Odpowiedzi

2010-04-14T17:54:18+02:00
O tym, że "Katyń" trafi do annałów polskiej kinematografii wiadomo było jeszcze zanim na planie padł pierwszy klaps, zanim Andrzej Wajda ogłosił, iż wreszcie nakręci ten film. Wiadomo było również o tym, iż twórcy postawiona zostanie cała masa zarzutów. A to, że źle dobrał obsadę (bo ileż można patrzeć na Maję Ostaszewską, Magdę Cielecką i Pawła Małaszyńskiego oraz Artura Żmijewskiego), że chce załatwiać własne prywatne rozliczenia z przeszłością, że chce na nich żerować (bo losy jego ojca do dziś nie zostały udokumentowane i nie ma pewności czy zginął w wyniku "katyńskiego" rozkazu Stalina), że korzysta z bliżej nieokreślonej koniunktury, czy układu, że tworzy film polityczny, że niby dlaczego on ma kręcić, skoro pomysł miał m.in. Robert Gliński, czy: ileż można z tą polską martyrologią na ekranie, że lepiej zająć się czymś innym, spojrzeć w przyszłość.

Reżyser, na całe szczęście, nie uległ presji, a doświadczenie i liczne wcześniejsze ataki przy różnych okazjach uodporniły go na kolejne wydumane zarzuty. W ten sposób "Katyń" to dramat, który zapisze się w historii polskiego kina nie tylko dlatego, że nakręcił go Wajda i że opowiada o Katyniu i tzw. kłamstwie katyńskim. To dzieło prawdziwie wielkie i bardzo Polsce potrzebne. To film, który każdy Polak powinien zobaczyć. Choć nie oznacza to, iż ma to robić na klęczkach, z modlitewnikiem i różańcem w jednej ręce i szablą "na sowieta" w drugiej.

Trudno, pisząc o "Katyniu", uniknąć tak wielkich i nieco pompatycznych słów, jak "naród", "patriotyzm", "historia", "honor". Gdy najszybciej rozwijającym się polskim województwem jest Londyn, a politycy w walce o stołki nie przebierają w środkach, banałem zdaje się stwierdzenie, iż wartości te już dawno temu straciły swoje znaczenie i nie ma w ogóle o czym mówić. "Katyń" o nich przypomina, przypomina o ludziach, dla których nie były to tylko puste frazesy ze szkolnych czytanek, a... sens życia, przypomina o naszych dziadkach, pradziadkach, o tych, którzy mieli kształtować Polskę po zakończeniu wojny. Mówi o tym, kim byliśmy i przypomina o wielkim, podwójnym dramacie - stracie i zakazie mówienia o niej. Że robi to skutecznie, świadczyć może chociażby grobowa cisza, która zapanowała na sali projekcyjnej po pokazie prasowym, cisza, której nie przerwał nawet jeden szmer, co najwyżej tłumiony szloch.

Bo "Katyń" autentycznie wzrusza i dotyka widza. Ktoś powie - po co te symbole w filmie - Chrystus, flaga, most, te Słowa w dialogach, po co werystyczna dokładność w finale, trzeba było zdać się na delikatną metaforę. Bo każdy dorosły Polak, który o Katyniu coś wie, a 50 lat milczenia i przeinaczania faktów, niestety, zebrało swoje żniwo i dla wielu tragedia ta pozostaje nic nie znaczącym epizodem z okresu II wojny światowej, ma swoją wizję tego, jakby należało o tym wszystkim opowiedzieć. Katyń nic nie znaczącym epizodem jednak nie jest, jest wydarzeniem, które wpłynęło na to, jak wyglądała Polska po wojnie. Wajda to uświadamia. Wajda uczy nas historii.
1 5 1