Muszę napisac to znaczy tak jakby opowiedziec mój jedzień dzień trzeba tam napisac
a)opowiedziec o wydarzeniach danego dnia(pamiętaj ,że autentyczny dziennik nie jest fikcją,lecz relacją o wydarzeniach i osobach prawdziwych
b)możesz wyrazic swoje subiektywne sąd,opinie
c)nie bój sie pisac o przezyciach,planach,marzeniach
no i chcialabym napisac o takim wydazreniu zeby dostac jaks doba ocene mam to na jutro wiec postarajcie sie,mozecie napisac o tym jak znalazłam psa albo o czym tak chcecie ale zeby było fajne i pomysłowe
dzięki:)

2

Odpowiedzi

2009-11-02T13:00:24+01:00
Poniedziałek, 2 listopada

Ale się porobiło - w sobotę znalazłam psiaka, bezpańskiego szczeniaka, widać było, że jest głodny, więc dałam mu jeść. Biedak pętał się koło śmietnika i zrobiło mi się go żal. Psiak zjadł, chwilę się z nim pobawiłam i poszłam do domu - oczywiście odprowadzana przez mojego nowego, czworonożnego kumpla. W niedzielę rano psisko czekało na mnie przed drzwiami klatki i wszędzie mi towarzyszyło. Tak mi się to spodobało, że wieczorem poruszyłam temat z rodzicami - co tu ukrywać - chciałam ich namówić na to, żeby psina została już z nami. Wywiązała się dyskusja na temat mojej odpowiedzialności i po raz kolejny usłyszałam, że nie nadaję się do tego, by mieć zwierzaka, nawet rybki mi zdychają. Jeśli chcę sobie zafundować zwierzaka, to chyba tylko patyczaki. No i jak tu powiedzieć rodzicom, że będę się maluchem opiekowała? Jasno mi powiedzieli, że nie nadaję sie do tego, bo rano psa trzeba wyprowadzać - a ja uwielbiam spać i zawsze mam problem z wyjściem z domu na czas.
Ehh, ten piesek jest taki śliczny, ma takie mądre ślepka. Nie wiem, co zrobić. Żal mi go, bo idzie zima, nie wiadomo, kiedy zaczną się mrozy a to biedne stworzonko nie ma nikogo, na dodatek waruje cały czas pod klatką i czeka na mnie. Nie pozostaje mi nic innego, jak liczyć na pomoc rodziców i to, że się zgodzą, muszę obmyślić jakąś taktykę, bo czas goni. A teraz wychodzę pobawić się z Przecinkiem - tak, wymyśliłam już dla niego imię. Przecinek, bo ma czarny ogonek wyglądający właśnie jak ten znak.
1 1 1
2009-11-02T13:17:39+01:00
2 listopada 2009r.

Drogi pamiętniczku!
Dzisiaj spotkało mnie naprawdę niesamowite wydarzenie! Jednak zanim przejdę ro relacjonowania minionego dnia chciałabym napisać, jak wszystko miało swój początek.
Rano obudziłam się jak zawsze za późno. Nie wiem, co się dzieje z moim budzikiem. To chyba jemu przydałaby się pobudka. Albo to tylko ja zapominam, że gdy dzwoni, powinno się wstać. A nie, tak jak ja to zawsze robię, włączać "wyciszenie". No cóż, taki już mój los. Szybko się ubrałam, wykonałam poranną toaletę i pobiegłam do kuchni. Niestety, jak się okazała rodzice też zaspali(jak masz rodzeństwo to też możesz uwzględnić). Nikt nie miał czasu naszykować dla mnie kanapek, więc sama musiałam się z tym uporać. Gdy już spakowałam drugie śniadanie do plecaka szybko wybiegłam z domu, biorąc w biegu plecak, worek, czapkę i rękawiczki. Całe szczęście szkoła nie była daleko, więc spóźniłam się tylko dwie minuty. Na lekcjach była całkiem fajnie, szczególnie na godzinie wychowawczej. Pani(pan) opowiadał nam śmieszne historyjki z udziałem swoich dawnych podopiecznych. Były przezabawne! Po lekcjach wracałam za szkoły niestety sama, bo mama Kaśki(imię dowolne) przyjechała po nią pod szkołe i razem wybrały się na zakupy. Jednak jak się później okazało w drodze powrotnej miał mi ktoś towarzyszyć. Idąc przez park(cokolwiek) zobaczyłam małego pieska. Był to kundel. Nie mogłam go zostawić samego. Podeszłam do niego bliżej i uważniej mu się przyjrzałam. Oceniłam, że nie może mieć więcej niż 2 miesiące. Doszłam również do wniosku, że nie wygląda na chorego. Wzięłam go na ręce i zaczęłam szukać jego właściciela. Park był jednak pusty. Nie wiedziałam, co zrobić, ale nie chciałam rozstawać się z moim małym towarzyszem. Zdecydowałam się zabrać go do domu. Kiedy przyszłam rodzice byli już w domu. Ich uwadze nie umknęło, że nie przyszłam sama. Mama na widok szczeniaka miała sceptyczną minę, natomiast tata był lekko rozbawiony. Z zakłopotaniem zdjęłam kurkę i poszłam odnieść plecak do swojego pokoju. Wróciłam do salonu, gdzie rodzice już na mnie czekali. Pokazałam im pieska i opowiedziałam o tym, jak go znalazłam. Mimo oporów rodzice zgodzili się, żeby u nas został. Powiedzieli jednak, że zrobimy i rozwiesimy ogłoszenia o znalezieniu psa. Jeśli ktoś się po niego zgłosi, będziemy musieli go oddać. Gdy tylko o tym pomyślę robi mi się strasznie smutno. Modlę się, żeby nikt się po niego zgłosił. Byłby tylko mój, mogłabym go nauczyć wielu sztuczek i się z nim bawić. Czekają mnie również obowiązki, również te mniej przyjemne, jednak... sama obecność psa wynagradza wszystko. Zawsze marzyłam o zwierzaku, a teraz moje marzenie się ziściło. To był najwspanialszy dzień w moim życiu! Napisze jutro pamiętniczku, pa!



praca piątkowa