Odpowiedzi

2009-11-06T16:21:00+01:00
Moja przygoda z Misiem rozpoczęła się kilka lat temu. Dobrze pamiętam, to były moje ósme urodziny. Zjechała się najbliższa rodzina,
było też kilka moich koleżanek i kolegów. Wszyscy składali mi życzenia, dawali prezenty i nie obeszło się bez buziaka w policzek.
Dostałam różne prezenty, niektóre świetne, a inne trochę mniej pocieszające, ale ze wszystkich byłam raczej zadowolona.
Wieczorem poszłam z rodzicami na spacer do parku. Było trochę zimno, co jest oczywiste przy późnej jesieni, ale podobało mi się.
Nagle usłyszałam jakiś odgłos.
-Co to? -spytałam mamy. Mama nie zdążyła nic powiedzieć, bo zza drzewa wyłonił się kudłaty piesek.
-Jaki śliczny! Wygląda jak pluszowy miś! -krzyknęłam pełna radości i podbiegłam do niego, aby się z nim pobawić. Słyszałam jak rodzice
o czymś rozmawiają. Wyłapałam słowa: "biedaczek", "właściciel", "ogłoszenie" i "schronisko". Na początku zastanawiałam się,
o co może chodzić, ale po jakimś czasie skojarzyłam fakty. Biedaczek, czyli ten prześliczny piesek stracił właściciela i trzeba będzie
napisać ogłoszenie, aby go znaleźć. A jeśli się nie uda, pozostaje jeszcze schronisko. "O, niee. Nie zgodzę się na to."-pomyślałam i wzięłam
czyjąś zgubę na ręce, a następnie podbiegłam do mamy i taty. Popatrzyłam na nich błagającym spojrzeniem. Westchnęli. Tata pochylił
się nade mną i powiedział:
-Córeczko, ten pies ma swojego pana, tylko pewnie mu uciekł, albo się zgubił. Weźmiemy go do domu,
a potem napiszemy ogłoszenie i właściciel się zgłosi. A na ten czas, kiedy ten Miś będzie mieszkał u nas, możesz się nim opiekować.
-A jak właściciel się nie znajdzie to ja będę mogła nim zostać?
-Jak się nie znajdzie to prawdopodobnie oddamy go do schroniska. Nasz dom nie jest dobrym mieszkaniem dla psa. Będzie się nudził.
Ty chodzisz do szkoły, ja i mama do pracy. A psa nie można mieć od tak, to musi być przemyślana decyzja.
-Ja już to dawno przemyślałam, proszę was o zwierzątko od wieków, ale nic z tego do tej pory nie wyszło.
-Jeszcze porozmawiamy.
Następnego dnia, gdy się obudziłam, od razu spojrzałam na Miśka. Westchnęłam i poszłam zjeść śniananie. Mama obiecała,
że dziś wywiesimy ogłoszenia w okolicy i właściciel psa się znajdzie. Nie podobało mi się, gdy rodzice mówili na niego "pies".
Mijały dni, a nikt się nie odezwał, wyglądalo na to, że Miś nie wróci do swojego starego domu. Rodzice tracili nadzieję, mieli plany
aby oddać go do schroniska, a ja coraz bardziej przepełniałam się nadzieją. Prosiłam, błagałam żeby Misiek mógł zostać u nas.
Na początku było trudno, ale w końcu udało mi się namówić mamę, która obiecała porozmawiać z tatą.
Udało się! Do tej pory jestem szczęśliwą panią Miśka, a w domu jest dzięki niemu więcej śmiechu.





Sama napisałam ;]