Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-04T18:47:00+01:00
Żył sobie na świecie pewien zamożny i okrutny pan, który nie znał co to litość. Był potężnym władcą jednej z biednych wsi i na wszelki sposób wykożystywał swoich poddanych. Stawiał przed nimi trudne i ciężki zadania za które marnie płacił lub nie wypłacał należności wogule. Mieszkańcom tej wioski żyło się bardzo źle i biednie, lecz bez braku własnych funduszy na życie ulegali okrutnemu panu. Sam dziedzic wsi żył jak król i nie przejmował się cierpieniem ludzi.
Pewnego straszliwego dnia jeden z jego biednych poddanych nie wytrzymał z głodu i postanowił wziąść sobie kilka rumianych jabłek z sadu pana. Był to okropny czyn, gdyż bezlitosny władca kazał karać hłostą wszystkich, którzy ośmielą się zerwać jego owoce i zakłucić mu spokój. Wszystkich, którzy się tego dopuścili karał bardzo bolesną hłostą i morzył głodem. Dlatego nikt dotąd nie odwarzył się przekroczyć progu sadu od pamiętnego czasu kiedy władca ukarał kilku wieśniaków. Lecz ten wygłodzony wieśniak, (zwany póżniej krukiem) nie móg się już powstrzymywać. Wiedział, że to co robi jest złe i że to kradziesz cudzej własności ale był zbyt głodny by racjonalnie myśleć. Więc jak najciszej przekroczył bramę sadu i sięgnął po soczyste jabłka, ale zły władca był nieopodal i przyłapał go na złym uczynku. Biedak próbował się tłumaczyć:
-Panie Dobrodzieju, to nie moja wina. Wybaczcie mi. Chciałem wźiąść tylko jedno. Odrobił bym za nie co pan by chciał...
Lecz władca był nie ugięty. Nawet nie wysłuchał swojego poddanego. Zaraz wezwał swoje 10 groźnych i wygłodzonych psów, które żuciły się na biedaka. Nie miał szans. Gdy psy uciekły cały obolały i poraniony zwrócił się do swego włądcy:
-Miej panie litość, przysięgam że to się więcej nie powtórzy.
-Oczywiście, że się nie powtórzy-powiedział Władca i zawołał straż.
-Jesteśmy wielki panie-zameldowali się strażnicy.
-Weźcie tego nikczemnika i obijcie go pożądnie.
-Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeee!-wołał rozpaczony człowiek, ale dwóch osiłków wzięło go pod boki i zaprowadziło do celi. Po kilku godzinach zmarł.
Wszystko znowu zaczęło żyć własnym rytmem i zapomniano o wieśniaku, kiedy to podczas jednej z mroźnych wigilji wydażyło się coś okropnego. Do wioski przybyła jakaś młoda kobieta z małym dzieckiem nieznająca historii tego miejsca. Ufna w litość ludzką zawędrowała do pałacu władcy. Zapukała do bramy. Po chwili otworzył jej zezłoszczony mężczyzna. Powiedziała:
-O szlachetny człowieku! Czy byłbyś tak litościwy i dałbyś mi trochę pieniędzy lub podzielił się wieczerzą? Mam małe dziecko, które jest już bardzo głodne.
Na to władca odpowiedział:
-Ja mam się z tobą podzielić jedzeniem? Czy ty nie wiesz kim ja jestem? Otóż jestem potężnym władcą mającym miliony klejnotów. Ty jesteś tylko złubożałą dziewczyną, jedną z miliona moich sług! I ty mnie prosisz o pomoc? Jesteś nic nie warta, tak samo jak twoje dziecię. Precz!-Okrótny pan wygnał ją z swojej posiadłości. Biedna i zapłakana dziewczyna zamarzła na śniegu tuląc do siebię swoję biednę dziecię. (Nazwana została sową.)
Zły władca nie żyję długo. Lecz przed śmiercią zdąża zarobić na swą mękę. Umietra kilka lat później nieświadomy swojego "wynagrodzenia" niebie.
28 4 28