Odpowiedzi

2009-11-07T18:04:26+01:00
Pamiętniczku!
To był bardzo udany dzień! Byłam wraz z przyjaciółmi na małej wycieczce w pobliskich laskach.
Tak konkretnie to okazało się,że miejsce do którego doszliśmy nie było tak pobliskie.Powiem krótko jak to się stało.
Szliśmy naszą wspaniałą, pięcioosobową paczką i Piotruś wpadł na pomysł,że poczyta nam kilka kawałów.
Zgodziliśmy się z chęcią.On wyciągnął książeczkę i zaczął czytac je po drodze.Wszyscy szliśmy bardzo weseli pewną długa drogą,kiedy Paula zauważyła grzybka na poboczu.
Wszyscy pobiegliśmy go zobaczyc.Piotrek położył książkę na kamieniu,wyciągnął swój scyzoryk i grzybek ścięty, w pobliży zobaczyliśmy kolejnego i następnego,szliśmy i ciągle zrywaliśmy,nagle odwracamy się i....nie wiemy gdzie jesteśmy.To było straszne uczucie.Zaczęliśmy się cofac i szukac miejsca,skąd odeszliśmy.Na marne. Jednak nagle usłyszałam gdzieś samochody i zaczęliśmy iśc. Okazało się że jesteśmy na całkiem innej dzielnicy.
Wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do domu.
Wszyscy byliśmy zadowoleni,że się odnaleźliśmy,tylko Piotrkowi było trochę żal książeczki która zostawił.
Do kolejnego wpisu.
1 1 1
2009-11-07T18:43:01+01:00
To było coś dziwnego. Niesamowite uczucie. Po raz pierwszy to ja zaproponowałam spotkanie. Musiałam się z nim spotkać. Po prostu musiałam. Rozmawialiśmy na GG i nagle mnie oświeciło. Napisałam że mam głupi pomysł. Zaciekawiło go. Zapytałam się czy chce się teraz spotkać. Był nieco zakłopotany, nie spodziewał się tego, nie o tej porze. Czułam się jak we śnie. Ktoś mnie popchnął a ja po prostu jechałam po lodzie, gładko, szybko. Czas uciekał, byliśmy coraz starsi. Odpowiedział że bardzo chętnie. W pośpiechu ubrałam buty i kurtkę, zawołałam psa jako pretekst i wyszłam. Chłodne majowe, nocne powietrze uderzyło mnie w twarz. Coś magicznego. Czułam że żyję. Jeszcze chwila a urosły by mi skrzydła. Szłam kilka sekund wzdłuż chodnika, stanęłam tam gdzie zawsze. Czekałam. On ma trochę dłuższą drogę. Byłam strasznie zdenerwowana gdy się zjawił. Już nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, wszystko działo się tak szybko... zdecydowanie za szybko. Chciałam aby trwało całą wieczność. Tylko ja i on (i pies xD), chłodna noc, gwiazdy i ogromny księżyc. Coś pięknego… Szliśmy alejką prowadzącą do parku. Nad nami korony drzew, wiatr lekko poruszał liśćmi, czułam zapach zbliżającego się lata. Mówiliśmy coś o jego żółwiu, o tym jak się wyrwał o tak późnej porze z domu i o wielu rzeczach. Ale wszystko trwało zbyt krótko, zaledwie 20-30 min. To była niesamowita noc…