POMOCY :( potrezbne mi to na piatek. jesli ktos sie zdecyduje to napisac to prosze o wiadomosc na priv bo wiem ze to troche czasu zajmie. i z gory dziekuje :)

Zinterpretuj poniższy fragment prozy S. Żeromskiego. Odnosząc się do swojej znajomości "Ludzi bezdomnych", określ, jakimi środkami wyrazu autor podkreśla tragizm sytuacji głównego bohatera.


(...)Było mu źle, ciężko, rozpaczliwie, ale nie tylko dlatego, że nie ma Joasi. Tysiące bolesnych wzruszeń wdzierały się do jego serca. Niektóre widoki i dźwięki, zdało się, pochłonęły tęsknotę za Joasią , zżarły ją olbrzymimi gardłami, i tylko słabe, zgubione jej echo odzywa się w jej mowie.
Tak przemawiał krzyk, zupełny krzyk dzwonka kopalni, odzywający się z dala, skoro tylko z zabudowań zionęły wielkie kłęby pary i szpule na ich szczycie puszczały się w ruch swój niespracowany. Tak przemawiał turkot wagonów z węglem, pędzących po ziemi w głębi wydrążonej.
Wolno idąc szosą Judym co pewien czas mijał przecinające ją szyny. Przy jednej z takich bocznic jak przez sen widział czarnego, zestarzałego człowieka, który siedział w budzie na pół w ziemi wykopanej i mętną, prawie oślepłą źrenicą pilnował jakiegoś porządku. Dalej na szynach, które szły wprost w terytorium kopalni, gdzie panował nieustający ruch dużych wagonów obładowanych węglem, uwijał się inny człowiek. Ubrany w baranią czapkę, sam podobny do ruchomej kupy węgla, gdy chciał zatrzymać wagon siłą rozpędu lecący, pełen czarnych brył, skropionych z wierzchu wapnem, siadał na drąg przytwierdzony do hamulca i podwinąwszy nogi, mocą swą i ciężarem wstrzymywał koła. W duszy Judyma błąkało się dla tych ludzi przywitanie czy pozdrowienie, ale na usta nie miało siły wypłynąć.
Obchodził ich w milczeniu. Piersi jego trzęsły się, a w nich serce. Najtajemniejsze, najbardziej istotne uczucie wewnętrzne witało w tych ciemnych i brudnych figurach ojca i matkę.
- To mój ojciec, to moja matka... - szeptały jego wargi.
Około szerokiego, drewnianego domu pewien człowiek zatrzymał go słowem:
- Pan inżynier prosi.
Judym wszedł do tego budynku i spotkał się z Korzeckim.
Olbrzymia izba, oświetlona lampkami elektrycznymi, zastawiona jakimiś beczkami, w jednej części przecięta była balustradą jak w urzędach gminnych. Tam był stół, przy którym zasiadał starszy sztygar i dozorca. Czytano listę robotników idących do kopalni na przeciąg swego czasu zatrudnienia, czyli na szychtę. Czytanie odbywało się numerami. Zwiędły, silny Niemiec, który jednak klął i wymyślał expedite1 po polsku, czytał numery. Czarne figury stojące dokoła odpowiadały nazwiskami kolegów, którzy się nie stawili. Dozorca, awansowany z robotnika, huczał co chwila:
- Cicho! Milczeć! Co za hałasy! Tu nie karczma! (...)
W sąsiedniej hali, obok szybu, Judym przypatrywał się motorowi parowemu, który obraca dwie szpule szczytowe. Na nich okręcają się liny ze stali podtrzymujące windy, z których jedna idzie do sztolni, gdy druga w górę wstępuje. Spoglądając na błyszczące cylindry, w których pracowały tłoki, Judym szukał właściwie tylko ukrytego gdzieś dzwonka...
Ubrani w grube buty, w skórzane kaftany zapięte na sprzączki, trzymając w ręku mosiężne lampy, w których płonie knot umoczony w oleju, stanęli w szali. (...) Gdy szala stanęła, wyszli na korytarz suchy i oświetlony lampkami elektrycznymi. (...)
- Glikauf!2
- Glikauf!
Było w tym dźwięku coś ściskającego serce. Przywierał do mózgu obraz figur tych starców, ledwie dających się w mroku wyróżnić, tych czarnych brył, które za życia mieszkają w grobie, śnią w nim przez resztę dni swoich jak pająki, czekając cierpliwie na chwilę, kiedy już na zawsze wstąpią do ziemi, kiedy wejdą w jej zimne łono na "szychtę" wieczną. Łańcuch zimnej niedoli przykuwa ich do miejsca. W starczym drzemaniu widzą pewno ciepłe słońce wiosenne i jasne łąki, kwiatami zasiane...
Korytarze mało różniły się między sobą. Jedne z nich były wykute li tylko w węglu, inne posiadały wyręby ze ścianami z cegły, wmurowanymi dla zatamowania ognia i mokrego a sypkiego piasku, który zowią "kurzawką". Zwyczajny chodnik o stropie półokrągłym zmieniał się stopniowo na korytarz ze stemplami, na których leżały kapy3 podtrzymujące rodzaj sufitu, czyli "okorki". Te korytarze doprowadziły do brzegu pochylni idącej w kierunku upadu warstw węgla. Z boku czarnej czeluści sunęła się w dół drewniana rynna, po której spychano drzewo. Obok szła stalowa czy żelazna lina wciągająca wózki.
Ciemność, ciemność gęstą od kwaśnego czadu rozświecał tylko czasem daleki ognik niewidzialnej postaci. W pewnych miejscach były tam schody, a właściwie szczeble do tarcic przybite; gdzie indziej szło się po oślizłej desce. Na dnie kopalni, w głębokości dwustu kilkudziesięciu metrów pod ziemią, zimny i wilgotny przeciąg wlókł się korytarzami. Była ich tam sieć cała, w której przychodzień doświadczał bolesnego niepokoju, jaki wstrząsać musi rybą, gdy się spotka z gęstymi okami matni. Szli w jakimś kierunku, który wydawał się stroną prawą, do lochu dźwigającego się w górę pochyło a stromo i tworzącego ślepą sztolnię. Wkrótce musieli schylać się w pałąk, gdyż piętro było tak niskie, że pod nim ledwo mógł się przesunąć wózek z "urobkiem". Gdzieś daleko, jakby u szczytu tej góry, widać było chodzące z miejsca na miejsce bladożółte światełka. W zaklęsłej komorze, która się nagle znalazła, słychać było pracę kilku ludzi.
- Glikauf! - rzekł Korzecki.
Odpowiedziano chórem przyjaznymi głosami, które dziwne i głębokie zrobiły na Judymie wrażenie.
"Glikauf, glikauf..."mówił do nich i on w głębi duszy.
Właśnie wtedy przerwało jakby tamę swoją nowe źródło tęsknoty za Joasią, tęsknoty tak bolesnej, bardziej bolesnej niż w chwili pożegnania.... (...)

TU MAŁA PODPOWIEDZ

Propozycja czynności analitycznych

1. Obraz świata przedstawionego
a) świat przedstawiony to środowisko górników w Zagłębiu Dąbrowskim,
b) trudne warunki pracy zagrażające życiu robotników ("Ciemność, ciemność gęstą od kwaśnego czadu rozświecał tylko czasem daleki ognik niewidzialnej postaci. W pewnych miejscach były tam schody, a właściwie szczeble do tarcic przybite; gdzie indziej szło się po oślizłej desce", "gdy chciał zatrzymać wagon siłą rozpędu lecący, pełen czarnych brył, skropionych z wierzchu wapnem, siadał na drąg przytwierdzony do hamulca i podwinąwszy nogi, mocą swą i ciężarem wstrzymywał koła"),
c) brak nadziei górników na zmianę losu ("Przywierał do mózgu obraz figur tych starców, ledwie dających się w mroku wyróżnić, tych czarnych brył, które za życia mieszkają w grobie, śnią w nim przez resztę dni swoich jak pająki, czekając cierpliwie na chwilę, kiedy już na zawsze wstąpią do ziemi, kiedy wejdą w jej zimne łono na "szychtę" wieczną"),
d) bezduszność i brutalność nadzoru kopalni ("Czytano listę robotników idących do kopalni na przeciąg swego czasu zatrudnienia, czyli na szychtę. Czytanie odbywało się numerami", "Cicho! Milczeć! Co za hałasy! Tu nie karczma!"),
e) uprzedmiotowienie ludzi ("Ubrany w baranią czapkę, sam podobny do ruchomej kupy węgla", "obraz figur tych starców, ledwie dających się w mroku wyróżnić, tych czarnych brył, które za życia mieszkają w grobie, śnią w nim przez resztę dni swoich jak pająki"),
f) personifikacja maszyn ("Tak przemawiał krzyk, zupełny krzyk dzwonka kopalni", "Tak przemawiał turkot wagonów z węglem").

2. Główny bohater - Tomasz Judym
a) przedstawienie bohatera za pomocą uczuć przez niego przeżywanych,
b) bardzo intensywne uczucia odczuwane pod wpływem wrażeń z Zagłębia ("Było mu źle, ciężko, rozpaczliwie", "dziwne i głębokie zrobiły na Judymie wrażenie", "Było w tym dźwięku coś ściskającego serce"),
c) odczuwanie sprzecznych uczuć - tęsknoty za Joasią Podborską, z którą się niedawno rozstał ("Właśnie wtedy przerwało jakby tamę swoją nowe źródło tęsknoty za Joasią, tęsknoty tak bolesnej, bardziej bolesnej niż w chwili pożegnania") na przemian z bolesnym współczuciem dla robotników ("Niektóre widoki i dźwięki, zdało się, pochłonęły tęsknotę za Joasią, zżarły ją olbrzymimi gardłami, i tylko słabe, zgubione jej echo odzywa się w jej mowie"),
d) poczucie długu społecznego wynikające z pochodzenia Judyma ("Najtajemniejsze, najbardziej istotne uczucie wewnętrzne witało w tych ciemnych i brudnych figurach ojca i matkę. - To mój ojciec, to moja matka... - szeptały jego wargi").

3. Techniki opisów
a) impresjonizm w opisie uczuć ("Właśnie wtedy przerwało jakby tamę swoją nowe źródło tęsknoty za Joasią, tęsknoty tak bolesnej, bardziej bolesnej niż w chwili pożegnania"),
b) ekspresjonizm w opisie uczuć ("Tysiące bolesnych wzruszeń wdzierały się do jego serca"),
c) naturalizm w opisie warunków pracy ("Korytarze mało różniły się między sobą. Jedne z nich były wykute li tylko w węglu, inne posiadały wyręby ze ścianami z cegły, wmurowanymi dla zatamowania ognia i mokrego a sypkiego piasku, który zowią "kurzawką". Zwyczajny chodnik o stropie półokrągłym zmieniał się stopniowo na korytarz ze stemplami, na których leżały kapy podtrzymujące rodzaj sufitu, czyli "okorki". Te korytarze doprowadziły do brzegu pochylni idącej w kierunku upadu warstw węgla. Z boku czarnej czeluści sunęła się w dół drewniana rynna, po której spychano drzewo. Obok szła stalowa czy żelazna lina wciągająca wózki",
d) używanie środków poetyckich takich jak porównania, personifikacje, reifikacje, metafory ("przerwało jakby tamę swoją nowe źródło tęsknoty za Joasią", "śnią w nim przez resztę dni swoich jak pająki", "sam podobny do ruchomej kupy węgla", "krzyk dzwonka kopalni") nadających opisom charakter liryczny.

4. Wnioski
a) dr Tomasz Judym jest człowiekiem zmuszonym do dokonania wyboru między własnym szczęściem a poświęceniem się pracy,
b) wybór jest dramatyczny, gdyż jedne i drugie uczucia są bardzo intensywne,
c) przewrotny zabieg pisarski - personifikacja maszyn i reifikacja ludzi - tworzy wrażenie gorzkiej ironii i wzmacnia poczucie odpowiedzialności Judyma,
d) sugestywny opis ludzi i warunków pracy ma na celu uzasadnienie wyboru, którego Judym ostatecznie dokona (motywacja społeczna),
e) różnorodność technik pisarskich jest charakterystyczna dla prozy młodopolskiej.

1

Odpowiedzi

2010-04-16T08:17:05+02:00
Był też zbulwersowany, zdenerwowany nieco , był w rozpaczy.
1 1 1