Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-21T21:19:39+01:00
Och. Wtedy ktoś wszedł do stajni wpuszczając przez drzwi zimnie,mroźne powietrze. Była to kobieta z mężczyzną od których biło jakies nieprawdopodobne ciepło...Bardzo chciałam zobaczyć co się działo . Lecz niestety. Jako mała mucha, nie miałam szans.
Zanim podleciałam pod prawie sam dach szopy usłyszałam płacz dziecka.
Zdumiało mnie to. Lecz nawet jako nic nie znaczące zwierze, poczułam dziwną radość. Kobieta trzymała na rękach dziecko. Zmarznięte i płaczące.
Pomyślałam "jakie to straszne, że nie dali im miejsca w żadnej gospodzie". Lecz Oni oboje...to było niesamowite. Można było powiedzieć że nie interesowało ich gdzie są. Cieszyła ich , ich własna obecność. I obceność tego nowonarodzonego chłopca.
-Jezus...-usłyszałem. Był to szept kobiety. Po czym pogładziło dzieciątko po głowie i włożyła do żłobka z sianem.
To imię tak do mnie "uderzyło". Wiedziałam. Wiedziałam że on będzie wielkim człowiekiem.


Mam nadzieje że pomogłam. Pozdrawiam i powodzenia :)