Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2010-01-13T21:35:06+01:00
Wchodzenie na wulkany uważam za nudne i mało wymagające. Na swoim koncie mam trzy wulkany i ich ilość na liście moich zdobytych szczytów, będzie przybywać raczej z małą prędkością. Na wulkan Iztaccihuatl (5286m) w Meksyku wchodziłem aby przygotować się kondycyjnie do ultra maratonu. Na Pico de Orizaba (5630m) aby sprawdzić krater i potencjalne drogi wspinaczkowe na jego ścianach.


Stoki wulkanu Lanin miały być miejscem testowania sprzętu narciarskiego, który planuje użyć na Lodowcu Kontynentalnym. Nie mniej jednak, tą mini wyprawę na patagoński wulkan uważam za udaną i ciekawą. Oprócz tego prawdopodobnie było to pierwsze zimowe polskie wejście na ten szczyt (jeżeli się mylę proszę dajcie mi znać). Oprócz wspaniałej atmosfery (byłem tam z pięcioma przyjaciółmi), wejście na wulkan było ciekawe i interesujące z uwagi na piękne widoki. Meksykańskie wulkany, a raczej ich otoczenie należy raczej do monotonnych. W przypadku wulkanu Lanin mamy większą różnorodność widokową. Wszędzie dookoła góry i jeziora. Ostre szczyty i głębokie doliny. Im wyżej wejdziemy tym więcej zobaczymy. Co chwilę nowe „atrakcje”. Nowy szczyt czy lepsza perspektywa ich oglądania.
Wulkan Lanin nie jest trudny technicznie. Aczkolwiek ostatnie dwieście metrów stoku wymaga już użycia czekana (między innymi do zatrzymania się w przypadku nagłego odpadnięcia) i raków. Podczas tej wyprawy nie udało mi się przetestować sprzętu narciarskiego. Warunki zjazdowe były trudne. Śnieg był twardy i zamarznięty, często pokryty grubą skorupą lodu.Zamiast nart i śnieżnych rakiet, zakładaliśmy raki. Samo wchodzenie nie było skomplikowane. Mieliśmy doskonałą pogodę. Jednak zdobywanie kolejnych metrów było wyczerpujące. Stromy stok , twardy śnieg i lód powodował, że mięśnie nóg pracowały z pełną parą. Część grupy już wcześniej była na tym szczycie. Tym razem mieli go zdobyć zimą. Niestety długi marsz po stromym stoku i zmęczenie spowodowało, że moi towarzysze po kolei odpadali z gry.
Kolana i zmęczone nogi odmawiały posłuszeństwa.
Ostatnie „prosta” okazała się najbardziej wymagająca. Mocno nachylona, pokryta lodem. Ostatni wycofał się Marcelo. Przed siedemdziesięciostopniowym progiem, którego nie potrafił pokonać. Tutaj zabrakło doświadczenia i górskiego obycia, a i czas powoli się kończył. Zamierzaliśmy wrócić do schronu przed zachodem słońca. Z uwagi na szybsze tempo marszu tylko ja dotarłem na szczyt z naszej sześcioosobowej załogi. Na szczycie miałem doskonałą pogodę i wspaniały widok na Kordylierę. Spędziłem tam dwadzieścia minut robiąc zdjęcia i obserwując okoliczne szczyty.
1 5 1