Odpowiedzi

2010-04-14T17:43:12+02:00
Jak zwykle wcześnie rano budzik oznajmia, że wybiła właśnie 5:15 i czas wstawać do pracy. Za oknami ciemno, a ja jeszcze nie wstaję, leniwe oczy nawet nie chcą się otworzyć. Wtedy, gdy jestem pomiędzy niedokończonym snem, a jawą, zaczynam rozmyslać nad tym, co mnie spotkało przez całe życie. Kim jestem?
Staram odpowiedzieć sobie na pytania o sens własnej egzystencji, nie jestem pewna, czy w dobrą stronę podążam. Budzę się ze zgubionymi ideałami, bez planów na życie, przyjmuje dary od losu takie, jakimi są. Może powinnam zmienić swoje podejście?
Wtedy otwieram oczy. Nie widzę żadnego sensu w każdym kolejnym dniu. Ale dzisiaj było inaczej. Pomyślałam o Bogu, o swoim życiu przed zmianami politycznymi w Polsce. Kilka lat temu było całkiem inaczej, byłam zagorzałą katoliczką, chodziłam regularnie do Kościoła. Dziś patrząc na życie ludzi mieszkających w tym kraju zaczynam wątpić w Boga. Gdzie On jest, że nie widzi tego całego chaosu, jaki spowodowali politycy? To niewłaściwi ludzie na złych stanowiskach są przyczyną głodu, cierpienia i bólu. Co ja mogę zrobić?
Postanowiłam jednak spróbować się pomodlić. Dawno zapomniałam wyklepanych w przedszkolu, sztywnych regułek modlitwy. Nie pamiętałam ani jednego słowa, oprócz : 'ojcze nasz, któryś jest w Niebie…" Może i jest, ale co mi z tego? Podobno jest wszędzie, więc gdzie jego wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka?
Ubrałam się jak zwykle na szaro. Takie smętne ubrania w sam raz pasują do otoczenia. Nie mam ochoty na nic, na żadną rozrywkę, tak naprawdę pragnę tylko, by to wszystko jakoś ktoś zmienił. Mam dość zadawania sobie pytań, kiedy to się skończy? Już za wiele razy nie znajdywałam odpowiedzi.
Ryk syren. Jak zwykle spóźniona na autobus, oznajmia, że kolejny dzień pracy się rozpoczął. Jakoś wcale mnie to nie cieszy. Wszelkie plakaty poobwieszane na murach bloków deklarują, że praca jest największym priorytetem życia, że bez niej nasze społeczeństwo byłoby niczym. Ludzie są głupi, więc wierzą w to, co napisali, a ci, co nie wierzą, i tak się już dawno poddali. Czy jest sens walczyć? Czy jeszcze kiedyś ujrzę wolne, niepodległe miasto? Wolny… kraj?
Wsiadam w tramwaj. Ten, który przyjeżdża zawsze o 6:00. Otulam się płaszczem, jest potwornie zimno na dworze. Ludzie nic nie mówią, nie uśmiechają się, tylko jadą. Egzystują, czekają, aż ten dzień w końcu minie. Nienawidzą pracy, chociaż każą im ją kochać. Dziwię się samej sobie, że jeszcze tutaj żyję. To wszystko mnie męczy psychicznie, nie potrafię dalej tego ciągnąć. Bawię się trzema pierścionkami na dłoni i próbuję się pomodlić. Teraz, albo nigdy.
Ojcze nasz, któryś jest niemy,
który nic nie odpowiesz na żadne wołanie,
a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat
ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
Musze usłyszec Twój głos
By przezyć
Jeszcze jeden świt…