Odpowiedzi

2009-11-04T20:25:34+01:00
Nie jestem w stanie inaczej zatytułować tego postu.W ogóle nie jestem w stanie robić niczego racjonalnie etc.Właśnie przed chwilą przyszedł mój kuzyn Paweł z wieścią,że jego brat bliźniak,a mój drugi kuzyn Michał,ten mieszkający w UK,został ojcem!!!!Ten niewyobrażalnie wyczekiwany malutki Ryan,jego pierwszy synek,przyszedł w końcu na świat.Ze słuszną wagą(4,3 kg)i zapewne ładnym wyglądem-w końcu mój kuzyn przystojnym mężczyzną jest,a i jego żonie,a od dziś i szczęśliwej mamusi,niczego nie brakuje;)Cieszę się bardzo i nie ukrywam,że z miejsca dzieciakowi zazdroszczę-oczywiście miejsca urodzenia.Będzie tam sobie mieszkał,a nawet,jeśli wrócą kiedyś do Polski,w jego papierach i tak będzie widniało miejsce urodzenia:Lisburn,Nothern Ireland i dzieciak będzie mógł szpanować,że zagramaniczny jest...Super.

Rzecz jasna,są w tym też ciemne strony.Po pierwsze,smutno mi,że z powodu wszechobecnego kryzysu gospodarczego i rosnących cen transportu lotniczego pewnie nieprędko zobaczę tę maludę.Drugi problem jest trochę bardziej złożony.Naszła mnie bolesna refleksja:Boże święty,ludzie wokół żenią się,biorą śluby,mają dzieci,są w parach...A ja?Pary nie mam(i widoków na nią też,niestety),widoków na ślub też nie,o dziecku wprawdzie nie marzę,ale jakby się przydarzyło,nie mam nic przeciwko...I właśnie z tego lekkiego smutku,jak i z radości spowodowanej narodzinami Ryanka,rozgrzeszyłam się i zrobiłam sobie małego drinka pt.Cola Zero plug in(z czystą).Oczywiście,matka zrzędzi,że jest Wielki Post,a w poście podobno się nie pije,ale ja post mam gdzieś(z wiadomych względów)i się napiję.A co.

Słowem,dzisiejszy dzień mimo wszystko kończę radośnie.I znajduję trzeci powód,by wznieść toast:Austria,moja ulubiona reprezentacja skoków narciarskich,zdobyła kolejne Mistrzoistwo Świata.Gratulacje!...Jest super...
2009-11-04T20:39:24+01:00
22 października, 2009 g. 21:30

Ten dzień zaczął się jak każdy inny - monotonia życia codziennego - rano do szkoły, tam czekały dwie klasówki, które bez problemu napisałam, żarty z przyjaciółkami, ciekawe zajęcia z w-fu. Jednak to co działo się później .. Istny koszmar!
Właściwie wszystko zaczęło się od chwili w której opuściłam budynek szkoły. Szłam w stronę domu powoli spacerując i rozkoszując się słońcem - które dawno do nas nie wyglądało - aż nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię, nie powiem, że się nie przestraszyłam, bo w uszach miałam słuchawki od mp3 i nie wiedziałam, że ktoś za mną idzie - teraz wiem, że to było głupie!
'Zabawkę' tę dostałam od chrzestnej na urodziny, dokładnie miesiąc temu - cieszyłam się z tego małego gadżetu, bo ja jeszcze długo nie mogłabym sobie na coś takiego pozwolić, dlatego codziennie moja mp3 towarzyszyła mi w drodze do i ze szkoły, a także czasem w niej. Ta osoba, która szła zaraz za mną łapiąc mnie za ramię krzyknęła coś, dopiero kiedy wyjęłam słuchawki, chłopak powtórzył, a raczej zarządzał, żebym oddała mu moją mp3 ! Zapytałam nieśmiało, a jednak stanowczo, czy sobie żartuje, jednak ten tylko się spojrzał - przysięgam, że gdyby wzrok zabijał leżałabym już tam trupem - i nie, nie wyglądał na takiego który ma ochoty na żarty. Przypomniałam sobie, że znam go z widzenia, albo ma podobną twarz do któregoś z moich znajomych. Rozejrzałam się dookoła i nie widziałam żywej duszy - i znów przypomniało mi się, jak mama powtarzała, żebym nie wracała na skróty a główną drogą, bo tak bezpieczniej, a ja kolejny raz nie posłuchałam. Chłopak zaczął się śmiać kiedy zauważył, że zaczynam się bać czy też ewentualnie szykować do ucieczki i kiedy byłam już skłonna oddać mu tę głupi kawałek metalu z innymi drobnymi śrubkami i muzyką w środku zza bramy wyskoczyli moi kochani i mili koledzy z klasy, krzycząc ' mamy Cię ! ' - naprawdę zabawne, prawda ? Przyznam, że mnie do śmiechu nie było, jeszcze długo minęło zanim doszłam do siebie. Mamie oczywiście nic nie powiedziałam, sama muszę siebie winić za swoją głupotę. Wniosek? Głupi żart nauczył mnie tego, że czasem warto posłuchać kogoś starszego, a i droga na skróty nie zawsze jest tą lepszą.
Mimo to cieszę się, że ten dzień już się skończył, oceniam go jako najstraszniejszy w życiu - nigdy tak wcześniej nie bałam się, że naprawdę może coś mi się stać i że nie mam wyjścia i muszę się poddać bez walki, bo z góry byłam skazana na porażkę. Jest jeszcze wczesna godzina, a ja jestem strasznie zmęczona, jutro w szkole na pewno czeka mnie ciągłe wypominanie tego jaką miałam głupią minę, jak dałam się wkręcić z żarty.

Dobranoc Pamiętniku.



Pozdrawiam ;)