Zadanie dla osób , które bardzo ładnie piszą opowiadnia czyli nie ja. ;p

Potrzebuje opowiadania, które potwierdzi prawdziwośc przysłowia " Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" Potrzebuje na jutroo.!!!

Czyli np. żę tam na początku było źle a potem było szczęśliwie .
Zakonczenia ma byc zakączona happy endem.

Ma być napisane samodzielnie nie ściągnięte z netaa.!

3

Odpowiedzi

2009-11-09T15:46:33+01:00
Był piękny słoneczny dzień.Słońce złocistymi promieniami oświetlało cały nasz ogród.Rozmarzyłam się przez chwilę i myślałam o niebieskich migdałach.Było cicho i przyjemnie takie dni lubie najbardziej.Pewnie za chwile przydą po mnie koleżanki i pojdziemy na nowy plac zabaw.magle czyjś głos zagłusza moją sielankę.
-Kasia nie wykręcaj się tylko siadaj i ucz cie na sprawdzian-mówi mama.
No i prosze cała fantazja prysła jak bańka mydlana.
-Ale dzisiaj chciałam wyjść z koleżankami-odpowiadam.
-Nie ma mowy wiesz,że jutro ważny test!-odburknęła mama i znikła w drzwiach przedpokoju.No wieęc usiadłam i nawet nie zdąrzyłam wyjąć książek,gdy usłyszałam dzwonwk do drzwi.To była Ola i Basia,prosiły żebym wyszła.Nic jedna nie dało proszenie mamy musia łam zostać.Uczyłam sie polnie bo skoro i tak nie miałam nic leprzego do roboty.Następnego dnia odbył się obiecany sprawdzian.
Po tygodniu wychowawczyni przyniosła wyniki.Dostałam najleprzą ocenę.Byłam z siebie strasznie dumna.W nagrodę mama pozwoliła mi kupić sobie wymażoną bluzkę.Z tej przygody wywnioskowałam,iż nie ma tygo złego co by na dobre nie wyszło.
5 2 5
Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-09T15:57:47+01:00
Pewnego dnia poszłam z psem na spacer do lasu.Było południe więc nie musiałam się spieszyć i swobodnie chodziłam obrzeżami lasu.Spuściłam psa żeby sobie pobiegał.Nagle zobaczyłam, że pies wyczuł coś i podążał za śladami.Postanowiłam pójść za nim , sprawdzić co się stało.W pewnym momencie zorientowałam się ,że jestem na środku lasu. Krótko mówiąc zgubiłam się. Wpadłam w panikę, zaczęłam się rozglądać, lecz nigdzie nie widziałam wyjścia.Z tych nerwów nie zauważyłam, że mojego psa nie ma. Zaczęłam go wołać lecz nie przybiegł i nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Sięgnęłam po komórkę, a na moje nieszczęście okazało się, że nie ma zasięgu.Byłam bliska płaczu, nie wiedziałam co robić.Zaczęło się ściemniać i miałam coraz słabszą widoczność. Wtem usłyszałam szczekanie.Po głosie rozpoznałam,że jest to szczekanie mojego psa. Pobiegłam nadsłuchując skąd nadchodzi głos. Znalazłam mojego przyjaciela razem z sarenką, która była złapana w pułapkę. Postanowiłam,że uwolnię biedną sarenkę.Gdy ją rozplątałam z pułapki obejrzałam ją czy nic się jej nie stało. Była zdrowa jak ryba, więc puściłam ją wolno.Lecz nadal nie wiedziałam gdzie jest wyjście z lasu.Zaczęłam płakać i wtedy mój pies pociągnął mnie za rękaw kurtki.Chcąc żebym szła za nim.
Okazało się, że pies znał drogę.Gdy wróciłam do domu opowiedziałam rodzicom całą historię. Moja mama powiedziała "Nie ma tego złego co by wyszło na dobre"
5 4 5
2009-11-09T19:45:58+01:00
Czułam się, jakbym do szkoły musiała iść już szósty raz w tygodniu. Z tą różnicą, że dzisiaj był dopiero wtorek. Wrażenie to wywołała masa sprawdzianów, przez która mieliśmy dzisiaj przejść. Nie takich łatwych sprawdzianów. To były prace klasowe z całego semestru. Ze wszystkich najgorszych przedmiotów, jakie tylko można było sobie wyobrazić.
Do szkoły poszłam pół godziny wcześniej. Zawsze tak robiłam w dniu jakiegoś sprawdzianu. Mogłam wtedy poprosić koleżankę, by mnie przepytała lub spokojnie dopracować ściągi, ewentualnie je dopiero stworzyć. W szkole było prawie pusto. Po drodze do szatni spotkałam kilka osób, wszyscy byli z mojej klasy. Rozmawiali akurat o najlepszych metodach na ściąganie. Widocznie nie tylko ja uznałam, że prościej przepisać informacje na karteczki. Kiedy zadzwonił dzwonek, w szkole było niepokojąco pusto. Właściwie poza osobami z mojej klasy, w szkole spotkałam tylko nauczycieli. Z zamyślenia wyrwał mnie pan od fizyki, który kazał się ustawić parami przed salą. Sprawdzian był koszmarny. Nie myślałam, że będzie aż tak źle. To była jednak tylko rozgrzewka w porównaniu do tego, co nas miało jeszcze czekać. Po fizyce była matematyka. Później polski – dwugodzinna praca klasowa, po której myślałam, że mi odpadnie ręka. Czułam się jakbym właśnie podróżowała przez cały najbliższy miesiąc w przyspieszeniu, zatrzymując się na sprawdzianach. Po polskim wcale nie było lepiej – historia, chemia, geografia... Nauczyciele co dziesięć minut znajdowali nowe ściągi, nie miałam już siły odpowiadać na pytania, pilnując jednocześnie, żeby nauczyciele nie znaleźli moich ściąg. Czułam się, jakbym występowała w horrorze. Kiedy na historii pięć minut przed końcem lekcji zauważyłam, że kartka z pytaniami miała drugą stronę, prawie się załamałam. Najgorsze miało jednak nadejść. Weszłam do sali i usiadłam, jak zwykle, w ostatniej ławce pod oknem. Klasa w napięciu czekała na wejście do sali pana od wosu. Kiedy ten rozdał arkusze z pytaniami, stwierdziłam, że wolę jeszcze raz przechodzić przez dzisiejszy koszmar, byle tylko nie pisać wosu.
Klasa nie miała już siły pisać i ostatnia osoba skończyła piętnaście minut przed dzwonkiem. Wtedy pan od wosu, który jest również naszym wychowawcą, powiedział, że na naszym miejscu nie przychodziłby dzisiaj do szkoły, tym bardziej, że nie mieliśmy takiego obowiązku. Okazało się, że na szkolnej stronie internetowej było napisane, że dzisiaj nie trzeba uczestniczyć w zajęciach. Po tygodniu, kiedy się otrząsnęliśmy z tego horroru, stwierdziliśmy, że w sumie to dobrze było napisać te sprawdziany, bo przez cały następny miesiąc będziemy mieli upragniony spokój.
3 4 3