Odpowiedzi

2009-11-09T16:06:54+01:00
Był dzień 23 marca 1943 roku. Świtało... kiedy funkcjonariusze Gestapo wpadli do mieszkania Janka. Został przewieziony na Pawiak, co dla Polaka w ówczesnych czasach równoważyło z wyrokiem śmierci. Na wieść o aresztowaniu najbliższego przyjaciela Tadeusz Zawadzki (1921-1943) - pseud. Zośka - powiedział - odbijemy "Rudego"!.
Tymczasem Janek był przesłuchiwany przez Niemców. Bity bez przerwy po całym ciele wypierał się wszystkiego. Nie usatysfakcjonowani gestapowcy przewieźli go do swojej siedziby przy Alei Szucha, gdzie kontynuowano brutalne przesłuchanie.
W tym czasie "Zośka" ściągnął wszystkich chłopaków, których udział przewidziany był w akcji odbicia "Rudego". Punktualnie o godzinie 17.00 cały oddział w pełnej gotowości znalazł się na zbiegu ulic Bielańskiej, Długiej i Nalewek. Tego dnia jednak nie przystąpiono do odbicia Janka. "Zośka" musiał przepuścić więźniarkę wiozącą zmasakrowanego przyjaciela, bowiem Komendant Chorągwi Warszawskiej Szarych Szeregów Stanisław Broniewski (1915-2000) - pseud. Orsza - odwołał akcję. Przyczyną takiej decyzji był brak możliwości nawiązania kontaktu z dowództwem AK. Minęły dwa pełne dramaturgii dni... W piątek, 26 marca do Warszawy powrócił szef Kedywu (Kierownictwa Dywersji) Komendy Głównej AK, mjr Wojciech Kiwerski. To on o godzinie 16.40 wydał rozkaz: "trzaskać!".
Nie minęło zbyt dużo czasu kiedy z dyżurki gestapo zadzwonił Zygmunt Kaczyński - pseud. Wesoły - znany na Alei Szucha jako akwizytor firmy E. Wedel. To on przekazał dyżurującemu w knajpie przy ulicy Długiej następującą wiadomość: "Wysyłam towar, bezwzględnie musi być dziś odebrany!". Po otrzymaniu wiadomości dyżurujący szybko przekazał ją "Orszy". Komendant Chorągwi Warszawskiej Szarych Szeregów podniósł gwizdek do ust, dając tym sygnał na rozpoczęcie akcji. Walka z gestapowcami przebiegła inaczej niż planowali młodzi Polacy.
Ulicą Bielańską od placu Teatralnego jechała kryta buda marki Renault. Niespodziewanie jednak z pobliskiej bramy wyłonił się granatowy policjant i podniósł pistolet w kierunku "Zośki". Komendant warszawskich Grup Szturmowych Szarych Szeregów był jednak szybszy. Padający na ziemię policjant, mimo uprzedzenia, że podnosi rękę na Polskę Podziemną, oddał strzał do Tadeusza Krzyżewicza - pseud. Buzdygan - raniąc go śmiertelnie.
Zaalarmowany strzałami kierowca więźniarki przyspieszył. Jednak zamiast skręcić w ulicę Nalewki, wjechał na Długą. Czekający na Nalewki chłopcy z sekcji "Butelki" rzucili się do ataku, obrzucając samochód butelkami zapalającymi. W błyskawicznym tempie płomienie ogarnęły maskę oraz szoferkę, z której wyskoczyło dwóch palących się gestapowców. Dwaj inni otworzyli chaotyczny ogień w kierunku Polaków. Zostali jednak zaatakowani przez ukrytych w ruinach Nalewek szturmowców z grup uderzeniowych "Sten I" i "Sten II". Obie sekcje miały trudne zadanie, bowiem musiały uważać, aby nie ranić więźniów znajdujących się w aucie. Biegnącego od strony Nalewek oficera SS zastrzelił Aleksy Dawidowski (1920-1943) - pseud. Alek. Pozostali chłopcy likwidowali gestapowców znajdujących się na tyłach samochodu. Zdecydowane natarcie grupy "Atak" zakończyło całą akcję, trwającą 15 minut. Uciekających z więźniarki "Alek" i "Zośka" kierowali na Bielańską i Długą. W samochodzie pozostał jednak "Rudy". Wyglądał strasznie: zielonożółta twarz, ogolona głowa, zapadnięte policzki, siniaki pod oczyma, sine uszy... Nie miał siły wstać... Z auta wynieśli go koledzy. Trzymając "Zośkę" za rękę, "Rudy" powiedział szeptem: "Nie myślałem, że to zrobicie". Po chwili rozległ się gwizdek kończący akcję. Jej uczestnicy po kolei znikali w wąskich ulicach Starówki. Nie wszyscy jednak uszli z życiem. Uciekającego "Alka" postrzelono w brzuch. Zdołał on jednak powstrzymać nadbiegających Niemców granatem.
Dla "Rudego" i "Alka" była to ostatnia akcja w życiu.