Odpowiedzi

2009-11-07T19:25:36+01:00
Słońce chyliło się ku zachodowi, a mewy radośnie zataczały ostatnie dziś kręgi na horyzoncie. Idę wzdłuż plaży mijając szereg nadmorskich przepełnionych kawiarenek. Mijam ludzi dużych i małych, starych i młodych, szczęśliwych i smutnych. Przez chwilę mam wrażenie jakby ta mała nadmorska miejscowość zamieniła się w miejską metropolię, gdzie każdy zdąża w swoją stronę i jest anonimowym obywatelem; na uśmiech czy iskierkę sympatii nie ma co liczyć. Zatrzymuję się przy mnie młody chłopak, myślę, że ma 19-20 lat. Pyta się mnie, która jest godzina.

- Nie wiem - odpowiadam zdegustowany już całą bieganiną ludzi. O niczym innym nie myślą Ci biedni ludzie, jak tylko o czasie, z którym i tak nie wygrają. - Po co chcesz wiedzieć, która jest godzina? - zapytałem.
- Spieszę się na spotkanie z dziewczyną moich marzeń. Nie mogę więc się spóźnić, bo to pierwszy raz.
- Na miłość nigdy nie jest za późno. Wszystko ma swój czas, każda sprawa pod niebem - odpowiadam.
- Pomimo wszystko nie chce jej stracić spóźniając się na pierwsze spotkanie; muszę zrobić dobre wrażenie.
- Poznaliście się przez Internet?
- Tak, piszemy do siebie na Gadu-Gadu od dwóch miesięcy i postanowiliśmy się spotkać.
- Dlaczego tak boisz się ją stracić, skoro już tyle pisaliście? A poza tym nie wiesz, czy te spotkanie nie będzie waszym ostatnim.
- Co masz na myśli?
- Nie ważne - odpowiedziałem.
Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie i pobiegł dalej przed siebie. W oczach miał wyraźne iskierki nadziei i dlatego był szczęśliwy; odniosłem wrażenie, że był trochę naiwny albo przedwcześnie zakochany. Cóż, jeszcze nie znający życia, nie zraniony przez nikogo.
Ja poszedłem dalej; oddalając się od kawiarenek i tłumu zabieganych ludzi zacząłem wyrażać swoją wdzięczność do Boga za to, że mogłem być w tym miejscu i oglądać dzieło rąk Jego.
"Dziękuje Ci Panie, za to, że jestem.
Dziękuję, Ci za to miejsce, ludzi, za miłość Twoją..."

- Dlaczego jesteś taki szczęśliwy? - usłyszałem głos, który zupełnie wybił mnie z rytmu modlitwy.
- Słucham?
- Co sprawia, że jesteś tak szczęśliwy i wdzięczny Bogu?- powtórzył głos.

Odwróciłem się, a za mną stał starszy mężczyzna ubrany w łachmany. Nie golił się chyba już z dobre kilka miesięcy, a zapach potu czułem pomimo, że dzieliło nas kilka metrów.

- Właśnie On sam, daje mi tę siłę. Śledziłeś mnie?
- Nie, mieszkam tam niedaleko - wskazał na starą opuszczoną latarnię. A gdy ktoś przechodzi staram się nawiązać z nim dialog, bo rzadko rozmawiam z ludźmi.

-Jestem Jan Latarnik - wyciągnął rękę w moją stronę.

Przedstawiłem się również i pomyślałem skwapliwie - powinno być Jan Pustelnik chyba.

- Odpowiesz na moje pytanie czy zostawisz dla siebie tę wielką tajemnicę? - zapytał Jan Latarnik.
- Szczęście to nie tajemnica. Każdy może być szczęśliwy gdy tylko będzie ufał Bogu i miał w nim nadzieję. Widzisz, bo ja nie pokładam nadziei w ludziach bo już nie raz mnie zawiedli, a Pan jeszcze nigdy. Moim szczęściem jest mój Bóg. Czy wiesz o czym mówię?
- A kim jest Twój Bóg? - te pytanie sprawiło, że chwile się musiałem zastanowić.
- Mój Bóg jest także i Twoim Bogiem pozwól Mu tylko działać w Twoim życiu. Otwórz się na niego, a poznasz Jego siłę.

Przypomniało mi się, że dostałem kiedyś mały niebieski Nowy Testament od znajomego. I miałem go przy sobie. Wręczyłem go Latarnikowi.

- Dziękuje - powiedział i odszedł w stronę latarni. Gdy mówiłem mu te słowa, jego oczy jakby na chwilę zmieniły blask.

Robiło się już późno, a słońce zupełnie zniknęło za horyzontem. Postanowiłem wracać do miasta.
Na powrót mijając nadmorskie kawiarenki zauważyłem młodego chłopaka siedzącego samotnie na drewnianej ławce. Z daleka wydał mi się znajomy, podszedłem więc. To był ten sam chłopak, który tak spieszył się na spotkanie z ukochaną osobą. Obok niego leżała wyczerpana już dniem róża.

- Cześć - powiedziałem.
- Cześć - odpowiedział beznamiętnym głosem jakby.

Chłopak mnie rozpoznał.

- Powiesz mi co się stało? - nie ukrywałem ciekawości.
- Dziewczyna którą poznałem przez Internet - nie przyszła. Napisała sms, że jeszcze nie jest gotowa na spotkanie i że nie wiem kiedy będzie. Że bardzo przeprasza...i takie tam.
- Rozumie, musisz być rozczarowany.
- Jestem też zawiedziony, a jednocześnie zły na samego siebie. Jak mogłem być taki naiwny? -pytał samego siebie.
- Ty po prostu byłeś szczery w tym co robiłeś i nie masz co się obwiniać. Powiem ci coś.
To jeszcze nie był czas, żebyś spotkał swoją miłość. Musisz poczekać. Prędzej czy później ona znajdzie ciebie. Kiedy dasz sobie spokój i przestaniesz jej szukać przyjdzie do Ciebie w najmniej oczekiwanym momencie twojego życia, wtedy kiedy będziesz zupełnie nie przygotowany i nie będziesz się jej spodziewał.
- Skąd to wiesz? - zapytał.
- Nie wiem, ale tak jest. Twoje pragnienie może cię zgubić i zamknąć drogę miłości. Musisz być obojętny wtedy ona odrodzi się na nowo w miejscu jakiego byś się nie spodziewał.
- To chyba w moim sercu. I powinno mi zależeć.
- Nie, najpierw napotkasz jej spojrzenie, z oczu waszych wypłyną iskierki szczęścia o których tylko wy będziecie wiedzieć, później zrodzi się miłość w waszych sercach. Zależeć zacznie ci wtedy gdy będziesz ją tracił albo stracisz zupełnie. A tak to będzie pragnienie własności.
- Nie, kiedy zrodzi się miłość zacznie mi na niej jeszcze bardziej zależeć by ją utrzymać przy sobie - stwierdził chłopak.
- Właśnie to powiedziałem. Jeżeli stracisz tę miłość z powodu jakiś błędów, zostanie ci tylko poczucie winy, że coś zepsułeś i że mogłeś zrobić inaczej, lepiej, wtedy zrozumiesz, że ją straciłeś i zacznie ci zależeć żeby ją odzyskać.
- I co wtedy? - zapytał naiwnie jak dziecko.
- Być może Bóg da ci drugą szansę w tej samej osobie.
A być może będziesz tułał się we własnych marzeniach po bezkresach fantazji i staniesz się synem martwej nadziei. Będziesz miał świadomość, że przegrałeś miłość.
Po jakimś czasie będą pojawiały się zbłąkane dusze nie pasujące do twojej, aż do czasu gdy spotkasz oczy w których znów się zakochasz. Nie wiesz gdzie i o jakiej porze dostaniesz tę kolejną szansę. Nie zmarnuj jej wtedy.
- O jakiej szansie mówisz?
- Pierwszym drugim razie - jeżeli w ogóle taki istnieje. Wybacz ale robi się późno muszę już iść.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia
1 5 1