Odpowiedzi

2009-10-27T12:23:57+01:00
Po opuszczeniu Ziemi Mały Książę wyruszył w drogę powrotną, do domu. Nie było to takie proste, jak mogłoby się wydawać: spośród sześćuset planet, musiał odnaleźć jedną - swoją.
Żebyście lepiej wyobrazili sobie jego sytuację musicie wiedzieć, że planety były podzielone na dwa kierunki świata: wschód i zachód. Jeśli wybrałby niewłaściwą drogę, błąkałby się aż do śmierci, gdyz oba kierunki miały oddzielne konstelacje. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia.
"Trudno - pomyślał Mały Książę - nie mam zbyt dużego wybor. Skoczę w kierunku zachodzącego słońca." Jak pomyślał - tak i zrobił.

Pierwszą planetą, na której wylądował, była planeta Tancerza.
- Dzień dobry - powiedział Mały Książę.
- Dzień dobry - wystękał Tancerz.
- Co robisz? -
- Tańczę. -
- Po co? -
- Żeby tańczyć. -
- Czy mógłbyś na chwilę przestać i porozmawiać ze mną? -
- Nie. -
- Czemu? -
- Bo nie. -
- Nie jesteś zmęczony? -
- Jestem. -
- To czemu nie odpoczniesz? -
- Bo inaczej przgram -
- Z kim? -
- Z innymi zawodnikami. -
Mały Książę obkręcił się dookoła i stwierdził, że na planecie jest tylko on i Tancerz.
- Ale przecież poza mną i tobą, nikogo tutaj nie ma, więc z kim możesz oprzegrać? -
Tancerz zamyślił się przez chwilę, a potem rzekł:
- Widzisz, mam pewien kłopot: jestem bardzo ambitny. Kiedyś wygrywałem wszystkie zawody, dostawałem zaproszenia na turnieje, ale obecnie nie ma żadnego tańca, w którym nie byłbym mistrzem. -
- Więc po co tańczysz? -
- Żeby nie wyjść z wprawy. -
Mały Książę doszedł do wniosku, że powinien ruszyć w dalszą drogę.
- Żegnaj! - zawołał.
Tancerz nic nie odpowiedział, tylko machnął ręką.
"Spotkałem wielu dorosłych, ale wszyscy są tak samo dziwni. Jak wrócę do domu, opowiem wszystko mojej róży." - pomyślał Mały Książę.

Kolejną planetą, którą odwiedził Mały Książę była planeta Przeczulonego. Było na niej jedynie łóżko, tabletki, woda utleniona i plastry.
- Dzień dobry. - powidział Mały Książę.
- Witaj. - odpowiedział Przeczulony słabym głosem i kichnął.
- Co ci się stało? -
- Nic. -
- To czemu leżysz w łóżku. -
- Właściwie to dlatego, że mam wysoka gorączkę - wskazał na termometr. - Temperatura mojego ciała wynosi 36,8C, a to o 2 kreski za dużo! Umrę. Na pewno umrę. Już widzę światała, zastępy aniołów. Oj, biada mi! Śmierć po mnie przyszła! -
- Nie umrzesz. - powiedział Mały Książę.
- Umrę, umrę... A, skoro tu jesteś, bądź tak uprzejmy i podaj mi tabletki na żołądek. Piłem dziś rano wodę i chyba mi zaszkodziła. O! Mój brzych! Jak boli! Jak boli! - jęczał Przeczulony. Jak na człowieka obłożnie chorego, miał bardzo hardy i mocny głos.
- Nie łatwiej byłoby ci podsunąć stolik z lekami? Tak często po nie sięgasz... - powiedział Mały Książę.
- Na pewno byłoby łatwiej, ale ja nie mam siły. -
- Masz siłę. -
- NIe mam. -
- To czemu tak krzyczysz? -
- Ja nie krzyczę. Nie słyszysz, że to jest głos człowieka umierającego? -
- Nie. -
- Podaj mi leki na chrypkę. -
- Wybacz, ale muszę ruszać w dalszą drogę. - powiedział Mały Książę i odwrócił się.
Przeczulony krzyczał coś o swojej nagłej śmierci na zawał, ale chłopiec był już poza zasięgiem jego głosu.
"Oj dorosli, dorośli... Oni mają same kłopoty." - pomyślał Mały Książę.

Trzecią planetą na której wylądował MAły Książę była planeta Artysty. Pełno było na niej sztalug, płócien, kartek, pędzli, farb, porozrzucanych nut, piór, tomików poezji, a poza tym fortepian, pianino, klarnet, flet, kontrabas, afrykańskie bębny, gitara, akordeon, tamburyn, altówka, skrzypce i wile innych instrumentów.
- Dzień dobry. - powiedział Mały Książę, przyglądając się dziwacznemu człowieczkowi w szkockiej spódniczce. - Czemu jesteś tak ubrany? -
- To oddaje mój dzisiejszy nastrój i pozwala mi zrozumieć problemy świata. - powiedział Artysta.
- A po co ci to wszystko? - Mały Książę wskazał na instrumenty.
- Do tworzenia. -
- Do tworzenia czego? -
- Dzieł. -
- Jakich dzieł? -
- Instrumentalnych, literackich, sztuki. - zaświergotał i tanecznym krokiem podszedł do sztalugi.

Nie wiem czy to jest dobrze, ale mam nadzieje że pomogłam ;)
2 3 2