę, gwar i śmiech. Wchodzę do zatłoczonego klubu, gdzie na środku parkietu tańczy piękna Latynoska. Niczym Rosario Tijeras - przebiega mi przez myśl. Klub pustoszeje wraz z pierwszymi promykami Słońca.
2010-04-13T18:58:08+02:00
Podroz moich marzen
Marze o pojechaniu do egiptu.Jechałabym pociągiem,płyneła bym promem, leciała bym samolotem.Dotarła bym do wymarzonego egiptu.Tam chodziła bym ogladalabym piramidy,
1 1 1